Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2025

[268] Debbie Macomber - Kochany Święty Mikołaju

 

"Kochany Święty Mikołaju" - Debbie Macomber

Wydawnictwo Rebis, 2021 rok

przeczytane: 01/2025

 4/10*

    Wiele romansów i powieści świątecznych zaczyna się od tego, że główna bohaterka przyjeżdża do swojego domu rodzinnego. Za sobą zostawia zazwyczaj jakieś problemy i braki, a w następnych tygodniach przeżywa płomienny romans i przewartościowuje swoje życie, na nowo odkrywając uroki życia rodzinnego w małej mieścinie.

    Kochany Święty Mikołaju zaczyna się podobnie. I nie, wcale mnie to od razu nie odrzuciło, wręcz przeciwnie. W powieściach świątecznych lubię te wszystkie powtarzalne schematy i to, że z góry wiem czego mogę się spodziewać. Tyle tylko, że zawsze jest tam coś jeszcze, co mnie zaskakuje. Tutaj tego zabrakło.


    Lindy wraca do rodzinnego miasta i spotyka dawną (bardzo, bardzo dawną, bo aż z czasów podstawówki) przyjaciółkę, które nie widziała przez większość życia, a mimo to od razu zostają prawie siostrami. Są do siebie wręcz przyklejone. I to był pierwszy zgrzyt. bo to naprawdę wyszło okropnie nierealnie, nawet jak na romans świąteczny. Później oczywiście nastąpiło kolejne spotkanie i wielka miłość - tu już było dużo, dużo lepiej. Naprawdę, bardzo spodobało mi się jak rozwijało się uczucie pomiędzy główną parą, jakie było naturalne i pozbawione śmiesznych dram o nic. 


    Ten romans byłby świetnym tłem lub dodatkiem do głównej akcji, ale niestety - poza nim nie wydarzyło się nic. Nawet jakiejś szytej grubymi nićmi awantury, czarnego charakteru chcącego poróżnić gołąbki. Nic, zupełnie nic. Ta książka jest o niczym. Autorka ma w swoim dorobku prawie 100 książek, więc absolutnie nie mogę wybaczyć jej tego braku fabuły. Rozumiem, że książki świąteczne to osobny gatunek i tu bardziej chodzi o klimat niż faktycznie ekscytującą akcję, ale Kochany Święty Mikołaju to bubel jakich mało. Odradzam.

 

piątek, 24 stycznia 2025

[267] Denise Hunter - Jak płatki śniegu

 

Denise Hunter Jak płatki śniegu

"Jak płatki śniegu" - Denise Hunter

Wydawnictwo Dreams, 2017 rok

przeczytane: 01/2025

 6/10*

 

    Eden ucieka ze swoim małym synkiem, kiedy jej samochód się psuje i sytuacja zmusza ją do zostania na jakiś czas w Summer Harbour. Kobieta nie ma pieniędzy ani nikogo, kogo mogłaby poprosić o wsparcie. Przypadkowo na jej drodze staje rodzina Callahan. Beau proponuje, by Eden została pomocnicą ich ciotki, unieruchomionej przez złamaną nogę. Dla młodej matki to cudowne zrządzenie losu, które pozwoli jej już niebawem kontynuować jej ucieczkę.

    Jak płatki śniegu to jedna z tych książek, co do których mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony fabuła i cała intryga, głównie historia z przeszłości Eden, są na naprawdę wysokim poziomie. Mocno wciągają i zaskakują, a kolejne informacje pojawiają się stopniowo, tak że ciekawość jest umiejętnie podsycana.

Denise Hunter Jak płatki śniegu

 

     Z drugiej jednak coś w tej historii trąci myszką. Ta bezwarunkowa dobroć bohaterów, ich skłonność do bycia dobrym samarytaninem kosztem innych, dużo bliższych im osób. To, jak zupełnie bezwolna jest Eden, mimo że w przeszłości wykazała się wielkim hartem ducha. Jak nijaka i bezbarwna była w całej tej akcji, i jak momentami infantylnie się zachowywała. Trochę mi to przypomina ster książki Diany Palmer.

Denise Hunter Jak płatki śniegu

    Ta historia nie wzbudziła żadnych silnych emocji. Zainteresowała mnie, bo ciekawa byłam rozwiązania, ale nic nie poczułam do bohaterów, byli dla mnie tacy nijacy, jak postaci drugo lub nawet trzecioplanowe. Nie potrafiłam im współczuć czy się z nimi cieszyć. Momentami mnie irytowali, i irytacja to absolutnie maksimum emocji, jakie ze mnie ta książka wykrzesała. 

    Podsumowując - pomysł dobry, ale wykonanie i szczegóły tak mdłe i nieciekawe, że książka okazała się rozczarowaniem i chociaż zazwyczaj kontynuuję serie, w tym przypadku tego nie zrobię. Odradzam. 


wtorek, 14 maja 2024

[216] Alaina Urquhart - Rzeźnik i strzyżyk

Alaina Urquhart Rzeźnik i strzyżyk


"Rzeźnik i strzyżyk" - Alaina Urquhart

Wydawnictwo Czwarta Strona, 2023 rok

przeczytane: 02/2024

 4/10*

     Luizjańskie bagna, morderca bawiący się z policją w kotka i myszkę, potwornie okaleczone ofiary. Patolożka sądowa Wren mocno angażuje się w rozwiązanie sprawy. Czuje emocjonalny związek z ofiarami i chce dla nich sprawiedliwości po śmierci. Z czasem na jaw wychodzą tajemnice, które stoją za tym zachowaniem i wyjaśniają, dlaczego morderca poluje na jedną konkretną ofiarę.

    Bardzo lubię klimat Nowego Orleanu w literaturze i filmie. To z pewnością specyficzne miasto, wyróżniające się swoją kulturą i położeniem geograficznym. W Rzeźniku i strzyżyku wszystko to było dość mocno podkreślone i wplecione w fabułę, a kilka miejsc odegrało kluczową rolę w wydarzeniach. Lubię takie zabiegi, historia wydaje się bardziej autentyczna, kiedy nie jest na tyle uniwersalna, że można by ją osadzić w dowolnym mieście.

Alaina Urquhart Rzeźnik i strzyżyk

    Samą fabułę określiłabym jako mocno poprawną. Było spojrzenie na wydarzenia okiem Wren i okiem mordercy. Był plot twist, który był zaskoczeniem, było kilka wskazówek, które mogły naprowadzić na rozwiązanie. Zabrakło tam jednak napięcia i emocjonalnego zaangażowania. Mimo że historia skonstruowana była w dobry sposób, to całość była po prostu nudna i nie potrafiłam się w nią zaangażować.

    Zakończenie pozostało otwarte i nie usatysfakcjonowało mnie. Wolę, kiedy historia ma swój koniec, zwłaszcza wtedy, kiedy styl autora nie zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejny tom. Nie wiem czy w przypadku tej książki jakiś kolejny tom będzie, ale zdecydowanie by się przydał. 

Alaina Urquhart Rzeźnik i strzyżyk

    Podsumowując, książki nie polecam. Niczym się nie wyróżniła, nie zagwarantowała mi też dobrej rozrywki. Wynudziłam się przy niej i mniej więcej w połowie miałam kryzys, czy w ogóle ją kończyć. W tego rodzaju literaturze emocje są bardzo ważne, a tych zabrakło, dlatego oceniam tę książkę tak nisko.


poniedziałek, 13 maja 2024

[214] Diane Setterfield - Trzynasta opowieść

  

Diane Setterfield Trzynasta opowieść

"Trzynasta opowieść" - Diane Setterfield

Wydawnictwo Albatros, 2021 rok

przeczytane: 01/2024

 9/10*

    Vida Winter stała się legendą. Nawet nie ze względu na swoje powieści, których w ciągu długiego życia napisała mnóstwo, ale za sprawą kłamstw, które opowiadała. Żaden dziennikarz nie dostał od niej prawdziwej historii jej życia. Ale teraz nadchodzi śmierć i kobieta chce wyznać wreszcie prawdę. Wybiera Margaret, córkę antykwariusza, na tę, której opowie największą skrywaną przez siebie tajemnicę.

 

Diane Setterfield Trzynasta opowieść

    Trzynasta opowieść to historia rodziny równie tajemniczej co skrzywionej. Vida cofa się w czasie i przywołuje dawne dzieje i sekrety ukrywane przed wszystkimi w murach starej rezydencji. Jest to historia bardzo mroczna, naprawdę z dreszczykiem. Bardzo lubię czytać powieści o losach rodziny, śledzić drogi życiowe jej członków przez kolejne pokolenia. Tu też mamy ten przekrój zmian, zniszczeń i strat, których doświadcza młoda Vida. Mamy też małe tajemnice, które musimy powoli odkrywać. Oraz jeden, wielki sekret, który czeka do samego końca.

    Opisaną historię poznałam już kilka lat temu oglądając film. Zakończenie więc nie było dla mnie tak wielkim zaskoczeniem, czego bardzo żałowałam. Mogłam jednak bardziej docenić kunszt pisarki w skrywaniu prawdy tuż przed oczami czytelnika, mamieniu go i wodzeniu za nos. To było trochę "jak skłamać, żeby jednak nie skłamać". 

Diane Setterfield Trzynasta opowieść

    Książka ma świetny klimat, który obecny jest w każdej historii rozgrywającej się w starym, pełnym duchu i tajemnic domu. Kolejne przerywniki w historii Vidy, kiedy to Margaret podróżuje i rozwiązuje własne sprawy, tylko zaostrzają apetyt na poznanie końca książki. Podobał mi się styl i fabuła, skomplikowani i wyróżniający się bohaterowie oraz dobre tempo akcji. Gorąco polecam.

sobota, 20 kwietnia 2024

[205] Alice Hoffman - Księga magii

 

Alice Hoffman Księga magii
 
"Księga magii" (Practical Magic, tom 3) - Alice Hoffman

Wydawnictwo Albatros, 2023 rok

przeczytane: 02/2024

 4/10*

     Na Owensach ciąży klątwa, która nie pozwala im się zakochać. Ich miłość jest przekleństwem i doprowadza do śmierci ukochanych. Przez pokolenia nikt nic z nią nie robił, aż w końcu nadszedł ten moment, kiedy zbieg okoliczności oraz szczególna sytuacja zmuszają najmłodszą z rodu, Kylie, do działania. Dziewczyna gotowa jest na wszystko, aby zdjąć klątwę i uratować ukochanego. Ale jej rodzina nie jest w stanie zaakceptować tego "wszystkiego" i rusza jej na pomoc.

    Dosyć późno zorientowałam się, że Księga magii to już trzeci tom historii Owensów. Przyznaję, miałam problemy z odnalezieniem się w historii. Zwłaszcza w rodzinnych koligacjach. O ile żyjących bohaterów nauczyłam się rozpoznawać, o tyle trzy zmarłe protoplastki mogłyby być dla mnie jedną i tą samą osobą.

 

Alice Hoffman Księga magii

    Książka w bardzo przyjemny sposób przemyca szczegóły codziennego, zwyczajnego życia czarownic we współczesnym świecie. Bardzo mi się podobały te elementy, które budowały nową rzeczywistość i dodawały klimatu. Było coś ciepłego w czytaniu o magicznych herbatkach i ubraniach obrębionych niebieską nicią. 

    Fabuła książki skupia się na zdjęciu klątwy, ale oprócz tego plącze się tam więcej wątków. Nie powoduje to chaosu, jednak ilość bohaterów i to, że każdy już w pierwszym rozdziale ma swój bagaż doświadczeń (o którym ja, nieznająca dwóch pierwszych tomów) nic nie wiedziałam, jest trochę przytłaczające. Żadnego z nich nie udało mi się również polubić. Tak właściwie, to byli mi obojętni.

 

Alice Hoffman Księga magii

 

    Mimo że książka napisana jest w dobry sposób, a fabuła dopracowana i zgrabnie doprowadzona do końca, to książka nie wzbudziła mojej ekscytacji. Miałam wrażenie, że to historia dla młodszych czytelników i dla mnie trochę za słodka i od początku zbyt oczywisty był happy end, żebym się autentycznie wciągnęła. Nie mogę jej więc nic zarzucić poza tym, że mi się nie podobała, dlatego też nie uzupełnię sobie pierwszego i drugiego tomu.

środa, 27 marca 2024

[199] Michelle Richmond - Rok we mgle

 

Michelle Richmond Rok we mgle

"Rok we mgle" - Michelle Richmond

Wydawnictwo Otwarte, 2018 rok

przeczytane: 02/2024

 7/10*


    Abigail tylko na na kilka sekund odwraca wzrok. Robi zdjęcie martwej foce na plaży, a kiedy podnosi wzrok, we mgle nie widzi już Emmy. Sześcioletnia córka jej narzeczonego znika bez śladu. Policja próbuje ją przekonać, że dziewczynka utonęła. Jake, ojciec Emmy, też w końcu się do tego przekonuje. Ale nie Abigail. Mimo że Emma nie jest jej rodzoną córką, kobieta ją kocha i czuje z nią więź, która nie pozwala jej przestać szukać. Idąc za tropami, z których część może być ślepa, prowadzi poszukiwania. 

Michelle Richmond Rok we mgle


    Rok we mgle to przede wszystkim bardzo smutna książka. Wyobrażacie sobie stracić w ten sposób bliską osobę? Choćby i dorosłą, która teoretycznie potrafi sobie sama poradzić z kłopotami. A cóż dopiero sześcioletnie dziecko. Nie wiedzieć czy umarło czy żyje i cierpi, czy czeka na ratunek. Może jest tuż obok, w domu sąsiadów, może minęło się je na ulicy dwa dni temu i nie rozpoznało, w końcu dzieci tak szybko się zmieniają. W którym momencie poszukiwań można odpuścić? Kiedy, mimo braku ciała, uznać, że ono już nie żyje? Jak zamknąć ten rozdział i pójść dalej, bez ciągłego oglądania się za siebie?

Michelle Richmond Rok we mgle


    Perspektywa Abigail świetnie pokazuje całą głębię smutku, bezradności i nadziei, że w końcu pojawi się jakiś trop, że komuś coś się przypomni, że zdarzy się cud. Fabuła bardzo wciąga. Bardzo zaangażowałam się w tę historię i musiałam pilnować się, żeby nie podejrzeć zakończenia. A jest ono mocno zaskakujące i nietypowe. Smutne, jak i cała książka. 


    Gorąco polecam. Rok we mgle to historia tragiczna, pełna emocji, skłaniająca do refleksji. Ale też bardzo dopracowana i wręcz naszpikowana informacjami na temat pamięci czy surfingu. Niezbyt oczywiste połączenie z zaginięciem dziecka, prawda? A jednak historia skonstruowana jest bardzo dobrze, trzyma dobre tempo i co chwilę podrzuca nam kolejne elementy łamigłówki. To kolejna książka autorki po I że cię nie opuszczę, która okazała się naprawdę świetna.

sobota, 2 grudnia 2023

[193] Marissa Stapley - Lucky


"Lucky" - Marissa Stapley

Wydawnictwo Świat Książki, 2023 rok

przeczytane: 11/2023

 8/10*

    Wyobrażacie sobie: wygrać główną nagrodę w loterii? Sumę tak wielką, że liczba zer niewiele wam mówi, dopiero po odczytaniu na głos zaczyna do was docierać. Że od dziś zero wyrzeczeń. Zero długów. Zero pracy. Lucky jest prawdziwą szczęściarą, bo to jej numery zwyciężają. Jej szczęśliwy zbiór cyfr pamiętany od dzieciństwa, nareszcie rozbił bank. Tylko że dziewczyna ma mały problem: jest poszukiwania za wyłudzenie i kradzież wielkich pieniędzy, o czym stale przypomina jej telewizja, i jeśli zgłosi się po nagrodę, zostanie rozpoznana. Z czego więc powinna zrezygnować, pieniędzy czy wolności na następne kilkanaście lat?

    Zarówno opis książki jak i okładka zapowiadały zabawną, lekką opowieść o pechowej, ale zapewne rezolutnej oszustce. Nic bardziej mylnego. Historia Lucky nie jest zabawna ani śmieszna, jest tragiczna. Dziewczyna wychowywana była tylko przez ojca, który nauczył ją kraść i oszukiwać. Przez całe dzieciństwo nie miała domu i poczucia bezpieczeństwa. Nie mogła nawet chodzić do szkoły. I cały czas tęskniła za matką.

 


    Lucky nie była zła. Kiedy sama zaczęła decydować o swoim życiu, zaczęła podejmować dobre decyzje. Marzyła o zwyczajnym życiu, jakie zawsze tylko obserwowała z daleka. Wtedy jednak dopadł ją kolejny pech oraz niewłaściwa osoba. Być może gdyby miała inne doświadczenia, wsparcie i większą wiarę we własne możliwości, wszystko potoczyłoby się inaczej. I nigdy nie byłaby poszukiwana przez policję.

    W książce nie ma pościgów ani walki z czasem. Jest kilka sytuacji kryzysowych, kiedy Lucky musi obmyślić plan i trochę podziałać, ale nie jest to książka sensacyjna. Dużo tu za to powrotów do przeszłości i wspomnień z czasów dorastania. Tej Lucky, bezbronnego dziecka pozbawionego normalności, żałuje się najbardziej. I przez to mniej wini się dorosłą Lucky za to, co zrobiła.


    Historia jest wciągająca, bo temat wygranej i kwestii jej odbioru cały czas powraca, i czytelnik jest ciekawy jak Lucky rozwiąże ten problem, czy uda jej się zostać milionerką. Rozwiązanie w pewnym momencie jest oczywiste, mimo że mija kilka rozdziałów zanim właściwe osoby dojdą do właściwych wniosków. Ta część jest też dużo radośniejsza i niosąca nadzieję.

    Kiedy czyta się historię Lucky, nie sposób zastanowić się, na ile ta historia jest prawdopodobna. Nie wygranej, ale życia na totalnej krawędzi. Czy Stany Zjednoczone są tak specyficznym krajem, że można w nim żonglować tożsamościami i wymykać się wszelkich zasadom i przepisom prawa? Że można żyć na widoku a jednak być cały czas niewidzialnym dla wszelkich służb, choćby oświaty? Lucky została skrzywdzona przez najbliższe osoby, a o tym jak bardzo, dowie się, kiedy odkryje w końcu wszystkie sekrety.


 

    Czyta się dobrze. W kilku miejscach pojawiają się zaskakujące zwroty akcji, ale mnie one zbytnio nie zaangażowały. Chciałam poznać zakończenie, ale nie miałam oporów przed odłożeniem książki i pójściem spać. Lucky to pozytywna bohaterka, której charakter buduje się głównie w jej wspomnieniach. Tam poznajemy ją lepiej niż w bieżących wydarzeniach. Albo po prostu tak bardziej rozumiemy jej motywacje i postępowanie.

    Lucky to książka warta polecenia. Smutna, ale z rozczulającym zakończeniem. Z ciekawą fabułą pokazującą jak działają osoby, które całe życie oszukują innych na pieniądze. Na niektóre z pomysłów w życiu bym nie wpadła - i z pewnością dała bym się nabrać. 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

środa, 4 października 2023

[178] Talia Hibbert - Zacznij żyć, Chloe Brown


Talia Hibbert Zacznij żyć Chloe Brown

"Zacznij żyć, Chloe Brown" - Talia Hibbert

Wydawnictwo Czwarta Strona, 2023 rok

przeczytane: 08/2023

 6/10*

     Chloe Brown nie jest idealna. Ma charakterek i nie potrafi sobie zjednywać ludzi. Jej życie naznaczone jest przez chorobę, ból i fizyczną słabość. Ale też przeszłość, w której opuścili ją wszyscy oprócz jej najbliższych. Żadna przyjaźń, żadna miłość nie okazała się na tyle silna, by przetrwać jej chorobę. Teraz Chloe nie chce już nikomu ufać i dopuścić tak blisko siebie, by później cierpieć. Powtarza, że lepiej być samotną niż porzuconą. Coś jej jednak w jej życiu nie pasuje, i kiedy cudem unika wypadku, postanawia stworzyć listę, która zrobi z niej osobę odważną, bawiącą się życiem. Żeby w momencie śmierci mogła przyznać, że wykorzystała życie.


    Pierwszym punktem na liście jest wyprowadzka od rodziców. W nowym mieszkaniu poznaje Reda, przystojnego dozorcę, z którym na początku idzie jej bardzo źle. Nie lubią się z wzajemnością, los jednak ma wobec nich inne plany. Powolne poznawanie się rozpala w nich uczucia, którymi sami są przerażeni, i z wrogów stają się kochankami.

Talia Hibbert Zacznij żyć Chloe Brown


    Zacznij żyć, Chloe Brown to całkiem udany romans. Mamy tu powolny, nie nachalny rozwój uczucia pomiędzy głównymi bohaterami, kilka scen intymnych pozbawionych wulgaryzmu, i przede wszystkim szczęśliwe zakończenie. Pojawił się tu jeden, dość oklepany motyw, który zazwyczaj wprowadza mnóstwo sztucznego dramatyzmu i zawsze mnie drażni swoim przerysowaniem i brakiem logiki. A tutaj został tak fajnie ograny, tak prawdziwie i wzruszająco, że przez moment aż się łezka w oku kręci.


    Chloe i Red to bardzo dobrze napisane postaci. Są oryginalni i przesympatyczni. Nie powielają schematów z innych romansów. Ani z niej delikatna kruszynka mdlejąca po jednym spojrzeniu lubego, ani z niego wymuskany macho o reputacji playboya. To osoby, z którymi każdy miałby ochotę się zaprzyjaźnić. 


    Jako romans książka była bardzo udana, zabrakło mi jednak bardziej rozbudowanej fabuły. Były momenty, kiedy przez bardzo długi czas nie działo się nic poza kolejnymi rozmowami i pocałunkami. Ciężko było mi się zaangażować i wkręcić w tę historię, bo dla mnie sama relacja między głównymi bohaterami to jednak za mało na książkę. Przeczytałam bez większych emocji, w pewnym momencie lekko musiałam się zmuszać i przyznaję, trochę tekstu ominęłam widząc, że nic znaczącego się nie dzieje. Ale właściwie mogę książkę polecić. To po prostu taki gatunek, gdzie relacja między nią i nim gra pierwsze i jedyne skrzypce. Czyta się dobrze i szybko, fani gatunku na pewno będą ukontentowani.



czwartek, 7 września 2023

[165] Karen Dionne - Córka króla moczarów

Karen Dionne Córka króla moczarów

"Córka króla moczarów" - Karen Dionne

Wydawnictwo Media Rodzina, 2017 rok

przeczytane: 07/2023

 6/10*

    Helena prowadzi teraz normalne życie, chociaż jej przeszłość z pewnością nie była normalna. Jej spokojną codzienność burzy informacja - z więzienia uciekł jej ojciec, a jej mąż poznaje jej największy sekret w zupełnie nie taki sposób, jak sama by sobie życzyła. Helena musi teraz ratować swoją nową rodzinę - męża i dwie córki. Przed rozpadem i przede wszystkim przed swoim ojcem.


    Ojciec Heleny to psychopata, który porwał młodziutką dziewczynę, dziecko jeszcze, i wywiózł do chaty na bagnach, z dala od zamieszkanych terenów. Więził ją tam przez trzynaście lat, gwałcąc, bijąc, zastraszając, poniżając i każąc żyć w prymitywnych warunkach, cierpiąc głód i chłód, oraz zmuszając do ciężkiej pracy. Z tego chorego związku narodziła się Helena - mała, dzika dziewczynka, nieznająca innego świata poza moczarami. Potrafiąca tropić i polować, zapatrzona w ojca, swojego nauczyciela i pierwszy autorytet. Przez trzynaście lat Helena nie widziała, jakim potworem był jej ojciec. Dla niej był tatą. Ona dla niego - ofiarą jego manipulacji.

 

    Córka króla moczarów ma dwie linie czasowe. W jednej, współczesnej, dorosła Helena stawia czoło niebezpieczeństwu ze strony ojca jako równa mu, świadoma rzeczywistości kobieta, widząca ogrom jego win. Ale czy można do końca uleczyć się z tak wielu lat manipulowania i kształtowania podatnego umysłu dziecka? Lata spędzone na bagnach zostawiły w niej ślad na zawsze, i w ogromnej mierze zadecydowały o tym, jaka jest teraz. Były momenty, kiedy traciłam zaufanie do tej wersji Heleny. W napięciu oczekiwałam - co zrobi? Nie mogłam być pewna, że postąpi dobrze, że zachowa się racjonalnie.

 

Karen Dionne Córka króla moczarów

    Druga linia czasowa opowiada potworną, obrzydliwą historię trzynastu lat spędzonych na moczarach.  Matka Heleny jest tu duchem, którego córka często ignorował i lekceważyła, nie zdając sobie sprawy, że to co dla niej było zwyczajnością, dla kobiety było niekończącym się koszmarem. Rozmiar jej tragedii trudno było mi ogarnąć. W bardzo przekonujący sposób opisana została jej bezwolność i brak woli walki czy ucieczki. Matka Heleny była złamana, w przeciwieństwie do dziewczynki. Czytając historię jej dorastania krok po kroku możemy śledzić, w jaki sposób stała się tym kim jest dzisiaj. To było trudne zadanie, opisać proces dorastania dziecka żyjącego w głuszy, w całkowitej izolacji. Ale wyszło to świetnie. Na Helenę raz się denerwuje i złości, i chciałoby się ją zostawić na tych bagnach do śmierci, razem z jej złością i okrucieństwem, a innym razem się jej współczuje i wyczekuje ratunku dla niej. 


    Historia z przeszłości niesie ogromny ładunek emocjonalny. Jest przerażająca, i mimo że zna się jej zakończenie, to ciągle zaskakuje. Gorzej wypadły wydarzenia z teraźniejszości. Nie potrafiłam się wczuć w to, co robiła dorosła Helena i ciągle sprawdzałam, ile jeszcze stron do powrotu na bagna. Mimo że w tej części był motyw wyścigu z czasem, zupełnie nie odczułam tego, żadnego niepokoju, niespokojnego wyczekiwania zakończenia. Tutaj było przewidująco i nudno, bo bez emocji. Duża różnica była między dwoma liniami czasowymi. Historia z przeszłości - rewelacyjna. Wstrząsająca i trzymająca w napięciu, mocno oddziałująca na wyobraźnię. Historia z teraźniejszości - wręcz słaba. Nie zaangażowała mnie zupełnie. Była istotna dla całej książki, a mimo to miałam ochotę ją pominąć. Czy polecam? Tak, i to gorąco. Jeśli lubicie takie obrzydliwe historie o psychopatach, ale macie już dość krwi i wnętrzności - koniecznie sięgnijcie po "Córkę króla moczarów". 

wtorek, 5 września 2023

[164] Michelle Richmond - I że cię nie opuszczę

Michelle Richmond I że cię nie opuszczę

"I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond

Wydawnictwo Otwarte, 2018 rok

przeczytane: 07/2023

 9/10*

     Uwielbiam, kiedy książki wywołują tak silne emocje jak I że cię nie opuszczę. Kiedy tak bardzo się w nich zatracam, że opisywane historie stają się na chwilę rzeczywiste a ja prawie że staję się ich uczestniczką. A emocje buzują i buzują, i albo się złoszczę, albo śmieję, albo płaczę.

    Jake i Alice dostają w prezencie ślubnym zaproszenie do tajemniczego, elitarnego klubu - Paktu. Jego członkowie mają nawzajem wspierać się w trudnych momentach, które czekają każde małżeństwo. Dzielić się doświadczeniami i radami, by żaden związek nie zakończył się rozwodem. Jake i Alice, świeżo po ślubie, ochoczo przystają na ten pomysł. Chcą, by ich małżeństwo trwało i było silne, podpisują więc wszystko, co zostaje im podsunięte do podpisania, a później powoli zapominają o całej historii. Ale o Pakcie nie można zapomnieć. Nie można go ignorować. Nie można o nim mówić, dyskutować z jego zasadami, targować się. I przede wszystkim - z Paktu nie można się wypisać.

Michelle Richmond I że cię nie opuszczę

    Ta książka była przerażająca. Wizja tajemniczego Paktu całkiem mnie przekonała i byłam w stanie uwierzyć, że taka grupa może istnieć w rzeczywistości. Są przecież ludzie, którzy lubią zasady i ich przestrzeganie staje się ich sensem życia. Lubią władzę i karanie innych, naprostowywanie ich. Czyli wypisz wymaluj osobowości autorytarne. Fanatyczne podejście do jakiegokolwiek zbioru zasad zawsze kończy się agresją, ponieważ u takich osób nie ma tolerancji, otwartego umysłu i zgody na to, że ktoś może myśleć inaczej - po prostu myśleć sam.


    Trudno było się choćby na moment oderwać od lektury. Każda kolejna sytuacja, każde złamanie zasad Paktu i wynikające z tego konsekwencje, przykuwało uwagę. Chciałam więcej i więcej, jak najszybciej poznać zakończenie. Miałam szczerą nadzieję, że na koniec książki wróci normalność, że źli zostaną ukarani a niewinni uwolnieni. Czy tak się stało? Absolutnie tego nie zdradzę. Akcja jest tak pokręcona, że spodziewać się można absolutnie wszystkiego. Ja przez sporą część obstawiałam, że pranie mózgu i stałe tortury psychiczne, jakim poddani zostali Jake i Alice zaowocują tym, że ci się załamią i zostaną kolejnymi podporządkowanymi fanatykami z Paktu. Miałam rację? Polecam przekonać się na własnej skórze.

Michelle Richmond I że cię nie opuszczę

    I że cię nie opuszczę to genialny thriller. On nie trzyma w napięciu. On wbija w nas szpony i nie pozwala głębiej odetchnąć, a jednocześnie wręcz bombarduje nas kolejnymi fragmentami wywołującymi tak mocne emocje, że aż się w nas gotuje. Ostrzegam, że po obudzeniu takiej złości na to, co się dzieje w książce, nie tak łatwo ją wyciszyć, i po powrocie do rzeczywistości każdy przejaw absurdu i kontroli innych może wywoływać silną reakcję. Co w sumie jest dobre, bo takich rzeczy nie można ignorować i tolerować. Czytając ciągle towarzyszyło mi uczucie paniki, poczucia niebezpieczeństwa i oczekiwanie na jakąś wielką katastrofę.


    Dlaczego nie dałam książce dziesięciu gwiazdek? Przez zakończenie, które mocno mi tu nie zagrało. Jakby pisanie książki całkiem wyczerpało autorkę i ostatnie strony napisała już zupełnie bez energii i zapału. Mało tam było emocji, za to sporo niedopowiedzeń. Nie dostałam też wyjaśnienia wielu spraw. Skończyłam książkę i dalej nie wiem o co tak naprawdę chodziło. Jak do tego doszło? Książka nie ma kontynuacji, więc zostanę już z tymi pytaniami. 


    Mimo zakończenia, które mi się nie podobało, gorąco polecam książkę. To z pewnością jedna z najlepszych książek, jakie w tym roku przeczytałam. Mimo że to zupełnie inna tematyka, to mocno przypomina mi Dawcę pamięci. Ten sam ładunek emocjonalny, tak samo niejasne zakończenie.

wtorek, 29 sierpnia 2023

[159] Kevin Hearne - Raz wiedźmie śmierć (Kroniki Żelaznego Druida, t.2)

 

Kevin Hearne Raz wiedźmie śmierc Kroniki Żelaznego Druida

"Raz wiedźmie śmierć" (Kroniki Żelaznego Druida, t.2) - Kevin Hearne

Wydawnictwo Rebis, 2011

przeczytane: 07/2023

 8/10*


    Bardzo lubię drugie tomy. Znam już bohaterów i miejsce akcji, znam wydarzenia z poprzedniego tomu - dzięki temu czuję się wtajemniczona a książka jest bardziej swojska. Czytam o kimś, kogo już wiem - lubić czy nie lubić. Początek serii to też czas, kiedy nie zdążyłam się jeszcze historią znudzić a autorowi nie wyczerpały się jeszcze pomysły. Dokładnie tak było w przypadku Raz wiedźmie śmierć, która jest drugim tomem Kronik żelaznego druida.


    Atticus dopiero co starł się ze swoim starym wrogiem i wiele zapłacił za wygraną, kiedy staje przed nim nowe niebezpieczeństwo. Tylko dzięki swojej ogromnej paranoi na punkcie bezpieczeństwa udaje mu się nie zginąć w wyniku niespodziewanego ataku magicznego. Ale nowy wróg nie podda się po jednej nieudanej próbie. Atticus zawiera więc przymierze ze swoimi starymi znajomymi - polskimi wiedźmami. Zaciąga też kolejne długi wdzięczności, które nie tak łatwo będzie spłacić. 

Kevin Hearne Raz wiedźmie śmierc Kroniki Żelaznego Druida

    Druid Atticus to bohater, który jak magnes działa na problemy. I chyba w ten sam sposób przyciąga sympatię - nie tylko innych bohaterów, ale przede wszystkim czytelnika. Jego nie da się nie lubić. Jest dobry, zabawny i inteligentny. I absolutnie nie ma w nim przesady ani nadmiernej idealizacji. Jego kolejne przygody są w równym stopniu zabawne co ekscytujące. W akcji nie ma ani chwili przerwy, cały czas coś się dzieje. 

Kevin Hearne Raz wiedźmie śmierc Kroniki Żelaznego Druida

    Tempo akcji oraz sama fabuła bardzo mocno przypomina mi serie o Anicie Blake czy Mercedes Thompson. Główny bohater czy bohaterka są obdarzeni jakimś rodzajem magicznych mocy i starają się prowadzić zwyczajne, ludzkie życie, utrzymując jednocześnie przyjacielskie kontakty z różnymi rodzajami istot magicznych. Zazwyczaj przypadek sprawia, że wpadają w tarapaty i potrzebują pomocy innych. Później muszą się im odwdzięczyć w ich problemach, albo też pozbycie się jednego kłopotu automatycznie generuje kolejny. I tak się to kręci, przez kolejne tomy. Serie o Anicie i Mercedes porzuciłam po kilku tomach, bo już miałam przesyt, i podejrzewam, że w przypadku Żelaznego Druida w końcu będzie tak samo.

    Jeśli lubicie długie serie magicznych przygodówek, to jak najbardziej polecam. Przy Kronikach Żelaznego Druida nie będziecie się nudzić, a i niejeden raz się szczerze zaśmiejecie. 


poniedziałek, 28 sierpnia 2023

[158] Julie Murphy - If the shoe fits. Zanim wybije północ

Julie Murphy If the shoe fits Zanim wybije północ

"If the shoe fits. Zanim wybije północ" - Julie Murphy

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk, 2023 rok

przeczytane: 07/2023

 4/10*

    Świat telewizji to bardzo okrutny świat. Tam nie liczą się ludzie, ich potrzeby, gorsze chwile, poczucie komfortu i bezpieczeństwa. W telewizji czas wydaje się płynąć szybciej i jest bezwzględny dla nudy - musi być elektryzująco, tragicznie, przerażająco. Każda stopklatka musi być na tyle jaskrawa w emocjach, które reprezentuje, żeby przykuć uwagę odbiorcy. Odbiorcy, któremu tak wiele jest oferowane, a który posiada ograniczony zasób wolnego czasu. Trzeba więc się za wszelką cenę wybić. Niektóre uczestniczki programu randkowego Zanim wybije północ dobrze o tym wiedzą, inne łudzą się, że to dobre miejsce na znalezienie miłości. Cindy, która od dawna zna to środowisko, wie, czego się spodziewać. Ale nawet ona zostaje zaskoczona tym, jak bardzo pogardzane są tam prawdziwe uczucia.

 

     Cindy właśnie skończyła szkołę modową i wraca do domu, aby przez kilka miesięcy pomieszkać z rodziną i zastanowić się co dalej robić ze swoim życiu. Moda, a zwłaszcza buty, to jej pasja. Jednak psychiczny dołek, w którym tkwi od kilku miesięcy, nie pozwalają jej tak naprawdę działać w tym kierunku. Dziewczyna jest naprawdę zagubiona. Z jednej strony chciałaby jak jej przyjaciółka ze studiów ruszyć dalej i zaczynać karierę. A z drugiej tkwi w przeszłości, z którą nie potrafi sobie poradzić. W książce mocno czuć to, że Cindy nie ma pojęcia czego chce. Kiedy zgłosiła się do programu randkowego produkowanego przez swoją macochę, poczułam mocny dysonans. Bo w opisie i recenzjach ciągle czytałam, że pasjonatka butów chciała wypromować tam swoje projekty. A z drugiej strony, po akcji zupełnie tego nie widziałam. Tak, gdzieś tam wspomniała, że chce zajmować się modą. Ubrała przed kamery parę butów własnego projektu. Ale na tym właściwie koniec. Nie opowiadała do kamery o swoich pomysłach i zamiarach, nie prezentowała swoich projektów, nie przewijała się przed kamerą z notatnikiem i nie szkicowała pod publikę. Ja nie widziałam tam żadnej promocji, i to mnie już na wstępie zawiodło.

Julie Murphy If the shoe fits Zanim wybije północ

    Bo Cindy nie okazała się żadnym odkrywczym typem bohaterki. Nie była przedsiębiorczą pasjonatką, a jedną z wielu, które do telewizji poszły się zakochać. Po drodze zgubiła resztki zdrowego rozsądku i zupełnie zapomniała, jak działa telewizja. Okazała się naiwna i dała się zwieść. Może więc nie wyróżniła się, ale poniekąd dzięki temu zyskała więcej mojej sympatii - bo okazała się taka zwyczajna. Może i zaczynała jako oryginał, ale skończyła jak setki innych dziewczyn marzących o zostaniu Kopciuszkiem.

    Cindy od początku miała wyróżniać się też z innego powodu - Cindy jest gruba. Nie puszysta, nie przy kości, po prostu gruba, nie boi się tego słowa, bo ono jej nie definiuje. Nie uważa żeby założenie ładnych ubrań było w jej przypadku odwagą i nie lubi, kiedy inni w ten sposób na to patrzą. Kocha swoje ciało, bo jest jej. I ani przez chwilę go nie hejtuje, nie narzeka na to, że jest za gruba do pięknych sukienek podziwianych projektantów. Nie, to ubrania są na nią za małe, a nie ona za duża dla ubrań. Bo taka prawda. Cindy w cudowny sposób pokazuje tę normalność. Ona po prostu przechodzi do porządku nad swoim rozmiarem i nie rozmyśla o nim, nie wynajduje sobie problemów. Wątek ciałopozytywności był więc z jednej strony udany, bo nie skupiał się na rozmiarze i naprawdę normalizował to, że każdy, gruby czy chudy, po prostu żyje swoim życiem, a jego rozmiar jest tylko niewielką częścią tego życia i nie można mu wszystkiego podporządkować. Z drugiej jednak był tak wyidealizowany i sztuczny, że koniec końców mocno obniżył moją ocenę książki przez ten brak realizmu.

Julie Murphy If the shoe fits Zanim wybije północ

    Bo wyobrażacie sobie, że dziewczyna w rozmiarze XXL idzie do telewizyjnego programu randkowego, gdzie na równi z innymi, jak jedna szczupłymi i pięknymi dziewczynami, walczy o uczucia przystojniaka z bogatej rodziny, i nie doświadcza ani odrobiny hejtu? Że jedyna przykrość, jaka ją spotyka, to brak ubrań w jej rozmiarze? W jakim świecie, ja się pytam? Autorka zamknęła Cindy w jakiejś różowej banieczce, odbierając historii resztki autentyczności. Naprawdę chciałam przeczytać o tym, jak Cindy radzi sobie z tymi negatywnymi emocjami i atakami, o jej pewności siebie i sposobach zachowania spokoju. O tym, jak funkcjonuje w prawdziwym świecie, jaka jest silna i jak sobie radzi z telewizyjną rzeczywistością. Zamiast tego dostałam oklepaną historię współczesnego Kopciuszka i księcia, równie nierealistyczną jak zamienianie dyni w karocę.

    Miałam chyba za duże wymagania w stosunku do tej książki. Myślałam, że to będzie ambitna historia dziewczyny, która jest odważna i nie daje się stłamsić innym, która ma pasję i dla niej gotowa jest zrobić bardzo wiele. Że to będzie mimo wszystko coś realnego. Niestety, If the shoe fits okazała się kalką każdej jednej historii miłosnej, w której przystojniak zakochuje się w brzydkim kaczątku, które swoją dobrocią zjednuje sobie absolutnie każdego oprócz tego jednego, czarnego charakteru i głównej rywalki. Jako adaptacja baśni - ujdzie, ale jako historia z ukrytym znaczeniem i przekazem, zupełnie nie. 

czwartek, 17 sierpnia 2023

[153] Loreth Anne White - Miasteczko Twin Falls

Loreth Anne White Miasteczko Twin Falls

"Miasteczko Twin Falls" - Loreth Anne White

Wydawnictwo MANDO, 2022

przeczytane: 07/2023

 9/10*


    Ile smutku jest w tej książce. Ile zwyczajnego poczucia nieszczęścia, niedopasowania i niesprawiedliwości. A także obojętności i pozwolenia na to, by zło się działo. Bierności, o której nikt nie myśli, że to prosta droga do tragedii.


    Dwadzieścia lat temu nastolatka Leena Rai zostaje zgwałcona i zamordowana przez swojego nauczyciela. Mężczyzna przyznaje się i zostaje skazany, nigdy jednak nie wyjaśnia swoich motywów. Po dwudziestu latach autorka podcastu kryminalnego postanawia wziąć na tapet tę starą sprawę i w rozmowie ze skazanym udaje jej się otrzymać nowe informacje. Po tylu latach Clayton mówi, że to nie on zabił Leenę. Igra z młodą kobietą? A może wreszcie mówi prawdę? W takim razie co tak naprawdę wydarzyło się w pamiętną noc dwadzieścia lat temu? Jakie jeszcze informacje zostaną ujawnione?

Loreth Anne White Miasteczko Twin Falls

    Uwielbiam, kiedy w kryminałach bohater, starający się rozwiązać zagadkę, natyka się na zmowę milczenia. Wtedy każdy wydaje się podejrzany. Bohaterowie mataczą, ukrywają sekrety, kłamią, a w końcu zapędzeni w kozi róg panikują, i w końcu ktoś z nich pęka. Dokładnie tak tu było. Sprawa morderstwa, z pozoru prosta - bo już rozwiązana, strasznie się komplikuje. Przypomniane zostają wszystkie te wątki, które kiedyś budziły wątpliwości, a teraz są jak czerwone flagi. 

Loreth Anne White Miasteczko Twin Falls

    Trudno było mi dojść do rozwiązania zagadki samodzielnie. Przeczuwałam jednak ogólny zarys zakończenia. Tego, do czego mogło doprowadzić wcześniejsze zachowanie najbliższego otoczenia Leeny. Dawno nie czytałam tak smutnej książki. Historia nastolatki pełna była brutalnych aktów przemocy, ale też drobnych złośliwości, długotrwałych tortur psychicznych i poczucia osamotnienia, które towarzyszyły dziewczynie od dawna. Nie można przejść obok jej losu obojętnie, zaraz przypomina się własna młodość i lata szkolne. I być może obecne w tych wspomnieniach osoby, które tak jak Leena potrzebowały wsparcia, ale nigdy go nie dostały. 


    Bardzo mocno polecam "Miasteczko Twin Falls". To mocno rozbudowana, pełna poplątanych wątków i zaskakujących momentów historia kryminalna, o ogromnym ładunku emocjonalnym. Może nie poczujecie się dzięki niej lepiej, ale z pewnością dacie się porwać historii na kilka godzin.

czwartek, 27 lipca 2023

[149] Alex Finlay - The Night Shift

Alex Finlay The Night Shift
 

"The Night Shift" - Alex Finlay

Wydawnictwo Czarna Owca, 2023

przeczytane: 07/2023

 8/10*

    Mimo że jest to druga książka Alexa Finlaya o agentce federalnej Sarah Keller, jej akcja toczy się wcześniej niż w W otchłani strachu. Obie części łączy jednak tylko ta jedna postać i można je czytać w dowolnej kolejności. Tym razem Keller zajmuje się sprawą morderstwa sprzed lat. W sylwestrową noc na przełomie roku 1999 i 2000, w miejscowej wypożyczalni kaset wideo, zostaje brutalnie zamordowanych czworo młodych ludzi. Tylko jednej dziewczynie udaje się przeżyć atak. Przez błąd pracowników wymiaru sprawiedliwości, sprawca wychodzi na wolność i znika. Ta głośna sprawa, która nie doczekała się rozwiązania - sprawca nigdy nie został osądzony ani ukarany - jest powiązana z najświeższą zbrodnią, łudząco podobnym morderstwie na nocnej zmianie w lodziarni. Znów zginęli wszyscy oprócz jednej dziewczyny. Pojawia się też więcej wskazówek co do tego, że może to być dzieło tego samego sprawcy lub też naśladowcy.

Alex Finlay The Night Shift

    Coś, co zaczyna się jak łatwa do rozwiązania zagadka, z czasem coraz bardziej się komplikuje. Wychodzą na jaw smutne tajemnice, które sprawiają, że ofiary stają się nagle bardziej realne, a my im coraz bardziej współczujemy. Mimo że styl autora pozostaje taki sam i dalej nie ma tu tego ładunku emocjonalnego, którego można by się spodziewać, to sama historia nie pozostaje bez echa i budzi w czytelniku współczucie.


    Oprócz agentki Keller, śledzimy losy Elli, dziewczyny która w 1999 roku przeżyła atak na wypożyczalnię, oraz Davida, brata mężczyzny podejrzanego o ten brutalny napad, ukrywającego się od wielu lat. Są to postaci budzące wiele sympatii. Wiele w swoim życiu doświadczyli, to jednak nie zepsuło ich charakterów i w dalszym ciągu udało im się pozostać empatycznymi, skorymi do pomocy osobami. Ich wkład w śledztwo jest znikomy, ale niezaprzeczalnie akcja bez nich nie posunęłaby się do przodu.

Alex Finlay The Night Shift

    Jeśli miałabym wybierać, fabuła The Night Shift podobała mi się nawet bardziej niż W otchłani strachu. Tam akcja przypominała trochę film sensacyjny, z wielkimi pościgami, wybuchami i spektakularnymi zwrotami akcji. Tutaj było spokojniej, było za to więcej małych elementów układanki, z których udało się zbudować akcję pełną napięcia. Scena końcowa znów była jak dla mnie odrobinę zbyt melodramatyczna, a zachowanie Keller zupełnie nieracjonalne. Ale w ogólnym rozrachunku zarówno rozwinięcie jak i zakończenie akcji mi się podobało. Do ostatniej chwili nie odgadłam rozwiązania zagadki, ale zadziałał chyba mój instynkt, bo już w chwili pojawienia się pewnej postaci poczułam do niej pewien niesmak i byłam pewna, że niejedno ma ta osoba za uszami, i że na nią lepiej uważać. Okazało się, że miałam rację.

Alex Finlay The Night Shift

    The Night Shift to dobrze zaplanowany i poprowadzony kryminał z angażującą umysł zagadką i ciekawymi postaciami. Wręcz ultrakrótkie rozdziały i przeskakiwanie akcji od jednego bohatera do drugiego sprawiają, że tym trudniej się od niej oderwać. I w końcu nie wiadomo kiedy, a już się książkę kończy. Zdecydowanie polecam.


Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.

piątek, 21 lipca 2023

[148] Alex Finlay - W otchłani strachu


Alex Finlay W otchłani strachu

"W otchłani strachu" - Alex Finlay

Wydawnictwo Czarna Owca, 2022

przeczytane: 07/2023

 7/10*

    Matt jest skłócony z ojcem i jego stosunki rodzinne są bardzo oziębłe. Kiedy dochodzi do tragedii, i jego rodzice oraz młodsi siostra i brat giną w skutek nieszczęśliwego wypadku podczas urlopu w Meksyku, jego żal jest jeszcze większy. Matt żałuje wszystkich przykrych słów i tygodni milczenia, bo wie, że już tego nie naprawi. Ponieważ jego rodzina zginęła poza granicami kraju, w całą historię automatycznie zostaje wmieszane FBI. Agentka Keller przekazuje mu złe nowiny a następnie informuje o pewnych podejrzeniach, że być może wypadek wcale nie był nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, a zaplanowanym morderstwem. Rodzina Matta od początku wydawała mi się skomplikowana. Chociaż pewnie każda rodzina taka byłaby, gdyby móc się jej lepiej przyjrzeć i odkryć kilka jej sekretów - albo chociaż fakt, że jakieś sekrety istnieją.

    Od początku niezmiernie ważny jest wątek starszego brata Matta, który odsiaduje wyrok za morderstwo swojej ciężarnej dziewczyny. Matt, przekonany o jego winie, nigdy nie był wsparciem dla rodziców i swojej siostry Maggie, którzy od lat walczyli o sprawiedliwość dla Danny'ego, który według nich był niewinny. Czytelnik musi sam zdecydować, komu wierzy. Wyrokowi sądu i trzeźwo myślącemu Mattowi, czy może równie pewnemu swoich racji, ale zdradzającemu oznaki szaleństwa ojcu i parze filmowców, którzy z historii Danny'ego stworzyli  popularny serial. 

Alex Finlay W otchłani strachu

    Akcja książki rusza z kopyta już od pierwszych stron. Dwoje głównych bohaterów, Matt i agentka Keller, ani na moment nie mogę przystanąć, ciągle bowiem pojawiają się nowe fakty i dochodzi do zdarzeń, które karzą im szukać jeszcze głębiej. Z każdym rozdziałem sprawa śmierci rodziny Pine oraz zabójstwo Charlotte, za które wyrok odsiaduje Danny, zaczyna coraz więcej łączyć. A przynajmniej tak się wydaje. Czy jednak wszystkie przekazywane bohaterom - i czytelnikowi - informacje są prawdziwe, czy nie są służą tylko zmyleniu i wpuszczeniu w maliny? Przyznaję, dawałam się nabrać. Składałam z podanych informacji jakiś obraz całości a później okazywało się, że to jednak nie tak, że za łatwo mi poszło i że jednak muszę jeszcze poczekać.

Alex Finlay W otchłani strachu

    Książka składa się z bardzo krótkich rozdziałów i to sprawia, że tempo akcji wydaje się jeszcze szybsze. Ciągle krąży się od jednego bohatera do drugiego, poznając historię z jego punktu widzenia, i to w dwóch liniach czasowych - sprzed oraz po śmierci rodziny Matta. I tak aż do emocjonującego zakończenia. Rozwiązanie zagadki bardzo mi się podobało, a także to, jak agentka Keller do niego doszła. Fragmenty z jej udziałem pokazały, jak w gruncie rzeczy powoli postępują śledztwa, ile biurokracji jest po drodze i że nie zawsze wystarczy się schylić, by odkryć od razu ślad prowadzący do sprawcy. Postać Keller to równa babka, która jest sumienna i uczciwa, potrafi w sobie znaleźć współczucie i nie poświęca wszystkiego, byle tylko po trupach dojść do celu - do awansu. Jedyny zgrzyt w tej książce miałam w jednej z ostatnich scen, w tej, w której prawda zostaje wyznana i ostatecznie zagadki się rozwiązują. Zbyt melodramatycznie dla mnie to wypadło. Bohaterowie byli tu bardzo nienaturalni, a ciąg dalszy intryg, zwłaszcza czarnego charakteru, napisany był jakby w pośpiechu i brakło mu zupełnie logiki. Gdyby jakimś cudem akcja potoczyła się w tym kierunku i te plany wprowadzono by w życie - byłoby to tak nieracjonalne i tak zupełnie niemożliwe, że nijak nie pasowałoby do reszty książki. Drugim minusem książki, który odczułam, to zupełny brak ładunku emocjonalnego. Przez to książkę czyta się trochę sucho. Akcja jest, zagadka jest, ale brak emocji nie pozwala zaangażować się w historię w stu procentach.

Alex Finlay W otchłani strachu

    Mimo to, zdecydowanie polecam książkę. Ma skomplikowaną fabułę i zagadki, przy rozwiązywaniu których będziecie się świetnie bawić. Po drodze poznacie wielu bohaterów, których naprawdę da się lubić. Nie wiem jak wy, ale ja mam już trochę dość znerwicowanych, niemiłych detektywów z wypaleniem zawodowym i mnóstwem problemów osobistych. Keller to taka ciepła osoba, że jej sposób prowadzenia śledztwa wydaje się zupełną nowością. Dlatego strasznie się ucieszyłam, że w następnej książce autora to również ona jest jedną z dwóch wiodących postaci. Jeśli lubicie kryminały z zaskakującym zakończeniem i dobrze poprowadzoną akcję, sięgnijcie po "W otchłani strachu". Nie pożałujecie.


Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.



niedziela, 25 czerwca 2023

[141] Danielle Daniel - Córki Klanu Jeleni


Danielle Daniel Córki Klanu Jeleni

    Ta książka była specyficzna. Bardzo niewiele brakowało, żebym ją porzuciła. Oczekiwania miałam duże - może wręcz za duże? Myślałam, że sięgam po historię Marie, rdzennej Amerykanki, i że dostanę opis jej życia wśród własnego ludu, poznam ich wierzenia i spokojny rytm życia. Że nauczę się czegoś nowego. I nauczyłam, oj nauczyłam. Ale czegoś zupełnie innego.

    Okres, jaki Marie spędza w klanie Jeleni, nie zajmuje dużo książki. To tylko wprowadzenie do tego co najważniejsze - poświęcenia kobiety. Ona i inne jej rodaczki muszą poślubić francuskich osadników, by zapewnić ochronę żołnierzy przed napadającymi na nich Irokezami. W zmieniającej się rzeczywistości ważne jest, aby powstawały mieszane małżeństwa i rodziny. Wszyscy wierzą, że w ten sposób zapewnią spokój i wzajemny szacunek. Tylko że Francuzi nie chcą tego. Oni są przecież zdobywcami, tymi lepszymi. Jakże mieliby szanować swoje dzikie żony, poganki? Cóż z tego, że ochrzczone? I tak gorsze.

Danielle Daniel Córki Klanu Jeleni

 

    Małżeństwo Marie nie okazało się dla niej tak wielką karą jak dla jej krewniaczki. Ale i tak życie wśród obcych mocno ją doświadczyło, a w końcu złamało serce. Wielu rzeczy musiało się wyrzec, jednak zyskała nową rodzinę, z której była dumna i która dała jej szczęście.W drugiej części książki to córce Marie oddany jest głos. Córka, śladem matki, też zmuszana jest do porzucenia tego kim jest i dostosowania się do obcych zasad. Jest kobietą i musi żyć według zasad wymyślonych przez króla żyjącego na drugiej półkuli. Ta niesprawiedliwość boli, kiedy się o niej czyta. O wszystkich tych drobnych złośliwościach, o próbach ratowania tych, którzy wcale ratunku nie potrzebowali, o wycieraniu sobie religią fałszywych gęb, o metodycznym, okrutnym niszczeniu innej kultury i zabijaniu ducha w ludziach, którzy nie potrafili i nie mogli się bronić przed Europejczykami. Wiele zła zostało wyrządzone w tych czasach. Pewnie jeszcze nie o wszystkim wiemy, o części pewnie nigdy się nie dowiemy. 

Danielle Daniel Córki Klanu Jeleni

 

    Ta książka to taka mała cegiełka tej potwornej historii. Poprzez opowieść o jednej kobiecie i jej rodzinie możemy wczuć się w historie tysięcy tamtych kobiet, które zostały zmuszone do uległości. Historia o córkach Klanu Jeleni była poruszająca. Jej przekaz najbardziej trafił do mnie po tym, jak przeczytałam zakończenie. Wtedy wszystko mi się domknęło, dotarło do mnie, że nie będzie już nic więcej. Naprawdę, pierwszy raz tak miałam, że zakończenie mnie ogłuszyło. Kilka rozdziałów wcześniej mało mi było emocji, książkę oceniałam jako średnią, a tu nagle zwrot o 180 stopni. 

    Przyłączam się do gorących poleceń innych czytelników, którzy przede mną zachwalali tę książkę. Ona jest tak bardzo warta przeczytania, że zapiszcie sobie ten tytuł i kiedyś po nią sięgnijcie. Może wy też będziecie potrzebowali dać jej czas, może tak jak ja dopiero cała historia wami wstrząśnie. A może już po jej pierwszym fragmencie się wczujecie. Ale koniecznie przeczytajcie do końca.