poniedziałek, 29 października 2018

Katarzyna Grabowska - Magia ukryta w kamieniu

Temat magicznego portalu do innego świata jest tematem bardzo wdzięcznym i dającym ogromne pole do popisu dla autora. Który fan fantastyki nie marzył nigdy, że w magiczny sposób przenosi się do zaczarowanej krainy, w sam środek powieści? Ja sama często tak mam podczas czytania. I może dlatego dość łatwo jest mi się wczuć w książkę i identyfikować z postaciami, które przenoszą się do innego świata. W "Magii ukrytej w kamieniu" współczesność opuszcza Julia. Jest to młoda dziewczyna, bardzo skrupulatna i poukładana. Za kilka miesięcy rozpoczyna studia medyczne. i wydaje się, że to idealna droga życiowa dla niej. Dziewczyna lubi planować, zapisywać listy rzeczy do zrobienia, być zawsze na czas. Ma fioła na punkcie zegarów i kalendarzy - tych zegarów brakuje jej przez całą akcję książki. Splot wydarzeń doprowadza ją do polany w lesie, na której znajduje ogromny głaz. Jak się okazuje, kamień jest magiczny, i wystarczy tylko go dotknąć, by przenieść się do innego świata.



Tym innym światem jest Buria, kraina nie magiczna, ale bardzo przypominająca nasze średniowiecze. Są tam zamki, książęta i rycerze. Julia jest niespotykaną atrakcją, bo nie dość, że ubrana jest zupełnie inaczej niż burianki, to mówi dziwne rzeczy i ma ze sobą przedmioty, które wydają się działać za sprawą magii - telefon z aparatem fotograficznym, latarkę, zapałki. Na trakcie pod lasem spotyka grupkę konnych - i tu zaczyna się jej wielka przygoda, a także droga pełna ukrytych pułapek.

Zanim akcja przeniosła się do Burii, kilka pierwszych rozdziałów zostało poświęconych na wprowadzenie i przybliżenie postaci Julii oraz życia, jakie wiodła na Ziemi. Już po kilku stronach stwierdziłam, że to bohaterka jaką mogę polubić. Nie schematyczna, lekko dziwna, a jednak ciekawa. Interesująca była też postać jej babci i historia, którą ta opowiadała wnuczce. Później jednak Julię jakby podmienili. Zaczęła zachowywać się niemądrze, histerycznie, nieodpowiedzialnie.

Jej pierwszy kontakt z mieszkańcami zamku był zupełnie niezrozumiały dla mnie. Rycerze spotykają na drodze dziwną kobietę i dochodzą do wniosku, że to czarownica. Oczywiście chcą jej zabić, bo boją się jej czarów. Julia, żeby ratować życie, sama siebie nazywa dobrą czarodziejką, czyniącą dobro dla ludzi. W tym momencie byłam autentycznie zaskoczona, że dzielni rycerze nie posiekali jej na kawałki. Jaka była szansa, że czarownice są w Burii nielubiane, a czarodziejki już tak? Że w ogóle istnieje takie rozróżnienie. Nie wspominając już o tym, że totalną głupotą było powiedzenie, że zna się magię, gdy się jej nie zna, i wierzenie "że jakoś to będzie i nikt się nie połapie".



Drugim wielkim zgrzytem w charakterze Julii - i jednocześnie tym, co ostatecznie przesądziło, że jednak jej nie lubię, była ignorancja, z jaką podchodziła do kultury Burii, jej zwyczajów i praw. Dziewczyna u progu dorosłości, taka dojrzała i mądra, a nie potrafiła zrozumieć, że prawa i zwyczaje jej świata i jej kraju nie są jedynymi słusznymi. Postanowiła uświadomić władcy, że małżeństwa aranżowane bez miłości nie powinny mieć miejsca. Tak, miała rację. Ale jej przeświadczenie, że buriańczycy są ślepi i głupi, i że wystarczy, że ona im powie jak ma być, i już od razu przewartościują cały swój światopogląd. To samo dotyczyło zwyczaju zawierania tylko jednego ślubu w ciągu całego życia czy nawet formy, w jakiej mieszkańcy zamku, a więc lepiej urodzeni, powinni zwracać się do zwykłych mieszkańców podgrodzia. Jednym słowem z Julii wyszło potworne dziecko uważające się za osobę najmądrzejszą. Praktycznie w każdej sytuacji zachowywała się niemądrze i dziecinnie, co niezmiernie mnie irytowało. Ale... irytowała mnie jedna bohaterka. Przygody, które przeżywała, podobały mi się dużo bardziej i byłam naprawdę ciekawa jak dalej potoczy się historia. Ponieważ akcja książki przenosiła się z miejsca na miejsce, można było naprawdę poczuć niepowtarzalny klimat Burii, wraz z jej tajemnicami sprzed lat i niezwykłymi stworzeniami.



Książka nie była zła, ale nie była też do końca dobra. Być może dużo młodszy czytelnik ode mnie zakochałby się w opisie życia dworskiego, w różnorodności postaci, w intrygach medyka i miłosnym trójkącie Julii. Ale dla mnie wszystko ty było za mało rozbudowane, za mało szczegółów i dokładniejszych wyjaśnień, a tych naprawdę potrzebuje, kiedy czytam o fantastycznym świecie. Główna bohaterka, na której skupiła się cała akcja, była postacią ogromnie irytującą, i to jej kreacja odebrała mi ogromną część przyjemności z czytania książki. Trzynaście lat temu nie zwróciłabym uwagi na wiele szczegółów, które mi zgrzytały, a Julię wzięłabym za super dziewczynę, wzór do naśladowania. Mając 13 lat takie książki czytałam, takie uwielbiałam. Gdybym więc znała jakąś nastolatkę w tym wieku, na pewno podrzuciłabym jej tę książkę, bo wierzę, że to właśnie do takich czytelników powinna ona trafić. Czytelnik starszy jest bardziej krytyczny, bardziej wymagający, i dlatego nie dla niego będzie ta książka. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf SA.