Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2025

[272] Agnieszka Olejnik - Mikołaj do wynajęcia

 

Agnieszka Olejnik Mikołaj do wynajęcia

"Mikołaj do wynajęcia" - Agnieszka Olejnik

Wydawnictwo Filia, 2024 rok

przeczytane: 01/2025

 9/10*

    W powieściach świątecznych cenię klimat bożonarodzeniowy, zwłaszcza kiedy czytam je w grudniu. Jednak równie mocno lubię, kiedy taka książka po prostu mnie bawi. Świąteczne zjazdy rodzinne to idealna sceneria do wielu niefortunnych zbiegów okoliczności, pomyłek i wpadek. Dokładnie tak było w Mikołaj do wynajęcia.

    Przed Elą święta w rodzinnym gronie. Oprócz sióstr i rodziców obecna będzie również rodzina jednego z jej szwagrów - w tym jej były, i to z nową dziewczyną. Dziewczyna nie wyobraża sobie, że miałaby pojawić się tam sama, przystaje więc na propozycję przyjaciółek i zatrudnia Mikołaja, swojego fałszywego chłopaka.

    Mikołaj nie jest idealny. Jest niewykształcony, nie potrafi się elegancko wysławiać, ubierać i zachować. A w rodzinie Eli to ogromny problem. Więc dziewczyna go uczy i przygotowuje do roli, jednak na jej rodzinę oraz niedoszłą teściową nie można tak naprawdę być gotowym. W zimowej, górskiej scenerii dochodzi do wielu zabawnych ale też przykrych scen. Sytuacja życiowa Mikołaja od początku jest bardzo tajemnicza i choć co nieco można się domyślić, dopiero pełne opowiedzenie jego historii wyciska łzy z oczu. Ale czy powieść świąteczna nie powinna tak właśnie zadziałać?

Agnieszka Olejnik Mikołaj do wynajęcia

    W książce mamy wielu nietuzinkowych bohaterów. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście Ela i Mikołaj, i to oni są najbardziej oryginalni. Autorka miała na nich naprawdę ciekawy pomysł i na przemianę, jaką oboje przechodzą. Każde oczywiście musi stoczyć walkę z samym sobą, zanim porzuci utarte schematy i odważy się spróbować czegoś nowego. 

    Mikołaj do wynajęcia to niezwykle zabawna i ciepła historia. Romans nie oklepany, gdzie wszystko dzieje się bardzo powoli i gdzie właściwie ten romans schodzi gdzieś na drugi plan, bo najważniejsze są relacje międzyludzkie. Każdy kolejny rozdział przynosi zabawne momenty, a czytelnik coraz bardziej zżywa się z Elą i Mikołajem. Gorąco polecam. Najlepiej w okresie świątecznym, ale do obecnej zimowej aury też będzie pasowało.

wtorek, 4 lutego 2025

[270] Adelina Tulińska - Rockin' winter

 

Adelina Tulińska Rockin' winter

"Rockin' winter" - Adelina Tulińska

Wydawnictwo Niegrzeczne książki, 2022 rok

przeczytane: 01/2025

 9/10*

    Jeśli styczeń i luty to dla was już za późno na czytanie książek świątecznych - bez obaw, to nie o to chodzi w tej historii. To romans, ale taki zupełnie inny, z niezwykle oryginalnym pomysłem na fabułę i bohaterami, których nie da się nie polubić.

Adelina Tulińska Rockin' winter

    Eliza marzy o zostaniu modelką plus size i nie poddaje się, chodząc na kolejne castingi. Zanim jednak dostanie upragniony angaż, dorabia zajmując się porządkowaniem szaf bogatych ludzi. Pewnego dnia jedna z jej klientek składa jej niezwykłą propozycję - dziewczyna miałaby zostać nianią jej syna. Tyle tylko, że syn ten jest starszy od Elizy, sławny i ma problemy psychiczne. 

    Dziewczyna podejmuje się wyzwania i wprowadza się do podmiejskiej willi, cały swój czas poświęcając czuwaniu nad tym, by Nikodem sam siebie nie skrzywdził. Jej nienachalna, a jednak stanowcza obecność kilkukrotnie ratują mężczyznę a w końcu pomagają mu odzyskać dawną pewność siebie i swoich umiejętności, i odnaleźć radość w komponowaniu nowych piosenek.  

Adelina Tulińska Rockin' winter

    Rockin' winter to romans, więc i relacja między Elizą i Nikodemem wkrótce przekształca się w romantyczną. Ale staje się to bardzo stopniowo i naturalnie. Najpierw jest wsparcie, zaufanie i przyjaźń, a dopiero później zakochanie. Bohaterowie mają wyraziście nakreślone charaktery i ich zachowanie nigdy im nie przeczy. Poza tym to bardzo udane postaci, świetnie się o nich czyta. Eliza to dobra, silna dziewczyna, która potrafi sobie poradzić w nie jednej awaryjnej sytuacji, w całkiem rozsądny sposób. Nikodem za to jest dużym, zagubionym dzieckiem, nie złym a tylko mocno oszukanym i doprowadzonym na krawędź przez tych, którym ufał. 

    Sytuacja życiowa Nikodema jest bardzo ważnym wątkiem w tej książce. Jej okropieństwo odkrywane jest stopniowo, by na zakończenie czytelnika po prostu załamać. Przez moment jest naprawdę dramatycznie i happy end nie jest niczym pewnym. Nie chcę wam spoilerować, co takiego w jego życiu się dzieje, ale opis książki absolutnie nie oddaje powagi sytuacji i tego, co dzieje się pomiędzy nim a Elizą. Rockin' winter to fenomenalny romans z ważną historią w tle, który wciąga, bawi i wzrusza od pierwszych stron. Gorąco polecam.

czwartek, 30 stycznia 2025

[268] Debbie Macomber - Kochany Święty Mikołaju

 

"Kochany Święty Mikołaju" - Debbie Macomber

Wydawnictwo Rebis, 2021 rok

przeczytane: 01/2025

 4/10*

    Wiele romansów i powieści świątecznych zaczyna się od tego, że główna bohaterka przyjeżdża do swojego domu rodzinnego. Za sobą zostawia zazwyczaj jakieś problemy i braki, a w następnych tygodniach przeżywa płomienny romans i przewartościowuje swoje życie, na nowo odkrywając uroki życia rodzinnego w małej mieścinie.

    Kochany Święty Mikołaju zaczyna się podobnie. I nie, wcale mnie to od razu nie odrzuciło, wręcz przeciwnie. W powieściach świątecznych lubię te wszystkie powtarzalne schematy i to, że z góry wiem czego mogę się spodziewać. Tyle tylko, że zawsze jest tam coś jeszcze, co mnie zaskakuje. Tutaj tego zabrakło.


    Lindy wraca do rodzinnego miasta i spotyka dawną (bardzo, bardzo dawną, bo aż z czasów podstawówki) przyjaciółkę, które nie widziała przez większość życia, a mimo to od razu zostają prawie siostrami. Są do siebie wręcz przyklejone. I to był pierwszy zgrzyt. bo to naprawdę wyszło okropnie nierealnie, nawet jak na romans świąteczny. Później oczywiście nastąpiło kolejne spotkanie i wielka miłość - tu już było dużo, dużo lepiej. Naprawdę, bardzo spodobało mi się jak rozwijało się uczucie pomiędzy główną parą, jakie było naturalne i pozbawione śmiesznych dram o nic. 


    Ten romans byłby świetnym tłem lub dodatkiem do głównej akcji, ale niestety - poza nim nie wydarzyło się nic. Nawet jakiejś szytej grubymi nićmi awantury, czarnego charakteru chcącego poróżnić gołąbki. Nic, zupełnie nic. Ta książka jest o niczym. Autorka ma w swoim dorobku prawie 100 książek, więc absolutnie nie mogę wybaczyć jej tego braku fabuły. Rozumiem, że książki świąteczne to osobny gatunek i tu bardziej chodzi o klimat niż faktycznie ekscytującą akcję, ale Kochany Święty Mikołaju to bubel jakich mało. Odradzam.

 

piątek, 24 stycznia 2025

[267] Denise Hunter - Jak płatki śniegu

 

Denise Hunter Jak płatki śniegu

"Jak płatki śniegu" - Denise Hunter

Wydawnictwo Dreams, 2017 rok

przeczytane: 01/2025

 6/10*

 

    Eden ucieka ze swoim małym synkiem, kiedy jej samochód się psuje i sytuacja zmusza ją do zostania na jakiś czas w Summer Harbour. Kobieta nie ma pieniędzy ani nikogo, kogo mogłaby poprosić o wsparcie. Przypadkowo na jej drodze staje rodzina Callahan. Beau proponuje, by Eden została pomocnicą ich ciotki, unieruchomionej przez złamaną nogę. Dla młodej matki to cudowne zrządzenie losu, które pozwoli jej już niebawem kontynuować jej ucieczkę.

    Jak płatki śniegu to jedna z tych książek, co do których mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony fabuła i cała intryga, głównie historia z przeszłości Eden, są na naprawdę wysokim poziomie. Mocno wciągają i zaskakują, a kolejne informacje pojawiają się stopniowo, tak że ciekawość jest umiejętnie podsycana.

Denise Hunter Jak płatki śniegu

 

     Z drugiej jednak coś w tej historii trąci myszką. Ta bezwarunkowa dobroć bohaterów, ich skłonność do bycia dobrym samarytaninem kosztem innych, dużo bliższych im osób. To, jak zupełnie bezwolna jest Eden, mimo że w przeszłości wykazała się wielkim hartem ducha. Jak nijaka i bezbarwna była w całej tej akcji, i jak momentami infantylnie się zachowywała. Trochę mi to przypomina ster książki Diany Palmer.

Denise Hunter Jak płatki śniegu

    Ta historia nie wzbudziła żadnych silnych emocji. Zainteresowała mnie, bo ciekawa byłam rozwiązania, ale nic nie poczułam do bohaterów, byli dla mnie tacy nijacy, jak postaci drugo lub nawet trzecioplanowe. Nie potrafiłam im współczuć czy się z nimi cieszyć. Momentami mnie irytowali, i irytacja to absolutnie maksimum emocji, jakie ze mnie ta książka wykrzesała. 

    Podsumowując - pomysł dobry, ale wykonanie i szczegóły tak mdłe i nieciekawe, że książka okazała się rozczarowaniem i chociaż zazwyczaj kontynuuję serie, w tym przypadku tego nie zrobię. Odradzam. 


poniedziałek, 9 października 2023

[180] - Alicja Sinicka - Stażystka

 

Alicja Sinicka Stażystka

"Stażystka" - Alicja Sinicka

Wydawnictwo Kobiece, 2020 rok

przeczytane: 09/2023

 3/10*

    Po Stażystkę sięgnęłam w ramach akcji #kryminalnywrzesień organizowanej na Instagramie przez @ruderecenzuje. Miałam ją na liście do przeczytania już od jakiegoś czasu i uznałam, że to dobry moment, by wreszcie ją przeczytać.


    Klaudia kończy studia i zaczyna szukać pracy, która pozwoliłaby jej szybko odłożyć większą sumę pieniędzy. Planuje otworzyć z przyjaciółką własną siłownię, ale nie może liczyć na pomoc rodziny. Aplikuje więc na bardzo dobrze płatne stanowisko stażystki w firmie produkującej hełmy ochronne i, ku swojemu zaskoczeniu, dostaje tę pracę. Szybko okazuje się, że jest trzecią stażystką pracującą na recepcji, a jej dwie poprzedniczki zginęły w dziwnych okolicznościach.

Alicja Sinicka Stażystka

    Pomysł na historię był rewelacyjny. Dziwny małżeński układ właścicieli firmy, Ewy i Marka, tajemnice związane ze zmarłymi stażystkami, i młoda, naiwna dziewczyna wplątana w całą historię. Coś jednak poszło bardzo nie tak i thriller wyszedł z tego żaden. Nie było tam żadnych emocji, które towarzyszą czytaniu thrillerów. Nie było niepokoju, dreszczyku emocji, zaskoczenia, strachu. Przez większość czasu była nuda i niesmak.

    Akcja rozkręciła się mniej więcej na ostatnich trzydziestu stronach, wtedy też wszystko się wyjaśniło. Przyznać muszę, że zakończenie było dla mnie sporym zaskoczeniem i chyba jedynym plusem tej książki. Całą resztę ogromnie popsuli bohaterowie. Klaudia to była tak potworna pomyłka, że miałam ochotę omijać część scen, żeby tylko nie dręczyć się jej zachowaniem. Matka dziewczyny była prostytutką, i dziewczyna zawód odziedziczyła po niej. W momencie rozpoczęcia książki porzuciła już to zajęcie, jednak jej dawne przyzwyczajenia i ciągoty zostały. Od samego początku relacja jej i Marka nie była normalna. Szef ją osaczał i w idiotyczny sposób podrywał. Wydaje mi się, że miał to być pokaz jego umiejętności manipulatorskich, ale je tam żadnych manipulacji nie widziałam. Tylko jakieś podchody w stylu macho z Harlequina. A Klaudia? Ochoczo się na wszystko godziła, od początku szukała sobie kolejnego opiekuna, nie zważając na to, że jest to mężczyzna żonaty. I że jest jej szefem.

Alicja Sinicja Stażystka

    Nie wiem czy dziewczyna miała być dokładnie taką bohaterką - leniwą idiotką szukającą sugar daddy, czy coś w tworzeniu jej postaci poszło nie tak i w efekcie powstała taka irytująca potwora. Klaudia była bardzo naiwna. Śledzenie fabuły z jej punktu widzenia nie posuwała zupełnie akcji do przodu. Dziewczyna nic nie wiedziała, w nic się nie angażowała, wszystkie jej myśli kręciły się dookoła szefa i spełniania jego obrzydliwych żądań.

    Stażystkę zdecydowanie odradzam. Nie jest to thriller, a jakiś pokręcony romans biurowy. Brak tu napięcia i dynamicznego rozwoju akcji. Czyta się szybko ale tylko dlatego, że chce się jak najszybciej rozstać z główną bohaterką. Z biblioteki przyniosłam sobie od razu inną książkę autorki, więc na pewno sprawdzę jak poradziła sobie z inną historią. Stażystka jednak zawiodła mnie bardzo.

środa, 4 października 2023

[178] Talia Hibbert - Zacznij żyć, Chloe Brown


Talia Hibbert Zacznij żyć Chloe Brown

"Zacznij żyć, Chloe Brown" - Talia Hibbert

Wydawnictwo Czwarta Strona, 2023 rok

przeczytane: 08/2023

 6/10*

     Chloe Brown nie jest idealna. Ma charakterek i nie potrafi sobie zjednywać ludzi. Jej życie naznaczone jest przez chorobę, ból i fizyczną słabość. Ale też przeszłość, w której opuścili ją wszyscy oprócz jej najbliższych. Żadna przyjaźń, żadna miłość nie okazała się na tyle silna, by przetrwać jej chorobę. Teraz Chloe nie chce już nikomu ufać i dopuścić tak blisko siebie, by później cierpieć. Powtarza, że lepiej być samotną niż porzuconą. Coś jej jednak w jej życiu nie pasuje, i kiedy cudem unika wypadku, postanawia stworzyć listę, która zrobi z niej osobę odważną, bawiącą się życiem. Żeby w momencie śmierci mogła przyznać, że wykorzystała życie.


    Pierwszym punktem na liście jest wyprowadzka od rodziców. W nowym mieszkaniu poznaje Reda, przystojnego dozorcę, z którym na początku idzie jej bardzo źle. Nie lubią się z wzajemnością, los jednak ma wobec nich inne plany. Powolne poznawanie się rozpala w nich uczucia, którymi sami są przerażeni, i z wrogów stają się kochankami.

Talia Hibbert Zacznij żyć Chloe Brown


    Zacznij żyć, Chloe Brown to całkiem udany romans. Mamy tu powolny, nie nachalny rozwój uczucia pomiędzy głównymi bohaterami, kilka scen intymnych pozbawionych wulgaryzmu, i przede wszystkim szczęśliwe zakończenie. Pojawił się tu jeden, dość oklepany motyw, który zazwyczaj wprowadza mnóstwo sztucznego dramatyzmu i zawsze mnie drażni swoim przerysowaniem i brakiem logiki. A tutaj został tak fajnie ograny, tak prawdziwie i wzruszająco, że przez moment aż się łezka w oku kręci.


    Chloe i Red to bardzo dobrze napisane postaci. Są oryginalni i przesympatyczni. Nie powielają schematów z innych romansów. Ani z niej delikatna kruszynka mdlejąca po jednym spojrzeniu lubego, ani z niego wymuskany macho o reputacji playboya. To osoby, z którymi każdy miałby ochotę się zaprzyjaźnić. 


    Jako romans książka była bardzo udana, zabrakło mi jednak bardziej rozbudowanej fabuły. Były momenty, kiedy przez bardzo długi czas nie działo się nic poza kolejnymi rozmowami i pocałunkami. Ciężko było mi się zaangażować i wkręcić w tę historię, bo dla mnie sama relacja między głównymi bohaterami to jednak za mało na książkę. Przeczytałam bez większych emocji, w pewnym momencie lekko musiałam się zmuszać i przyznaję, trochę tekstu ominęłam widząc, że nic znaczącego się nie dzieje. Ale właściwie mogę książkę polecić. To po prostu taki gatunek, gdzie relacja między nią i nim gra pierwsze i jedyne skrzypce. Czyta się dobrze i szybko, fani gatunku na pewno będą ukontentowani.



poniedziałek, 2 października 2023

[176] Annabel Monaghan - Nora, tego nie ma w scenariuszu

 

Annabel Monaghan Nora tego nie ma w scenariuszu

"Nora, tego nie ma w scenariuszu" - Annabel Monaghan

Wydawnictwo Insignis, 2023 rok

przeczytane: 08/2023

 7/10*

 

   Nora to bohaterka, której siły każdy mógłby pozazdrościć. Po tym, jak jej mąż porzucił ją i dzieci nie załamała się, a zakasała rękawy i swoją tragiczną historię przekuła w scenariusz filmowy, a własny ogródek - w plan filmowy. Tym sposobem poznała Leo, aktora grającego jej męża, z którym z czasem zaczyna ją coś łączyć.

Annabel Monaghan Nora tego nie ma w scenariuszu

    Bohaterowie tej książki są naprawdę wspaniali. Tacy prawdziwi, tacy nieidealni. Nora jest samotną matką, porzuconą (na dobre) przez męża, ale w niczym jej to nie przeszkadza. Nie boi się żyć, nie biczuje się za to co się stało. Szybko otrząsnęła się po nieudanym związku i ruszyła dalej. I to z przytupem! Świetnie się o niej czyta. Jej siłę widać w jej działaniach. W tym, że jest taka zwyczajna, a jednak niezwykła. Że nie została wykreowana na nierealną istotę toczącą wewnętrzne boje. Nora odczuwa pragnienie, strach, upokorzenie. I reaguje bardzo normalnie na wszystkie te uczucia. To mi się podoba, bo taką osobę zdecydowanie mogę zrozumieć. Również Leo to bardzo dobrze napisana postać. Gwiazdor filmowy, który przechodzi trudne chwile i pragnie trochę spokoju i normalności. Motyw ten może wydawać się trochę naiwny, ale obiecuję, że wyszedł bardzo dobrze i świetnie wpasował się w historię. 

 

Annabel Monaghan Nora tego nie ma w scenariuszu

    W książce nie brakuje zabawnych zbiegów okoliczności i wzruszających momentów. Jest jedna wielka drama, ale po niej dalej można spodziewać się happy endu - pod tym względem jest to bardzo schematyczna opowieść. Czyta się świetnie, zapewne dzięki bohaterom. Ale fabuła również jest dopracowana. Akcje toczy się równomiernym tempem, nie ma momentów nudy. Zakończenie - satysfakcjonujące. Śmiało mogę polecić wam Nora, tego nie ma w scenariuszu. To dobra rozrywka, niezbyt angażująca, ale pozwalająca miło spędzić czas.



środa, 20 września 2023

[170] Anna Chaber - Jesień w kolorze syropu klonowego


Anna Chaber Jesień w kolorze syropu klonowego

"Jesień w kolorze syropu klonowego" - Anna Chaber

Wydawnictwo Czwarta Strona, 2023 rok

przeczytane: 09/2023

 8/10*

    Pozycja obowiązkowa dla każdej jesieniary, historia, która wprowadzi w klimat tych ostatnich tygodni przed zimą. To historia rozczulająca, zabawna i pełna jesiennych elementów, idealny romans do przeczytania wieczorem przy kubku herbaty. Nic skomplikowanego, ale zdecydowanie angażująca i trzymająca w napięciu. Bo niby z jednej strony oczekuje się tego happy endu, ale z drugiej książka jest pozbawiona nierealistycznych zbiegów okoliczności, wiadomo więc, że wszystko może się zdarzyć. Nawet nie do końca szczęśliwe zakończenie, tak jak w życiu.

    Lena w pośpiechu wyjeżdża z Polski, żeby za radą przyjaciółki umknąć przed problemami z byłym i pozwolić jej załatwić całą sprawę. Wyjeżdża do Kanady, gdzie sama się urodziła, ale gdzie spędziła jedynie kilka pierwszych miesięcy życia. Odwiedza ciotkę, ale ponieważ sytuacja w Polsce nie daje się tak szybko rozwiązać, przyjmuje ofertę pracy tymczasowej, żeby nie być obciążeniem dla krewnej. Tak zostaje asystentką dziennikarza celebryty, któremu ma pomóc przy zbieraniu materiałów do następnej książki. Jak też łatwo się domyślić, Lenę i Jonathana, jej szefa, od razu zaczyna łączyć coś więcej.

Anna Chaber Jesień w kolorze syropu klonowego

    Jesień w kolorze syropu klonowego udowadnia, że da się napisać dobry romans bez zamieniania go w jedną wielką scenkę pornograficzną. Między bohaterami rodzi się prawdziwe uczucie - najpierw przyjaźń, zaufanie, później miłość. A dzieje się to w tak cudownie naturalny sposób, że trudno było mi zauważyć ten moment, kiedy w końcu się w sobie zakochali. Autorka nie zapomniała o fabule i dała zarówno Lenie jak i Jonathanowi drogi do pokonania, zadania do wykonania i problemy do rozwiązania. Jak w prawdziwym życiu są momenty radośniejsze i smutniejsze, a także takie, kiedy złościmy się razem z bohaterami na to, co im się przytrafia.

    W książkach świątecznych często ten klimat jest zbyt nachalny, przerysowany i cukierkowy. Tutaj udało się tego uniknąć - jesień została odmalowana krajobrazami różnych rejonów Kanady, aromatycznymi napojami i ciastami, a także jesiennym Świętem Dziękczynienia. Lena jest zafascynowana tym krajem i ma plan, by jak najwięcej w nim zwiedzić. Zafascynowana jest też syropem klonowym, który spotyka tam na każdym kroku, i próbuje go w różnych wydaniach. Aż mi ślinka ciekła przy opisach tych wszystkich słodkości. Uwielbiam syrop klonowy, dlatego to zdecydowanie moje smaki. 

Anna Chaber Jesień w kolorze syropu klonowego

    Zakończenie książki trzyma poziom. W pewnym momencie zaczęłam się domyślać, w którą stronę pójdzie rozwiązanie pewnego wątku, ale było dla mnie na tyle pomysłowe, że nie rozczarowałam się tym brakiem zaskoczenia. Ale zaskoczył mnie jeden szczegół - tego, jak potoczył się wątek Charlotte. Bardzo nieszablonowo. Widać, że autorka starała się wymyślić każdy szczegół tej historii a nie posiłkować się oklepanymi schematami - zazdrosna była, wredna rywalka w pracy, przyjaźń po grób z osobą znaną od kilku dni. 

    Jesień w kolorze syropu klonowego warto przeczytać. To kawał dobrze napisanej historii miłosnej, bardzo klimatycznej i wzruszającej. Nie wydusi z was łez, ale przyjemnie otuli i zapewni rozrywkę w jesienny wieczór. Zdecydowanie polecam.

wtorek, 19 września 2023

[169] Emily Henry - Happy Place



"Happy Place" - Emily Henry

Wydawnictwo Kobiece, 2023 rok

przeczytane: 09/2023

 5/10*

    Na zakończenie lata chciałam sięgnąć po coś mocno wakacyjnego, lekkiego i zbierającego dużo pochwał. Padło na Happy Place, które miało być lektura wyjątkową. Niestety, nie tym razem. Dla mnie ta książka była mocno przeciętna.

    Harriet i Wyn należą do grupy przyjaciół, która przeżyła ze sobą nie jedno. Znają się od blisko dziesięciu lat i chcą, aby ta przyjaźń trwała na zawsze. Co roku spędzają urlop w domu rodziny Sabriny w Maine. Ten rok okazuje się być wyjątkowy, więc Harriet i Wyn nie chcą absolutnie nic zepsuć. A mają pewność, że tak by się stało, gdyby powiadomili swoich przyjaciół o zerwaniu. Postanawiają więc jeszcze przez tydzień udawać zakochanych w sobie.


    Dla mnie od początku ten pomysł był grubymi nićmi szyty. Książka miała być o wielkiej przyjaźni, a tej ja tam wcale nie widziałam. Sabrina była potworem, nie przyjaciółką, a jej relacje z pozostałymi były zwyczajnie toksyczne. Jej przyjaciele się jej bali. Nie chcieli nawet przyjeżdżać do Maine, a jednak to zrobili, tylko dlatego, żeby uniknąć konfliktu z Sabriną. Co to więc za Szczęśliwe Miejsce? To jak gabinet dentystyczny, który trzeba raz w roku odwiedzić.

    Nie widziałam tam przyjaźni, a przecież to o tym miała być historia. Wątek miłosny wypadł odrobinę lepiej. Bohaterowie jednak byli po prostu niestrawni. Rozhisteryzowani, ich reakcje przesadzone, oni sami nieszczerzy. Harriet nie miała pojęcia czego chce i kręciła się w kółko, była pozbawiona własnej woli i w pełni poddająca się innym. Była nudna. Wyn wypadł jeszcze gorzej, bo jego postać z początku książki i z końca wydawała mi się niespójna. Nie kupiłam zupełnie ich tłumaczeń, dlaczego się rozstali. Ani przez moment nie wydawali mi się naprawdę w sobie zakochani, co najwyżej napaleni na siebie.


    Co do samej akcji, w książce jej właściwie nie ma. Jest wspólne spędzanie czasu na jakiś dziwnych aktywnościach, takie ich prywatne żarciki, które jednak nikogo zdają się już nie cieszyć. Jest kilka kłótni i mnóstwo rozmyślań Harriet, które nic do fabuły nie wnoszą. Podsumowując - na książce zawiodłam się przeokrutnie. Wynudziłam i jeszcze zirytowałam czytając o kolejnych akcjach Sabriny i dziwiąc się, że ta dziewczyna ma jeszcze kogo nazywać przyjacielem.

poniedziałek, 18 września 2023

[168] Paige Toon - Nic nie rani tak jak miłość


Paige Toon Nic nie rani tak jak miłość

"Nic nie rani tak jak miłość" - Paige Toon

Wydawnictwo Albatros, 2023 rok

przeczytane: 09/2023

 8/10*

    Dałam się przekonać tym wszystkim zachwytom nad książką i sięgnęłam po nią, ale jednak kiedy ją zaczynałam, gdzieś w głowie miałam myśli, że to pewnie jednak nie jest aż tak dobra książka i że mnie rozczaruje. No i faktycznie się rozczarowałam - bo książka rzeczywiście okazała się aż tak dobra i zdecydowanie dla mnie. Moje pesymistyczne nastawienie się nie sprawdziło.

    Wren zostaje porzucona przez narzeczonego i by przestać ciągle się na niego natykać na ulicy, jedzie z wizytą do Stanów, gdzie mieszka jej ojciec ze swoją drugą rodziną. Kobieta trafia na wieś, która zaczyna działać na nią terapeutycznie. A najlepszym lekarstwem na złamane serce wydaje się Anders, przystojny syn sąsiadów.

Paige Toon Nic nie rani tak jak miłość

    Nic nie rani tak jak miłość jest to historia miłości, dla której happy end nie jest niczym oczywistym. Przed bohaterami postawione zostają takie problemy, że smutny koniec jest prawie pewny. Nie ma tu wyolbrzymionych wahań nastroju, zabawnych pomyłek czy przerysowanych reakcji. Jest za to historia bardzo prawdopodobna i tak pełna smutku, że nie da się  nie uronić łzy nad bohaterami i nad losem ich wszystkich.

    Wielkim plusem jest Anders, został on świetnie napisany. Jest bardzo prawdziwy, a przez to bardzo oryginalny, bo niestety w powieściach romantycznych mnoży się zupełnie inny typ postaci. A ten nie jest ani chamski dla nikogo, ani nikt się go nie boi, nie wykorzystuje kobiet, nie boi się uczuć i przywiązania do kogoś, czuje sercem a nie przyrodzeniem. Wren również różni się innych kobiet w romansach. Podchodzi do życia emocjonalnie, ale nie zapomina o rozsądku. I nawet jeśli daje się ponieść uczuciom, później przychodzi chwila trzeźwości, kiedy potrafi pomyśleć racjonalnie, przeprosić czy zaproponować satysfakcjonujące rozwiązanie. 

 

Paige Toon Nic nie rani tak jak miłość

    Jeśli macie dość historii o gburowatych przystojniakach i naiwnych pięknościach szukających sobie opiekunów, zamiast partnerów, sięgajcie po Nic nie rani tak jak miłość. To naprawdę bardzo odświeżająca historia, z bohaterami do pokochania, a nie tylko polubienia, i tak pokręconą ścieżką ich miłości, jaką tylko samo życie mogłoby ułożyć. Gorąco polecam.

 

 

poniedziałek, 28 sierpnia 2023

[158] Julie Murphy - If the shoe fits. Zanim wybije północ

Julie Murphy If the shoe fits Zanim wybije północ

"If the shoe fits. Zanim wybije północ" - Julie Murphy

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk, 2023 rok

przeczytane: 07/2023

 4/10*

    Świat telewizji to bardzo okrutny świat. Tam nie liczą się ludzie, ich potrzeby, gorsze chwile, poczucie komfortu i bezpieczeństwa. W telewizji czas wydaje się płynąć szybciej i jest bezwzględny dla nudy - musi być elektryzująco, tragicznie, przerażająco. Każda stopklatka musi być na tyle jaskrawa w emocjach, które reprezentuje, żeby przykuć uwagę odbiorcy. Odbiorcy, któremu tak wiele jest oferowane, a który posiada ograniczony zasób wolnego czasu. Trzeba więc się za wszelką cenę wybić. Niektóre uczestniczki programu randkowego Zanim wybije północ dobrze o tym wiedzą, inne łudzą się, że to dobre miejsce na znalezienie miłości. Cindy, która od dawna zna to środowisko, wie, czego się spodziewać. Ale nawet ona zostaje zaskoczona tym, jak bardzo pogardzane są tam prawdziwe uczucia.

 

     Cindy właśnie skończyła szkołę modową i wraca do domu, aby przez kilka miesięcy pomieszkać z rodziną i zastanowić się co dalej robić ze swoim życiu. Moda, a zwłaszcza buty, to jej pasja. Jednak psychiczny dołek, w którym tkwi od kilku miesięcy, nie pozwalają jej tak naprawdę działać w tym kierunku. Dziewczyna jest naprawdę zagubiona. Z jednej strony chciałaby jak jej przyjaciółka ze studiów ruszyć dalej i zaczynać karierę. A z drugiej tkwi w przeszłości, z którą nie potrafi sobie poradzić. W książce mocno czuć to, że Cindy nie ma pojęcia czego chce. Kiedy zgłosiła się do programu randkowego produkowanego przez swoją macochę, poczułam mocny dysonans. Bo w opisie i recenzjach ciągle czytałam, że pasjonatka butów chciała wypromować tam swoje projekty. A z drugiej strony, po akcji zupełnie tego nie widziałam. Tak, gdzieś tam wspomniała, że chce zajmować się modą. Ubrała przed kamery parę butów własnego projektu. Ale na tym właściwie koniec. Nie opowiadała do kamery o swoich pomysłach i zamiarach, nie prezentowała swoich projektów, nie przewijała się przed kamerą z notatnikiem i nie szkicowała pod publikę. Ja nie widziałam tam żadnej promocji, i to mnie już na wstępie zawiodło.

Julie Murphy If the shoe fits Zanim wybije północ

    Bo Cindy nie okazała się żadnym odkrywczym typem bohaterki. Nie była przedsiębiorczą pasjonatką, a jedną z wielu, które do telewizji poszły się zakochać. Po drodze zgubiła resztki zdrowego rozsądku i zupełnie zapomniała, jak działa telewizja. Okazała się naiwna i dała się zwieść. Może więc nie wyróżniła się, ale poniekąd dzięki temu zyskała więcej mojej sympatii - bo okazała się taka zwyczajna. Może i zaczynała jako oryginał, ale skończyła jak setki innych dziewczyn marzących o zostaniu Kopciuszkiem.

    Cindy od początku miała wyróżniać się też z innego powodu - Cindy jest gruba. Nie puszysta, nie przy kości, po prostu gruba, nie boi się tego słowa, bo ono jej nie definiuje. Nie uważa żeby założenie ładnych ubrań było w jej przypadku odwagą i nie lubi, kiedy inni w ten sposób na to patrzą. Kocha swoje ciało, bo jest jej. I ani przez chwilę go nie hejtuje, nie narzeka na to, że jest za gruba do pięknych sukienek podziwianych projektantów. Nie, to ubrania są na nią za małe, a nie ona za duża dla ubrań. Bo taka prawda. Cindy w cudowny sposób pokazuje tę normalność. Ona po prostu przechodzi do porządku nad swoim rozmiarem i nie rozmyśla o nim, nie wynajduje sobie problemów. Wątek ciałopozytywności był więc z jednej strony udany, bo nie skupiał się na rozmiarze i naprawdę normalizował to, że każdy, gruby czy chudy, po prostu żyje swoim życiem, a jego rozmiar jest tylko niewielką częścią tego życia i nie można mu wszystkiego podporządkować. Z drugiej jednak był tak wyidealizowany i sztuczny, że koniec końców mocno obniżył moją ocenę książki przez ten brak realizmu.

Julie Murphy If the shoe fits Zanim wybije północ

    Bo wyobrażacie sobie, że dziewczyna w rozmiarze XXL idzie do telewizyjnego programu randkowego, gdzie na równi z innymi, jak jedna szczupłymi i pięknymi dziewczynami, walczy o uczucia przystojniaka z bogatej rodziny, i nie doświadcza ani odrobiny hejtu? Że jedyna przykrość, jaka ją spotyka, to brak ubrań w jej rozmiarze? W jakim świecie, ja się pytam? Autorka zamknęła Cindy w jakiejś różowej banieczce, odbierając historii resztki autentyczności. Naprawdę chciałam przeczytać o tym, jak Cindy radzi sobie z tymi negatywnymi emocjami i atakami, o jej pewności siebie i sposobach zachowania spokoju. O tym, jak funkcjonuje w prawdziwym świecie, jaka jest silna i jak sobie radzi z telewizyjną rzeczywistością. Zamiast tego dostałam oklepaną historię współczesnego Kopciuszka i księcia, równie nierealistyczną jak zamienianie dyni w karocę.

    Miałam chyba za duże wymagania w stosunku do tej książki. Myślałam, że to będzie ambitna historia dziewczyny, która jest odważna i nie daje się stłamsić innym, która ma pasję i dla niej gotowa jest zrobić bardzo wiele. Że to będzie mimo wszystko coś realnego. Niestety, If the shoe fits okazała się kalką każdej jednej historii miłosnej, w której przystojniak zakochuje się w brzydkim kaczątku, które swoją dobrocią zjednuje sobie absolutnie każdego oprócz tego jednego, czarnego charakteru i głównej rywalki. Jako adaptacja baśni - ujdzie, ale jako historia z ukrytym znaczeniem i przekazem, zupełnie nie. 

niedziela, 20 sierpnia 2023

[156] Anna Szczypczyńska - Zostań u mnie na noc


Anna Szczypczyńska Zostań u mnie na noc

"Zostań u mnie na noc" - Anna Szczypczyńska

Wydawnictwo Luna, 2023 rok

przeczytane: 07/2023

 3/10*

    W książce dużo jest o zaufaniu do innego człowieka. O odepchnięciu w niepamięć starych rozczarowań, zawodów i bólu, którzy przysporzyli nam inni ludzie, i ponownym obdarzeniu zaufaniem. Ta ufność wiele kosztuje i nie każdego na nią stać. Nina Szklarska, główna bohaterka książki, ma z nim ogromny problem. 


    Zostań u mnie na noc to historia jednego lata z życia Niny. Jej zwyczajne, rodzinne obowiązki, zmiany w życiu zawodowym i perypetie miłosne. Córki kobiety wyjeżdżają na wakacje ze swoim ojcem, a ta, obdarzona nagle ogromem wolnego czasu tylko dla siebie, zaczyna się w nim gubić i sama nie wie jak właściwie go spożytkować. Odnawia znajomość ze starym kochankiem, z którym spotykała się, kiedy jeszcze jej małżeństwo trwało. Na horyzoncie pojawi się też możliwość innej znajomości. Kobieta musi podjąć decyzje czego właściwie chce ona, a nie co będzie najlepsze dla jej rodziny. Musi wreszcie pomyśleć tylko o sobie i tak poprowadzić swoje życie, by wreszcie osiągnąć pełnię szczęścia.

Anna Szczypczyńska Zostań u mnie na noc

    Główna bohaterka to bardzo schematyczna i nudna postać. Przedstawicielka klasy średniej, zadbana kobieta po życiowych zawirowaniach, z nieodłączną przyjaciółką u boku, z którą wydaje się być połączona pępowiną, i dwoma przystojniakami do wyboru, którzy tylko czekają na jej skinienie. Ten zestaw dałoby się ciekawie ograć, gdyby w książce znalazła się interesująca fabuła. Tej jednak ani widu, ani słychu.


    Książkę da się streścić dwoma słowami: lato Niny. To był wycinek jej życia, zwykłej codzienności. nawet wątki romantyczne nie były na tyle rozbudowane czy zaskakujące, by to one stały się osią historii. Książka jest tak naprawdę o niczym i strasznie się na niej wynudziłam. Czekałam do połowy, że może objawi się jakiś zamysł na tę historię. Niestety, nie. Drugą połowę doczytałam z poczucia obowiązku, ale zupełnie nic mi ona nie dała. 

Anna Szczypczyńska Zostań u mnie na noc

    Jeśli lubicie czytać nieangażujące historie o czyimś zwyczajnym życiu, ani tajemnicze, ani zabawne, ani smutne, ani ekscytujące - sięgnijcie po Zostań u mnie na noc. Jest to już drugi tom przygód Niny i książki te mają wielu fanów. Dla mnie jednak była to kompletna pomyłka. Historia bezbarwna, nużąca, pozbawiona jakiekolwiek akcji. Nie polecam, bo zupełnie nie trafiła w mój gust.

środa, 31 maja 2023

[139] Kylie Scott - Lick (Stage Dive, t.1)


Kylie Scott Lick Stage Dive

    Evelyn spędza swoje urodziny razem z przyjaciółką w Las Vegas. Na co dzień spokojna, nieszukająca wrażeń i posłuszna rodzicom dziewczyna chce w tę jedną noc zaszaleć. Nie planuje jednak aż takich szaleństw, jak ślub z nowo poznanym chłopakiem i wytatuowanie sobie jego imienia na tyłku. Evelyn nie pamięta nic z szalonej nocy, kiedy budzi się u boku Davida, gitarzysty popularnego zespołu Stage Dive. Swojego męża.

    Początek trochę komediowy, mnie osobiście skojarzył się z "Kac Vegas". Motyw miłości od pierwszego wejrzenia (w stanie dalekim od trzeźwości) oraz ślubu pod wpływem emocji jak dla mnie bardzo udany. Spodobało mi się nawet wyjaśnienie podjęcia takiej decyzji. David, który dokładnie pamiętał tamtą noc, dzieli się z Evelyn swoimi wspomnieniami. Robi to niechętnie, bo ma dziewczynie za złe, że ta nic nie pamięta. Rozumiałam go i współczułam mu. Bo David to nie stereotypowa gwiazda rocka, który sypia z fankami, ćpa i pije, i żyje tak, jakby nie miał uczuć. To bardzo wrażliwy chłopak, ciężko doświadczony przez los. Zraniły go najbliższe mu osoby i sprawiły, że teraz panicznie boi się, że zostanie opuszczony. Mocno wczułam się w jego historię i naprawdę rozumiałam jego nadzieje związane z Evelyn oraz desperacką walkę o ich związek. Mimo sympatii do tej postaci, nie mogłam jednak nie poczuć irytacji na niektóre jego zachowania. Mocno przesadzone i całkowicie nieakceptowalne. Ale trzeba wziąć poprawkę na to, że David ma kilka nieprzepracowanych traum i problemy z agresją oraz zazdrością jasno wskazują na to, że chłopak potrzebuje terapii, która pomoże mu poukładać własne uczucia.

Kylie Scott Lick Stage Dive

 

    Evelyn polubiłam odrobinkę mniej. To młodziutka dziewczyna, która przez całe życie pozwalała rodzicom wchodzić sobie na głowę. Była przeciwieństwem swojego brata - grzeczna, cicha, pilna, zawsze robiła tak, żeby nie rozczarować rodziców. Ślub w Las Vegas z nieznajomym zburzył ten obrazek idealnej dziewczyny, a Evelyn musiała zdecydować, czy pozwoli rodzicom działać, czy sama przejmie ster i pokieruje swoim życiem. Momentami zachowywała się bardzo dziwnie i denerwująco, na przykład kiedy rozmawiała z prawnikami. W tym momencie nie wiedziałam, czy nie ma czegoś z głową, tak bardzo nieporadna była. Jej zachowanie na początku książki było bardzo naciągane. David pamiętał całą noc i miał powód, żeby nie chcieć rozwodu. Evelyn absolutnie nie - nic nie pamiętała, nic nie czuła, od początku miała przez to małżeństwo problemy. A zamiast po prostu zrobić to co konieczne, podjąć decyzję i odzyskać kontrolę, zachowywała się jak lunatyczka - pozwalała się wozić z miejsca na miejsce, przestawiać z kąta w kąt. Wiem, że to miał być romans i bohaterowie musieli spędzić ze sobą trochę czasu, żeby uczucie mogło się rozwinąć, ale zupełnie nie kupuję tego wspólnego wyjazdu. Nie wyszło to dobrze i z Evelyn wyszła wręcz naciągaczka, która wykorzystała bogatego i popularnego przystojniaka.

Kylie Scott Lick Stage Dive

 

     Jak na romans z tak kiepskim początkiem, książkę czytało się bardzo dobrze. Fabuła rozwinęła się dobrze, relacja pomiędzy Evelyn i Davidem rozwijała się powoli i naturalnie. Z czystym sumieniem mogę polecić fankom gatunku, nie zawiedziecie się. A seria posiada jeszcze kolejne trzy tomy, o pozostałych członkach zespołu. Ja po nie nie sięgnę, bo to  jednak nie mój typ książek  i trochę za mało fabuły mi tam było.


środa, 26 kwietnia 2023

[137] Nina Reichter - Love Line


Nina Reichter Love line

    Jak pięknie się ta książka zaczynała. Od przypadkowego spotkania, od zauroczenia od pierwszej chwili, od magnetycznego przyciągania dwojga obcych ludzi. Każde z nich miało jednak wtedy już swoje życie, problemy. Przez zrządzenie losu ich drogi się rozeszły, by później w równie niesamowity sposób zejść. Zanim jednak bohaterowie znów się spotkali, czytelnik mógł dobrze poznać każdego z nich.

    Zarówno Beth jak i Mattowi autorka poświęciła mnóstwo czasu. Ich postacie są dopracowane, mają rozbudowaną historię. Można się wczuć w ich role i odbierać mocniej zdarzenia opisane w książce. Do pewnego momentu jest naprawdę idealnie. Bohaterowie są przyjaźni czytelnikowi, postępują w logiczny i zrozumiały sposób. Chcieliby, ale się boją. Czują niepewność, mają poczucie obowiązku względem innych osób. Mają własne problemy i rozterki i nie rzucają nagle całego swojego dotychczasowego życia dla nowej miłości. Wielki plus za to, że nie ma tam pośpiechu.

Nina Reichter Love line

 

    Ale...no odrobinka pośpiechu jednak by się przydała. Bo kiedy akcja teoretycznie już się rozkręca, on i ona wreszcie się spotykają, wiedzą kto jest kim, wszystko spowalnia. I już do końca ciągnie się jak flaki z olejem. Rozterek Beth było zdecydowanie za dużo. Na minus również zmiana charakteru Beth. na początku książki wydawała się ogarniętą babką, która dobrze radzi sobie z życiem. Ale przy Mattcie stała się nagle szarą, potulną myszą, która nie umie się postawić. A takich okazji było mnóstwo, bo z czasem Matt okazał się chamem i gburem, który celowo sprawiał przykrość kobiecie, w której podobno się zakochał.  

    Ani Beth ani Matt nie chcą się deklarować i otwarcie wejść w związek. Ciągną się za nimi niedokończone historie, i obydwoje są tak bardzo niezdecydowani, że nie potrafią nic z tym zrobić. Na pewien czas łączy ich praca, dla mnie jednak ten wątek jest tak naciągany, że aż przykro było czytać. Beth jest dziennikarką i przeprowadza z Mattem serię wywiadów, w których ten objaśnia jej pewien temat. Ale zamiast usiąść, pogadać, skończyć artykuł i pożegnać się - na tym etapie dalej udają, że to tylko relacja zawodowa i niebawem się pożegnają na dobre - chodzą sobie do muzeum, gotują kolacje, kolejne przedłużanie akcji na siłę, niestety w bardzo nudny i nic nie wnoszący sposób. 

Nina Reichter Love line

    Matt jeszcze więcej stracił w moich oczach, kiedy w książce pojawiła się Bree. Rany, jakim on był dla niej dupkiem, naprawdę inaczej nie da się tego określić. Dla Beth był gburem, dla Bree był gburem. Jakim cudem jakakolwiek kobieta mogła pomyśleć, że to dobry materiał na chłopaka? Im dalej czytałam, tym większy czułam niesmak. Matt był specem od manipulacji i wykorzystywał to na Beth. Toczył z nią jakieś dziwne gierki, zasmucał, upokarzał. Zachował się jak tchórz, kiedy dowiedział się całej prawdy o Beth. A to naprawdę nie był koniec świata, facet po prostu okazał się niedojrzały do związku. Okropnie antypatyczna postać. Jeśli do tego jeszcze dodać ogłupiałą nagle Beth, wiecznie jęczącą jaka to ona jest stara (przed trzydziestką) i że już nikt jej nie zechce, można stracić całą przyjemność z lektury.

    Zaczęło się tak pięknie, a skończyło źle. Akcja książka za bardzo się wlekła. Pełno w niej było zapychaczy, które nic nie wniosły. Bohaterowie stali się irytujący i odrzucający  - chociaż Matt akurat może i ratował sytuację, bo swoim zachowaniem wzbudzał silne emocje, bynajmniej nie pozytywne. Zakończenie było dobre, na miarę rozpoczęcia. Tragiczne, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Książka ma swoją kontynuację, ale ja nie będę po nią sięgać. Może gdyby relacja pomiędzy Beth i Mattem rozwinęła się odrobinę szybciej i nie byłoby tak nudno, resztę bym przebolała. Tak sobie jednak myślę, że ta historia byłaby dobrym materiałem na film. Bo ona jest naprawdę dobra, tylko opisanie jej trochę nie wyszło. Tak, film zdecydowanie bym obejrzała.



 

 

 

 

środa, 19 kwietnia 2023

[135] Lauren HO - Lucie Yi NIE jest romantyczką


Lauren HO Lucie Yi nie jest romantyczką

    Współczesna wersja małżeństwa z rozsądku? Prawie. Lucie Yi czuje, że jest gotowa na dziecko. Uświadamia sobie też, że jej czas na zostanie matką dramatycznie się kurczy. Ona tymczasem jest po trudnym rozstaniu, poronieniu i póki co bez szans na kolejny, satysfakcjonujący związek. Za namową przyjaciółek zakłada konto na stronie, gdzie osoby chcące zostać rodzicem mogą wybrać idealnego dla siebie współrodzica. Nie ma to nic wspólnego z miłością, ale w końcu Lucie NIE jest romantyczką.

    Algorytm sparowuje Lucie z Collinem. Już po pierwszej rozmowie przypadają sobie do gustu i w końcu decydują się mieć razem dziecko. Wracają razem do Singapuru, gdzie mieszka wysoce toksyczna rodzina kobiety oraz jej najbliższe przyjaciółki. A także Mark - jej były, który próbuje z powrotem wkraść się w jej łaski.

    Lucie Yi NIE jest romantyczką to głównie komedia romantyczna, ale nie brak w niej smutnych momentów. Lucie jest mocno związana z rodziną, choć miałam wrażenie, że bardziej przez tradycję i normy społeczne niż przez miłość. Podczas czytania zaliczyłam mocne zderzenie z kulturą Chin, gdzie z jednej strony kobiety są wykształcone, zostają światowej klasy specjalistkami, awansują, a z drugiej nie mogą mieć nieślubnego dziecka, nie mogą się rozwieść z mężem potworem, nie mogą jednocześnie robić kariery i być matkami. Ostracyzm społeczny zaczyna się w ich własnych rodzinach, ale "dobrych" rad nie szczędzą im również totalnie przypadkowi ludzie, praktycznie wprost z ulicy. Na miejscu Lucie rzuciłabym to wszystko w diabły i pędem wracała do Stanów, zabierając ze sobą młodszą siostrę - czarną owcę w rodzinie, bo rozwódkę.


 
Lauren HO Lucie Yi nie jest romantyczką

    Lucie to niejednoznaczna postać. Z jednej strony wykształcona, pewna siebie, konsekwentnie przeprowadziła całą akcję z szukaniem współrodzica. Z dala od domu była odważna. I choć po powrocie do Singapuru dalej była pewna swojej decyzji, coś - może hormony - zaczęło popychać ją do idiotycznych decyzji. Przede wszystkim, była potwornie ślepa na to, jak bardzo niewłaściwą dla jakiejkolwiek kobiety osobą był Mark. Domowy dyrygent, a nie partner. A Lucie pozwalała mu wchodzić sobie na głowę i psuć relację z Collinem, która jak dla mnie od początku zmierzała ku happy endowi. Ignorowała własne uczucia, byle tylko przypodobać się Innym. A przede wszystkim, pozwalała pomiatać sobą rodzicom i rządzić swoim życiem.

    Czy Lucie wybierze romantyzm czy pragmatyzm? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. W końcu zdecydowała się żyć i wychowywać dziecko w takim a nie innym środowisku, w specyficznej, trudnej dla samotnej matki kulturze. Co będzie dla niej ważniejsze? Dla mnie książka nie była klasycznym romansem. Nie czułam, żeby to kwestia "czy ona z nim będzie" była tutaj najważniejsza. Dla fabuły wiele wątków było ważnych, jak choćby kariera Lucie. Osią całej historii jest oczywiście ciąża, ale wraz z nią Lucie się zmienia, dojrzewa do pewnych decyzji i to było niezmiernie ciekawe. Owszem, po drodze przez wiele rozdziałów może psuć nerwy swoją łatwowiernością, uległością i brakiem woli. Mimo to książkę czyta się przyjemnie. 

Lauren HO Lucie Yi nie jest romantyczką

    Ogromnym plusem jest miejsce akcji. Chyba już wszystkim znudził się Londyn i Nowy Jork - a raczej fałszywy i wyidealizowany obraz tych miast przedstawiany w książkach i filmach romantycznych. Chiny i Singapur to powiew świeżości. To miejsce zaskakujące. Wiele w nim dobrze nam znanych symboli, miejsc czy zachowań, ale też wiele takich, które mogą być dla czytelnika niepojęte. Ja czułam oburzenie, czytając niektóre sceny, i nie rozumiałam dlaczego Lucie nie zareaguje inaczej. Bo ja bym... No tak, ale ona nie jest mną. Nie jest Polką, nie jest nawet Europejką. Kilkanaście miesięcy pracy w Nowym Jorku nie mogły zrobić z niej kogoś innego. Dlatego jej historia jest taka inna i taka ciekawa. I dlatego zakończyć się może różnie, bo Lucie wizja szczęścia nie musi być zachodnią wizją romantycznej miłości. Może to być wschodni model małżeństwa z rozsądku i poddania się absolutnej władzy Pana Męża. 

    Polecam książkę. Mimo momentami trudnej tematyki jest zabawna i lekka, i szybko się ją czyta. Nie zmusza się głębszych przemyśleń, ale z pewnością dostarczą wzruszeń i rozrywki.

środa, 25 stycznia 2023

[127] Katarzyna Bester - Romans pod choinkę


Katarzyna Bester Romans pod choinkę

     Jeśli jesteście fanami słodkich historii miłosnych z happy endem, z bohaterami, których nazwać można po prostu uroczymi i z fabułą niezbyt skomplikowaną, ale dającą nadzieję na to, że los w sumie dla każdego jest przychylny, czasami potrzebuje po prostu trochę czasu - to Romans pod choinkę jest książką dla was. Teoretycznie jest to historia świąteczna. Ale praktycznie, czytać ją można o każdej porze roku, bo przez większość akcji nie ma motywu świątecznego. 

Katarzyna Bester Romans pod choinkę

    Ray i Everly poznają się w Boże Narodzenie. Everly zostaje napadnięta na ulicach Nowego Jorku, a obcy mężczyzna staje w jej obronie. Od tego momentu zaczyna się ich historia. Ray jest zafascynowany dziewczyną i pragnie kontynuować z nią znajomość. Jest typem lekkoducha, który nie potrafi poważnie podchodzić do związków i nie planuje trwałej i długotrwałej relacji. Everly za to wiele w życiu przeszła i ostrożnie podchodzi teraz do każdej nowości. W wypadku straciła wzrok, a chwilę później porzucił ją narzeczony, ze względu na jej ślepotę. Everly to dziewczyna pogodna, i dzięki tej pogodzie ducha nie załamała się ale nauczyła żyć na nowo. Ma pasję, rodzinę i wielką chęć by żyć i doświadczać. Kiedy zaczyna ufać Rayowi, zawierają między sobą umowę. Mają nawiązać niezobowiązujący romans na czas pobytu dziewczyny w Nowym Jorku, a później bez żalu pójść każde w swoją stronę.

 

    Mimo że w książce występuje motyw ślepoty, nie jest to książka trudna czy ciężka w odbiorze. Wręcz przeciwnie. To lekka, zabawna historia miłosna, w której coś, co dla wielu oznacza koniec świata, jest tylko drobną przeszkodzą, na dodatek powodującą zabawne sytuacje. Nie ma tutaj głębszych przemyśleń bohaterów i wchodzenia do ich głów. Uwaga skupia się na wydarzeniach i na akcji, a nie na rozterkach i podejściu do życia Everly i Ray'a. Bohaterowie są rozczulający, zarówno we wzajemnej relacji jak i podczas kontaktów z innymi osobami z ich otoczenia. Naprawdę aż chce się dla nich happy endu. 

Katarzyna Bester Romans pod choinkę

    Romans pod choinkę to przemyślany pomysł na historię, napisany tak, aby umilić nam wieczór, wywołać uśmiech na twarzy i dać odrobinę pokrzepienia - przecież tak działa każda historia z happy endem. Nie znalazłam w niej przerysowanych bohaterów czy scen. W taką historię naprawdę mogłabym uwierzyć. Minus, który mogłabym znaleźć - tak trochę na siłę - to totalny brak zaskoczeń. Tu od początku wiadomo jak książka się skończy i nic nas w niej nie zaskakuje. Przez to akcja nie trzyma w napięciu, a książkę bardzo łatwo odłożyć na później. Ale czytanie jej jest po prostu bardzo przyjemne, wybaczam więc brak silniejszych emocji.

    Bardzo miło spędziłam czas z tą książką. Polecam do przeczytania - nie tylko w grudniu.

 

 

czwartek, 11 sierpnia 2022

[115] Diana Palmer - Dżinsy i koronki

Diana Palmer Dżinsy i koronki

     Nazwisko Diany Palmer jest mi dobrze znane już od dawna. Pamiętam, że kiedy już jako dziecko chodziłam do biblioteki, na stole z polecajkami leżały jej książki, często też moja mama je wypożyczała. Sama pewnie też je czytałam, choć tytułów nie pamiętam - kiedy wyjeżdżałam na wakacje i kończyły mi się książki, czytałam te zabrane przez mamę i siostrę, oraz wszystko co mi wpadło w ręce. "Dżinsy i koronki" miałam jednak na liście "do przeczytania", ponieważ zaciekawiła mnie ta historia i chciałam ją poznać.

 

    Główną bohaterką jest Bess, młoda dziewczyna z bogatego domu, która od wielu lat jest zakochana w swoim sąsiedzie. Cade to ranczer, który na wszystko co ma ciężko zapracował. On i Bess należą do dwóch zupełnie innych światów, do czasu, aż rodzina dziewczyny traci majątek. Bess i jej matka stają się życiowymi rozbitkami, które nagle muszą sobie ze wszystkim poradzić same. Dziewczyna zakasuje rękawy i chce się zabrać do uczciwej pracy, która da jej satysfakcję oraz możliwość decydowania o własnym losie. Na przeszkodzie staje jednak jej matka, jej oczekiwania względem córki i przyzwyczajenia, których nie ma zamiaru się pozbyć.

Diana Palmer Dżinsy i koronki

    Dla Bess nowy początek to nadzieja na to, że jej relacja z Cadem się zmieni. Ona o swoich uczuciach mówi wprost, wszyscy wiedzą, że jest zakochana w mężczyźnie. Ten również nie kryje się ze swoimi uczuciami, niestety - te są zupełnie odmienne od uczuć dziewczyny. Cade raz za razem ją odtrąca Bess. Ta jednak jest uparta i powoli kruszy lód, który skuwa jego serce."Dżinsy i koronki" to ten rodzaj romansu, gdzie obydwoje chcą, ale się boją. Kiedy tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by byli razem, zaczynają się podchody. Podchodzą do siebie jak pies do jeża, to się zbliżając to znowu raniąc i uciekając. Cade jest tą bardziej bojaźliwą stroną, niezdecydowaną, jakby sam nie rozumiał czego chce. Ich relacja od początku do końca, to jeden wielki mętlik. A robi się jeszcze gorzej, kiedy Bess zataja przed Cadem pewien sekret.

Diana Palmer Dżinsy i koronki

    Sekret staje się kością niezgody między nimi - i ja tego zupełnie nie rozumiem. Strasznie się w tym momencie posypały charaktery bohaterów, ich wiarygodność i racjonalność. Bess zrobiła sekret z czegoś, o czym wiedziała, że i tak wyjdzie na jaw. Cade okazał się za to burakiem pełną gębą, którego nic tylko kopnąć w dupsko i pogonić na pastwisko, gdzie świetnie odnalazłby się w towarzystwie innych zwierzaków. Książka jest stara, prezentuje inne podejście do roli płci zwłaszcza w związku, ale żeby aż tak? Niby romans, a zero tam uczuć - miłości, przywiązania, zaufania, oddania drugiej osobie. Tak naprawdę każdy z bohaterów myśli tylko o sobie, o tym czego chce, co mu się podoba, jak wyobraża sobie przyszłość. I broń Boże nie kazać mu w tych pragnieniach uwzględnić wizji drugiej osoby.

    Historia mi się podobała, to muszę przyznać. Tylko bohaterowie tacy, że chętnie bym ich podmieniła. Niestety, nawet z postaci drugoplanowych nie dało się wyłuskać nikogo ciekawego i godnego polubienia. Bess i Cade zamienili w pewnym momencie fabułę w szopkę i zachowywali się tak idiotycznie, że już tylko czekałam, kiedy to wszystko się skończy. Nie życzyłam im ani źle, ani dobrze. Bo gdyby książka miała ciąg dalszy śmiało mogłabym założyć, że i tak wszystko zepsują. Może oni naprawdę należeli do innych światów i nigdy nie powinni ich opuszczać dla siebie nawzajem?

Diana Palmer Dżinsy i koronki

    Książkę ani polecam, ani odradzam. Ja się przy niej nadenerwowałam, bo strasznie nie lubię takiego buractwa, jakie zaprezentował Cade. No cóż, jestem feministką od urodzenia, i taka wizja "romantyzmu" sprawia, że zbiera mi się na wymioty. Jeśli wy osądzacie romanse pełne zimnych drani i bad boyów trochę łagodniej, historia może wam się spodobać. Napisana jest przyjemnym w odbiorze języku, bez sztucznego rozciągania akcji. I ma całkiem ciekawe tło. Ja na pewno mam zamiar przeczytać jeszcze inne książki autorki, bo jestem ciekawa jej fenomenu.