wtorek, 13 kwietnia 2021

[71] Michaela Carter - Surrealistka

michaela carter surrealistka

     Słyszeliście, że to podobno cierpienie jest największym źródłem weny twórczej? Złamane serce, odrzucona miłość, niespełnione marzenia, przekreślona wspólna przyszłość, zdrada i odejście. Jakby sztuka była jedynym kanałem na pozbycie się tego całego bólu. Z historii Leonory Carrington można wyciągnąć natomiast inny wniosek - to prawdziwa, wielka miłość obudziła w niej artystkę i pobudziła do stworzenia wielkich dzieł, podziwianych do dziś. Bo w "Surrealistce" obok tematu sztuki to miłość gra pierwsze skrzypce.

    Leonora Carrington urodziła się po to, by zostać malarką. Wychowana przez Nianię opowiadającą jej irlandzkie baśnie i legendy, była małą buntowniczką nie dającą się zamknąć w sztywnych ramach. Chciała żyć po swojemu, mówić to co czuje a nie to co wypada, bawić się i poświęcić sztuce. Wyrzucana z kolejnych szkół z internatem w końcu zawarła umowę z apodyktycznym ojcem i zaczęła studiować malarstwo w Londynie. Tam Leonora rozpoczęła swoją drogą do zostania wielką artystką. Tu też spotkała pierwszych surrealistów, którzy wywarli na nią ogromny wpływ. Największy - Max Ernst. Leonora zakochała się w nim miłością wielką, która wywróciła jej życie do góry nogami. Otworzyła oczy na ogrom świata, wskazała własną drogę i wyprowadziła z Londynu, gdzie nigdy nie mogłaby całkiem wyzwolić się spod wpływu Ojca. 

michaela carter surrealistka

    Leonora i Max wyjechali do Paryża, gdzie wśród paryskiej bohemy dziewczyna poznawała jak to jest żyć sztuką i dla sztuki. Spotykała artystów, zawierała przyjaźnie, czerpała od nich inspiracje. Tego fragmentu książki obawiałam się najbardziej. Bałam się, że będzie dla mnie niezrozumiały, że rozmowy grupy artystów będą na tyle oderwane od rzeczywistości, że przekartkuję książkę szybko dalej. Nic bardziej mylnego. Ani przez moment nie czułam się zagubiona, a jednocześnie wiedziałam, że to nie są rozmowy, które mogłabym sama kiedykolwiek prowadzić ze swoimi znajomymi.  Nie mająca w sobie za grosz poetyckości ja czytałam opisy obrazów i widziałam je przed swoimi oczami, czułam ich znaczenie i miałam poczucie, że są idealne - żaden element nie wydawał się zbędny, żaden nie był nieistotny. Pobyt Leonory we Francji to nie tylko piękny opis obrazów, ale też przyrody, relacji międzyludzkich i zrozumienia samego siebie. Dla bohaterów książki, Maksa i Leonory, był to bardzo ważny rok, który do końca życia pozostał w ich pamięci i wpływał na nich. 

    A dla czytelnika? To cisza przed burzą. Bo czas romansu Leonory i Maksa przypada na lata tuż przed drugą wojną światową. I kiedy akcja książki wkroczyła w ten moment, przepadłam całkowicie. Jeśli miłość Leonory i ponad dwukrotnie starszego od niej żonatego Maksa, była związkiem trudnym, to w czasie wojny stała się prawie że niemożliwa. Przeplatane ze sobą rozdziały z czasów wojny i z czasów przed wojną jeszcze podsycają uczucie niepewności i pewnego zniecierpliwienia - co też się stanie i kiedy wreszcie się stanie. Czytając tę opowieść wręcz czułam, jakby to mnie grunt palił się pod stopami, jakby każdy nerw w moim ciele krzyczał "uciekaj". 

 

michaela carter surrealistka

     Wtedy też odezwała się moja irytacja na zachowanie bohaterów. Na Maksa, że ignorował wszystkie znaki, że nie kochał Leonory tak jak ona jego, że nie zależało mu na jej bezpieczeństwie. I na Leonorę, że nie postawiła postawić siebie na pierwszym miejscu, że zawsze musiał to być Max. Wojna jednak zmieniła ich relację. Zarówno Leonora jak i Max dojrzali (o ile można mówić o dojrzewaniu pięćdziesięciolatka). Obydwoje odkryli siebie na nowo, przewartościowali swoje życie i podjęli wielkie decyzje. Jednak stracili też coś bezpowrotnie, i to im i czytelnikowi łamie serca. 

    Surrealistka to opowieść o prawdziwych ludziach, o wybitnych artystach, którzy tworzyli nurt surrealistyczny w czasach, kiedy za bycie artystą groziła śmierć. To historia wielkiej miłości, z której narodziła się wielka sztuka. O życiu na przekór innym, według własnych zasad, o szukaniu dla siebie miejsca dla barwnych motyli w poukładanym, szarym świecie. Ale to też opowieść o egoizmie, wykorzystywaniu innych, ucieczce od odpowiedzialności za siebie samego. I o szaleństwie, które zrodził strach. 

michaela carter surrealistka

    Konstrukcja tej książki mnie zachwyciła. Początek, tak barwny i pełen symboli, spokojny i marzycielski. Jak wiosna, kiedy razem z Leonorą można było obudzić w sobie drzemiącą cząstkę artysty i spojrzeć inaczej na otaczający świat. Kiedy kwitła miłość pomiędzy dziewczyną i jej ukochanym. Później nagły wybuch lata - duszny, niecierpliwy, pełen zagrożeń. Gdzie napięcie rosło jak temperatury w lipcu. Jak coś, co trzeba przetrwać, ale na co nie ma się już sił. I na koniec chłodna jesień. Ze swoją nostalgią, wspomnieniami i pożegnaniami. Z końcem tego, co narodziło się wiosną. Z chęcią cofnięcia się do tego, co było, przywrócenia dawnego porządku. Zakończenie mnie uspokoiło, ale też pozostawiło we mnie jakąś melancholię. Bo chociaż wiem, że dla Leonory był to początek nowej drogi i że jej życie i proces tworzenia trwały dalej, to skończyło się coś pięknego i niepowtarzalnego. Przywiązałam się do tych bohaterów, nawet do samolubnego Maksa, i z pewnym smutkiem kończyłam książkę. Czy czegoś mi w książce zabrakło? Perspektywy Maksa z czasów przed wojną. Jego postać przeszła wielką przemianę, ale widać to było tylko przez porównanie jego zachowania obserwowanego przez innych. Max z początków znajomości i z czasów beztroski jest tajemniczą postacią, niezbyt sympatyczną i nie wzbudzającą mojego zaufania, ale też niemą. Nie mamy również spojrzenia na sztukę jego oczami. 

michaela carter surrealistka


    Surrealistka opisuje prawdziwe wydarzenia, ale ja cały czas czułam, jakbym czytała najpiękniej wymyśloną powieść, tak barwne i pełne tragizmu były te wydarzenia. Oczywiście pobudziło to moją ciekawość i zainteresowanie postacią malarki. Wiem, że jej myśli spisane w książce są tworem autorki, ale czytając niektóre z nich czułam, jakby to w mojej głowie powstały, nawet te najbardziej oderwane od rzeczywistości. Przez to też wzrósł mój sentyment do Leonory i choć już zapoznałam się z jej twórczością, mam ochotę sięgnąć po jej pełną biografię, opisującą całe jej życie, również to po zakończeniu Surrealistki.

     Surrealistka ma dziś swoją premierę. Dzięki portalowi lubimyczytac.pl i uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis miałam możliwość przeczytać ją przed tą datą. Gorąco polecam. Nawet jeśli nie interesujecie się sztuką i postać Leonory Carrington jest wam obca, gwarantuję, że dacie się porwać historii tej wielkiej miłości w potwornie burzliwych czasach.