czwartek, 19 lipca 2018

Tomasz Mróz - Dziecięce zabawy


Nie jestem fanką kryminałów. Bardzo je lubię, zawsze uda im się mnie zaskoczyć i przykuć moją uwagę, ale nie jestem ich znawczynią, nie kolekcjonuję ich serii, nie znam wszystkich nowości. Dla mnie kryminały to taki pewniak - na pewno się wciągnę. Kilkadziesiąt kryminałów w życiu już przeczytałam, i tylko na jednym się tak naprawdę bardzo bardzo zawiodłam.

16 maja miała premierę najnowsza książka Tomasza Mroza. Jego twórczości nie znam, stylu również, i trudno było mi się na początku przyzwyczaić. Bo autor nie pisze typowych kryminałów w typowy sposób. Jego postacie są groteskowe - przeważnie to w jakiś sposób nieudacznicy, ofiary losu, łamagi i idioci, którzy mają całe mnóstwo słabości.

Główny bohater, komisarz Przytuła, to stereotypowy policjant z małego polskiego miasteczka. Nie grzeszący rozumem, starszy, samotny pan z nadwagą, nie nadający się do pościgów ani ryzykownych akcji. Mający zamiłowanie do alkoholu, młodszych od siebie kobiet i chodzenia na skróty w każdej możliwej sytuacji. Jest to jednocześnie postać dobroduszna - ciapowata, ale o wielkim sercu. Przytule zdarza się zrezygnować z własnego komfortu i narazić na niewygody, by komuś pomóc czy popchnąć prowadzone śledztwo do przodu.  

Wszyscy przedstawiciele policji występujący w książce są postaciami komicznymi. Wiecznie migający się od pracy Wróżka, nadgorliwy Mierczak, głupawy Edek a nawet mściwa Jadwiga. Ich wspólne przekomarzanki oraz próby sił rozładowują atmosferę i wywołują uśmiech na twarzy. Przez pierwsze 50 stron strasznie irytowały mnie ich charaktery. Byłam trochę nawet zła na autora, że zrobił z nich, a zwłaszcza z Przytuły, jakiegoś żałosnego głupca, dla mnie postać zupełnie nierealną i przesadzoną. Za żadne skarby nie mogłam sobie wyobrazić, jak też ta oferma rozwiąże zagadkę morderstwa. Z czasem jednak Przytuła pokazał swoje zalety - dobre serce, zawodową intuicję, kreatywność oraz ogrom szczęścia. Czasami pewne odpowiedzi trafiały mu się jak przysłowiowej ślepej kurze ziarno, ale to jego szczęście nie drażniło mnie, jego ilość była mimo wszystko do zaakceptowania.

Akcja w książce toczy się dwutorowo. Mamy teraźniejszość, w której naśladowca seryjnego mordercy sprzed lat powtarza jego zbrodnie, dokonując ich praktycznie w identyczny sposób jak dawno nieżyjący Wampir z Kopalni. Mamy też przeszłość, rok 1967, rok działalności pierwszego mordercy w miasteczku. Poznajemy jedenastoletnich chłopców i historię tajemniczego skarbu z ich punktu widzenia. Akcja przenosi się w czasie co kilka rozdziałów, a wydarzenia z przeszłości pozwalają czytelnikowi zrozumieć teraźniejszość i rozwikłać zagadkę. Potwierdzają też część domysłów Przytuły. 

Sprawa morderstwa od początku wydawała się prosta i błaha. Dopiero z czasem akcja zaczęła się zapętlać a intryga robić coraz bardziej interesująca. Ilość zamieszanych w nią postaci rosła, zaczęły pojawiać się kolejne tajemnice i kłamstwa. Koniec końców historia okazała się naprawdę mocno rozbudowana, odpowiednio skomplikowana i tajemnicza. 

Jedynym zgrzytem w książce były dla mnie elementy fantastyki. Dokładnie dwa elementy. Zwłaszcza jeden z nich miał duży wpływ na wydarzenia opisane w książce. Dla mnie to już było za dużo i zupełnie mi tam nie pasowało. Przy pierwszym takim zgrzycie myślałam, że autor wytłumaczy to pijaństwem i zwidami Przytuły. Ale kiedy magia wkradła się do książki po raz drugi, wiadomo było, że to żadne przywidzenie bohaterów. 


"Dziecięce zabawy" to naprawdę dobra książka. Mamy w niej skomplikowaną i ciekawą fabułę, nieszablonowe postaci, oraz całe mnóstwo humoru. Czytając książkę można się pośmiać z wielu ludzkich przywar: zazdrości, lenistwa, pijaństwa, chciwości, lizusostwa. Te cechy są w książce mocno wyolbrzymione i przez to postacie wydają się odrealnione. Dlatego ja w klimat książki musiałam się wczuć, choć pewnie duże znaczenie miał tu fakt, że nastawiłam się na zupełnie inną lekturę. To, co na początku wydawało mi się książką nudną i irytującą, żal było mi kończyć, tak się wciągnęłam. I powiem wam, że z chęcią poczytałabym o dalszych przygodach Przytuły, Mierczaka, Wróżki i Edka.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwom Videograf SA