Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 stycznia 2025

[266] Gry Kappel Jensen - Na zawsze w sercu

 

Gry Kappel Jensen Na zawsze w sercu

"Na zawsze w sercu" - Gry Kappel Jensen

Wydawnictwo Books4YA, 2024 rok

przeczytane: 01/2025

 10/10*

    Cztery przyjaciółki wracają do Rosenholm, szkoły magii. Są o rok starsze ale czy o rok mądrzejsze? Ich moce oraz posiadana wiedza są większe. Ale wciąż reagują impulsywnie, podejmują niepotrzebne ryzyko i dają się zwieść pozorom.

Gry Kappel Jensen Na zawsze w sercu

    W drugim tomie akcja zdecydowanie przyspieszyła, większy też nacisk był kładziony na śledztwo, w które dziewczyny się zaangażowały. Dla przypomnienia - duch zmarłej uczennicy poprosił je o odnalezienie jej mordercy i doprowadzenie do ukarania go. Sprawa zrobiła się dość nagląca, więc dziewczyny podeszły do sprawy poważnie i zabawiły się w detektywki. Podobał mi się ten wątek kryminalny i stopniowe odkrywanie sekretów, których było tu całkiem sporo. 

Gry Kappel Jensen Na zawsze w sercu

    Równocześnie ze śledztwem toczy się zwyczajne życie w niezwyczajnej szkole. Znowu mnóstwo nawiązań do magii wikingów, tajemnicze święta i rytuały, dużo obcowania z przyrodą. To zupełnie inna wizja szkoły magii od tych znanych z najpopularniejszych książek, tu naprawdę widać oryginalność. Ten system jest mnie uregulowany, bardziej dziki i chaotyczny, magia jest raczej intuicyjna. Bardzo dobrze się o tym czyta. Pojawiają się wątki romantyczne, wywołują one jednak więcej smutku niż radości,  zwłaszcza jeden z nich. Jest tu też o relacjach między przyjaciółkami, o ich skomplikowanych sytuacjach rodzinnych oraz o podążaniu własną drogą bez względu na na wszystko.

Gry Kappel Jensen Na zawsze w sercu

    Za zakończenie warto czekać, dużo w nim odpowiedzi, ale też mała zapowiedź tego, co może czekać w tomie trzecim, w którą stronę pójdzie akcja - zdecydowanie zapowiada się bardziej mrocznie i niebezpiecznie. Rewelacyjnie czytało mi się tę część. Oryginalny klimat książki porwał mnie a ciekawa fabuła mocno zaangażowała w całą akcję. To książka dla młodzieży, ale dzieje się tam naprawdę dużo i nie są to powtarzalne schematy, więc dorosły czytelnik też będzie zadowolony.   



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Books4YA.

poniedziałek, 23 grudnia 2024

[263] Laurie Forest - Czarna wiedźma


Laurie Forest Czarna wiedźma

"Czarna wiedźma" (Kroniki Czarnej Wiedźmy, t.1) - Laurie Forest

Jaguar, 2024 rok

przeczytane: 12/2024

 10/10*

    Jeśli lubicie czytać o bohaterach, którzy muszą się mierzyć z piętnem sławnego krewnego i rolą narzuconą przez innych tylko przez przynależność do danej rodziny, to Czarna wiedźma jest książką idealną dla was.

    Zaczyna się niepozornie, od młodej dziewczyny żyjącej w wiosce na prowincji, cieszącej się życiem rodzinnym i zwyczajnym, spokojnym życiem. Elloren Gardner, wnuczka najsławniejszej na całym kontynencie wiedźmy, nie ma pojęcia jak wiele oczekiwań względem niej mają inni ludzie, z jej ciotką na czele. Wraz z rozpoczęciem nauki na uniwersytecie, gdzie ma wyszkolić się w zielarstwie, wkracza w skomplikowany świat pełen polityki, rywalizacji, uprzedzeń i fałszu. 

Laurie Forest Czarna wiedźma

    Wraz z rozwoje akcji my też powoli wsiąkamy w ten świat. Poznajemy go, orientujemy się w motywach postaci i zaczynamy coraz więcej rozumieć. Bo jak w każdej wersji prawdy opowiadanej przez zwycięzców, tak i w tej znajduje się bardzo wiele kłamstw. Elloren z naiwnej dziewczyny, popychadła każdego silniejszego od niej, powoli staje się świadomą otaczającego ją świata i swoich własnych możliwości młodą kobietą.

    Ta historia jest przede wszystkim niezwykle wciągająca. Po pierwszych rozdziałach nie poczułam magii stworzonego świata, ale kiedy akcja na uniwersytecie rozkręciła się na dobre a ja zaczęłam poznawać coraz więcej informacji dotyczących historii czy układów społecznych, ten świat kompletnie mnie zauroczył. Zdecydowanie chcę poznać ciąg dalszy i dalej czytać o tych krainach. Oraz bohaterach. Tych jest całkiem sporo i na początku można się mylić w imionach i rasach, ale z czasem wszystko się w głowie układa i akcja toczy się bardziej gładko. Każda z postaci jest inna, ma wyraźniej określony charakter i nie tak łatwo zmienia zdanie. Żeby Elloren mogła zapracować na zaufanie innych, musi się naprawdę sporo napracować, i nawet prawie 600 stron książki nie wystarczyło, by poznała wszystkie sekrety.

Laurie Forest Czarna wiedźma

    Czarna wiedźma to idealna fantastyka. Ma świetnie rozbudowany świat i jego historię. Ma bohaterów wielu nowych ras, których łączą skomplikowany system zależności. Jest tu magia, który może w akcji nie pojawia się bardzo często, ale ma ogromny wpływ na całą akcję. I przede wszystkim tajemnice do odkrycia oraz wrogowie do pokonania, a więc zapowiedź kolejnych emocjonujących tomów.  

Laurie Forest Czarna wiedźma

    Mnie Czarna wiedźma absolutnie zauroczyła. Tu nie ma nic oczywistego, fabuła ciągle zaskakuje i ciekawi oryginalnymi wątkami. Główna bohaterka napisana została dokładnie tak jak lubię, bez marysuizmu i przesady. Autorka pozwoliła jej ponosić porażki, płakać i przegrywać, by mogła zbudować swój charakter i wzmocnić więzi łączące ją z innymi bohaterami. Uwielbiam takie postacie. Zdecydowanie polecam książkę i już nie mogę doczekać się kolejnego tomu, którego premierę zaplanowano na marzec 2025 roku.

 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Jaguar.

piątek, 4 października 2024

[252] Arkady Saulski - Czarne miecze


Arkady Saulski Czarne miecze

"Czarne miecze" (Droga Samotnego Psa, tom 1) - Arkady Saulski

Wydawnictwo Fabryka Słów, 2023 rok

przeczytane: 6/2024

 8/10*

    Książka przenosi nas do krainy silnie inspirowanej średniowieczną Japonią, gdzie honor wojownika i więzi rodzinne mają największą wartość. Czaruje niesamowitym klimatem z domieszką magii, jak na fantastykę przystało. Jeśli lubicie historie pełne intryg i walk, Czarne miecze na pewno się wam spodoba.

    Głównym bohaterem jest Inu, Duch. Duchy to specyficzny rodzaj wojowników. Od dziecka szkoleni i wzmacniani magią by stać się najkosztowniejszą bronią swojego pana, osobistym ochroniarzem niepotrzebującym snu, szybszym i bardziej wytrzymalszym niż jakikolwiek samuraj. Inu poznajemy, kiedy jest na samym dnie. Przez swoją słabość pozbawiony honoru i pana, wyjęty spod prawa uciekinier przypadkowo ratuje życie młodemu paniczowi Nabu. Ten, by mu to wynagrodzić, zaprasza go do swojej rodowej siedziby i proponuje, by Inu został jego strażnikiem. Tak Duch ma okazję by się zrehabilitować i odzyskać dawną pozycję.

Arkady Saulski Czarne miecze

    Chociaż fabuła kręci się wokół klanu Oda, głos oddany został również członkom rodziny Sasori. Jaki genialny pomysł na nich miał autor! Nie chcę tu go zdradzać, tym bardziej, że tak czuję, iż ten wątek będzie ważny również w kolejnych częściach i jeszcze spowoduje ogromne zaskoczenie. Bardzo lubię, kiedy postaci w książkach wykazują się takim sprytem i przebiegłością, wtedy ich utarczki są jeszcze bardziej zajmujące.

Arkady Saulski Czarne miecze

    Czarne miecze to historia wojen klanowych, sporo więc tu potyczek i bitew. I dla mnie były to jedne z najlepszych fragmentów. Opisane tak, aby zainteresować, podtrzymać napięcie i nie znudzić. Przebieg ostatecznej bitwy, przygotowania do niej i pomysły na strategię były zaskakujące i nie traktowałam ich jako koniecznych do przeczytania, żeby właściwa akcja mogła iść naprzód, ale jako jedne z kluczowych scen. Mocno wciągnęła mnie ta historia i zapowiedź kolejnych wydarzeń, których już możemy się spodziewać po tomie pierwszym, dlatego też od razu sięgnęłam po kontynuację. Gorąco wam polecam tę historię tym bardziej, że w lipcu premierę będzie miał trzeci tom, można więc będzie sobie przeczytać od razu całość.



środa, 22 listopada 2023

[187] Olivia Wildenstein - Dom Trzepoczących Skrzydeł


Olivia Wildenstein Dom trzepoczących skrzydeł

"Dom trzepoczących skrzydeł" (Królestwo Wron, tom 1) - Olivia Wildenstein

Wydawnictwo Nowe Strony, 2023 rok

przeczytane: 09/2023

 8/10*

    Każde sięgnięcie po książkę to podróż w nieznane, zwłaszcza jeśli jest to fantastyka. Bardzo lubię odkrywać te nowe światy, pełne oryginalnych stworzeń, wierzeń i kultury. Lubię na początku czuć zagubienie, by później, kiedy wszystko już mi się poukłada w głowie, poczuć się swojsko. 

    Do Domu Trzepoczących Skrzydeł trudno było mi się przekonać i po kilku rozdziałach porzuciłam książkę z zamiarem niewracania do niej. W końcu jednak poczucie obowiązku ale też i ciekawość zwyciężyły. Klimat książki jest naprawdę urzekający, i opis zwyczajnego, codziennego życia z początkowych rozdziałów idealnie pozwala się wczuć w atmosferę tego świata. 

Olivia Wildenstein Dom trzepoczących skrzydeł

    Fabuła jest bardzo absorbująca. Główna bohaterka, Fallon, dostaje zadanie do wykonania, i tak zaczyna się jej podróż przez kolejne miejsca, spotkania i wydarzenia. Razem z nią poznajemy kolejne tajemnice z przeszłości i na naszych oczach ożywają legendy. Dużo tego było, ale dla mnie to plus. Bo ja lubię, kiedy wyobraźnia autora szaleje - im bardziej skomplikowany świat, tym lepszy.

    Dlaczego więc chciałam porzucić książkę, mimo że i świat przedstawiony i fabuła mi się podobały? Przez główną bohaterkę. Tak głupiej dziewczyny ze świecą szukać. Biedna była jej babka, która musiała ją chronić przed samą sobą. Oklaski za to, że udało się jej utrzymać Fallon przy życiu przez tak długi czas. Dziewczyna ta powinna mieć na imię Naiwniara, tak daleko się u niej rozwinęła ta cecha. Rozumiem, że jest zakochaną w swoim idolu nastolatką, no ale kurczę - żeby tak wszystko łykać? Każdą bzdurę? Dorabiać sobie do tego całą historię i podporządkowywać temu całe swoje życie? Fabuła mocno się potknęła w miejscu wygłoszenia proroctwa, od którego zaczęła się cała akcja. Dla mnie wyjaśnienie tego zdarzenia mocno kulało i było mało logiczne, jakby już zupełnie nie dało się wymyślić innego sposobu na zmuszenie Fallon do działania. 

 

Olivia Wildenstein Dom trzepoczących skrzydeł

    Drugi tom podobno jest lepszy, ponieważ Fallon wreszcie dorasta i już tak nie irytuje. Na pewno sprawdzę. Chociaż zastanawiam się czy nie lepiej poczekać na trzeci tom i wtedy przeczytać całość ciągiem, robiąc powtórkę pierwszej części. Czy polecam? Fanom romans fantasy tak, reszcie raczej nie. Książka ma zawiłą i trzymającą w napięciu fabułę, bardzo klimatyczne miejsce akcji, ale to dalej historia zakochanej nastolatki z supermocami i mrocznego przystojniaka.

piątek, 6 października 2023

[179] Amanda Foody, Christine Lynn Herman - Wszystkie nasze klęski (Villians, tom 2)


Amanda Foody Christine Lynn Herman Wszystkie nasze klęski Villians

"Wszystkie nasze klęski" (Villians, tom 2) - Amanda Foody, Christine Lynn Herman

Wydawnictwo Young, 2023 rok

przeczytane: 09/2023

 10/10*

    Z przyjemnością wróciłam do historii Turnieju i jego mistrzów, dążących do złamania klątwy. Z przyjemnością ale i lekkim smutkiem, bo drugi tom jest równocześnie ostatnim, i po jego zakończeniu musiałam na dobre pożegnać się z tą historią. Rzadko zdarza się, żeby jakaś książka tak idealnie wpisała się w mój gust, żeby czytanie każdej strony było czystą przyjemnością. Na Lubimyczytać książka zebrała dość niskie noty, ale po przeczytaniu części opinii muszę stwierdzić, że z częścią się absolutnie zgadzam. Tyle że, to co dla innych było minusem, dla mnie było plusem. Zaskakujące? Mnie już coraz mniej, bo coraz mocniej uświadamiam sobie o co chodzi w stwierdzeniu "gusta są różne".

    Co najbardziej podobało mi się w Wszystkie nasze klęski? Zdecydowanie bohaterowie. Dlatego żałuję, że nie ma kolejnych części, bo o nich czytałoby mi się dobrze nawet gdyby temat Turnieju został definitywnie zakończony. Każda z postaci ma bardzo mocny charakter, ukształtowany przez lata życia w cieniu magicznego Turnieju. Ktoś był wychowywany na mordercę, ktoś na bohatera, a ktoś na ofiarę, której nie opłaca się kochać przez całe jego dzieciństwo, skoro za kilka lat i tak poniesie klęskę i umrze. W drugiej części opowiedziane zostało wiele historii rodzinnych i dokładniej poznajemy uczestników od tych lepszych stron. 

Amanda Foody Christine Lynn Herman Wszystkie nasze klęski Villians

    W obydwu częściach w bohaterach walczą ich jasne i ciemne strony. Z jednej strony każde z nich przyszło, aby wygrać. A wygrać można tylko zabijając pozostałych w skomplikowanej, magicznej grze, i przejmując kontrolę nad całą wysoką magią - nagrodą. Były jednak momenty, kiedy ich maski zimnych łotrów opadały, chwile słabości, kiedy zmuszeni byli poprosić o pomoc albo też sami jej udzielić. Największym plusem tych momentów było to, że za każdym razem rozumiałam motywacje bohaterów. Dokładnie było wyjaśnione - lub też wcześniejsze wydarzenia i opowieści tak zbudowały charakter postaci, że kolejna zdrada albo dobry uczynek był jak najbardziej możliwy i wpasowywał się w ich osobowość. Żadna z przemian nie była gwałtowna ani nierealna, ale podyktowana konkretnymi wydarzeniami czy kalkulacjami na przeżycie.

    Pomysł na Turniej przypominał mi trochę planszówkę, ze zajmowaniem swojego miejsca wypadowego i gromadzeniem magicznych artefaktów. Momentami robiło się to zbyt przekombinowane, i w pewnym momencie wydawało mi się, że ta wędrówka od punktu do punktu w niezakłócony sposób będzie się ciągła do końca książki. Ale nic bardziej mylnego. Mistrzowie mieszają, ich rodziny mieszają, obserwatorzy Turnieju mieszają. Nie wszystkim podoba się pomysł zniszczenia klątwy, powstają więc nowe zagrożenia i zaskakujące pomysły na to jak je pokonać.

Amanda Foody Christine Lynn Herman Wszystkie nasze klęski Villians

    Zakończenie z co wrażliwszych czytelników wyciśnie łzy. Obiecuję, w tej książce nic nie jest cukierkowe. Pomijając obecność magii i Turnieju, każda podjęta decyzja i działanie są napisane z ogromną dbałością o realizm. Być może to mnie tak w tej książce urzekło. Może po prostu dogadałabym się z tymi bohaterami, bo potrafiłam wczuć się w ich historie i poczuć to co czuli oni: rozczarowanie najbliższymi, wściekłość na nich, nadzieję na to, że przyszłość nie musi wyglądać tak, jak zaplanowano kilkaset lat temu, żal za tym, co już się wydarzyło i czego odwołać nie można było.

    Wszystkie nasze klęski to książka, bo której miałam wielkiego książkowego kaca. I jego echo wraca, kiedy teraz piszę tę recenzję. Bardzo, bardzo chętnie wróciłabym do tego uniwersum, z tymi bohaterami. Wam mogę tylko gorąco polecić przekonanie się na własnej skórze, czy wam też tak idealnie wpasuje się w gusta czytelnicze.



środa, 27 września 2023

[173] Greta Kelly - Lodowa korona


 

Greta Kelly Lodowa korona

"Lodowa korona" - Greta Kelly

Wydawnictwo Rebis, 2023 rok

przeczytane: 09/2023

 10/10*

    Historii o walecznych księżniczkach naczytałam się już mnóstwo, poznałam więc już cały przekrój charakterów. Były dojrzałe i dziecinne, twardo stąpające po ziemi i bujające w obłokach, były odważne i oddające własny los w ręce innych. Było też, niestety, bardzo wiele księżniczek w typie Mary Sue - "naj" we wszystkim co tylko autorom przyszło do głowy, oczywiście bez żadnego potwierdzenia w czynach. Jaka okazała się Askia? Czy ona też była najpiękniejsza, najbardziej pożądana, najlepiej władająca magią i mieczem, wzbudzająca we wszystkich szacunek i strach? Całe szczęście - nie.

    Askia nie całe życie była księżniczką. Król, jej dziadek, wyrzekł się swojej córki, kiedy ta wyszła za mąż z miłości, wbrew jego woli. Młoda Askia spędziła więc pierwsze lata swojego życia z dala od dworu, polityki i niebezpieczeństw związanych ze swoim królewskim pochodzeniu. Nie oznaczało to jednak, że jej życie było sielanką. Jako młoda dziewczyna doświadczyła ogromnego cierpienia - zarówno fizycznego jak i psychicznego. Kiedy po latach jest już dziedziczką tronu Seraveszu, ciągle ma żywo w pamięci dawne wydarzenia i tych którzy jej zadali to cierpienie. Wyrusza na dwór potężnego władcy imperium Visziru, aby prosić o wsparcie militarne, i tam trafia w sam środek wewnętrznych sporów o wpływy członków rodziny królewskiej. 

Greta Kelly Lodowa korona

    Co najbardziej podobało mi się w książce? Zdecydowanie Askia. To, jak opanowana i zdeterminowana była. Na obcy dwór pojechała w konkretnym celu i nie pozwalała, by coś lub ktoś ją rozpraszało. Fakt, działała zupełnie po omacku, o polityce i kulturze Visziru nie wiedziała praktycznie nic i czasami irytował mnie jej upór, by się nie przystosowywać. Ale koniec końców zawsze podejmowała słuszną decyzję, ustępowała albo wychodziła z nowa propozycją, która każda ze stron mogła zaakceptować.

    Podobali mi się również pozostali bohaterowie. Zwłaszcza książę i królowa byli bardzo charakterystyczni. Wyróżniali się swoimi cechami i postępowaniem. Książę nie był kolejną kalką przystojnego młodzieńca zakochanego w głównej bohaterce. Sporo było w nim z dziecka, które dopiero wkracza w wiek dorosły i pobyt Askii na dworze traktuje jako okazję, by samemu też zaznaczyć swoją obecność. Jednocześnie rozczula i irytuje, bo nie potrafi w odpowiednim momencie przystopować i czasami więcej z niego szkody niż pożytku. Królowa za to pokazała, że każdą sytuację można obrócić na własną korzyść i że prawdziwie mocna osobowość pokona nawet mury haremu. Relacje tej rodziny bardzo mi się podobały, bo nie były takie oczywiste i jasne dla każdego z zewnątrz.

Greta Kelly Lodowa korona

    W książce najważniejsza jednak jest fabuła i pomysł na nią. Jak ona wypadła w Lodowej koronie? Zdecydowanie bardzo dobrze. Może nie świetnie, bo jednak mogło być w niej trochę więcej emocjonującej akcji czy walk, ale i tak było dobrze. "Lodowa korona" jest pierwszym tomem, więc bardziej sprawiedliwsze byłoby ocenienie całości historii, tym bardziej że zakończenie zwiastuje zmianę scenerii i prawdopodobnie podjęcie kolejnych, zakrojonych na większa skalę działań bohaterów. Lodowa korona to w większości spokojna akcja. Często czytaniu towarzyszy uczucie zamykającej się pułapki, kiedy to oczekiwania kolejnych osób, zwyczaje i możliwości wymuszają konkretne zachowanie. Askia jednak świetnie się dostosowuje do nowych warunków i zamiast ślepo podążać według raz wyznaczonego planu, zmienia go, mając jednak przed oczami jeden najważniejszy cel. Podobało mi się, jaką intrygę zbudowała autorka, jak sprawiła, że transakcja pomiędzy Askią i imperatorem stała się jedyną słuszną. Jak obie strony w niej zyskiwały i jednocześnie traciły. To było takie prawdziwe.

    Lodowa korona ma świetnie wykreowany świat ze swoją własną magią i wierzeniami. Trochę słabiej wyszło przedstawienie tworzących je krajów, ich historii i zależności, a to w sumie było punktem wyjścia całej historii. Bo mimo że te informacje były, to nie do końca pojęłam jaki - i właściwie dlaczego - problem ma Seravesz. I dlaczego reszcie świata już dawno temu nie włączyła się czerwona lampka. Ten minus jednak nie rzuca się tak bardzo w oczy podczas czytania. Bo książka ma tak świetny klimat, tak surową fantastyką jest od samego początku, że nie da się jej nie pochłonąć. Bo pomimo całej tej dworskiej otoczki i matrymonialnych podchodów nie da się tej historii odmówić powagi i dorosłości, czego zawsze brakuje mi w typowo młodzieżowej fantastyce. Ja w tej historii przepadłam już od pierwszych rozdziałów i zdecydowanie będę ją polecać. Czekam też na kontynuację, ponieważ zakończenie nastąpiła w najbardziej emocjonującym momencie. 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 24 września 2023

[172] Erin A. Craig - Dom soli i łez

 

Erin A. Craig Dom soli i łez

"Dom soli i łez" - Erin A. Craig

Wydawnictwo Feeria Stories, 2019 rok

przeczytane: 09/2023

 10/10*

 

    Wyobraźcie sobie wielki dom na smaganej wiatrem wyspie, ciemne, puste pokoje pełne rzeczy osobistych zmarłych dziewcząt, ogromne portrety rodzinne i osiem sióstr, które na przekór klątwie, chcą żyć dalej. Dom soli i łez to lektura, której długo nie zapomnicie.


    Rodzina Annaleigh przechodzi z jednej żałoby w drugą, kiedy umierają kolejne siostry. Nieszczęśliwe wypadki? Morderstwa? A może klątwa? Pozostałe przy życiu siostry buntują się przeciwko ciągłemu smutkowi i pragną wreszcie zaznać zabawy. Ale okazuje się, że wszyscy mówią tylko o klątwie i żaden młody kawaler nie chce się do nich zbliżyć. Annaleigh opowiada siostrom historię o magicznych drzwiach, które mogłyby zabrać je wszędzie, gdzie tylko zapragną. Na przykład na bal maskowy, gdzie nikt nie słyszał o ich rodzinie i gdzie nie są powtarzane plotki o klątwie. 

Erin A. Craig Dom soli i łez


    Od pierwszego rozdziału czytaniu towarzyszy dreszcz grozy. Upiorne wydarzenia i twarde piękno wyspy zamieniają opowieść w baśń, gdzie na każdym kroku spodziewa się jakiegoś potwora. Dom soli i łez to fantastyka, ale z rodzaju tych, w których magii nie spotyka się na każdym kroku. Nie ma tu magicznych mocy, a tylko bogowie, do których się modli i którzy czasem odwiedzają ziemię. Fabuła jest niesamowicie poplątana i początek zupełnie nie zapowiada tego, w jakim kierunku się potoczy. Z czasem robi się coraz dziwniej i coraz bardziej tajemniczo. Pojawia się więcej sekretów i niejasnych sytuacji, aż w końcu razem z główną bohaterką zaczyna się zastanawiać, czy to wszystko nie iluzja. Na szczęście tekst łatwo się śledzi i nie grozi nam pogubienie się w wątkach.

Erin A. Craig Dom soli i łez


    Największą zaletą tej książki jest jej niepowtarzalny klimat. Pięknie zostały napisane relacje między siostrami. To wyjątkowe bohaterki, inne niż większość znanych z powieści fantasy. Są bardzo zżyte, nie wywyższają się, nie mają żadnych wyjątkowych cech. Od początku do końca są zwyczajnymi młodymi dziewczynami, a biorą udział w tak niezwykłych wydarzeniach. Mam wrażenie, że w tej historii więcej jest wątków horroru niż fantastyki. Przy niej naprawdę można poczuć gęsią skórką - zwłaszcza przy scenie, kiedy dziewczęta tańczą we śnie.


    Gorąco polecam Dom soli i łez, przede wszystkim każdemu fanowi historii z dreszczykiem. Mimo że to fantastyka, cech tego gatunku nie ma tu dużo i to nie one wysuwają się na pierwszy plan. Ta książka to mój zdecydowany faworyt w tym miesiącu, i pewnie w podsumowaniu roku też jeszcze o niej wspomnę. Bo na pewno do tego czasu o niej nie zapomnę. Polecam.

poniedziałek, 11 września 2023

[166] Laura Sebastian - Pani dymu (Trylogia Księżniczki Popiołu, tom 2)

Laura Sebastian Pani dymu

"Pani dymu" - Laura Sebastian

Wydawnictwo Zysk i S-ka., 2019 rok

przeczytane: 08/2023

 6/10*

 

    Dla przypomnienia przeczytałam sobie recenzję pierwszego tomu (tutaj), który bardzo mi się podobał. Księżniczkę popiołu czytałam już dość dawno temu i niestety, ta przerwa była za długo. Nie potrafiłam tak gładko wejść w świat Theodosii, bo wielu rzeczy już nie pamiętałam. Zwłaszcza kwestii związanych z magią, która - jak to w fantastyce - odgrywa ogromną rolę. Trochę łatwiej było z bohaterami, bo wielu z nich poznajemy dopiero teraz, inni za to odegrali tak kluczowe role, że udało mi się ich na długo zapamiętać.

    W recenzji pierwszego tomu zachwycałam się główną bohaterką. Jej dojrzałością i zdolnością myślenia jak prawdziwa przywódczyni, dbania o ludzi, których los zależał od niej. Nie mam pojęcia, czy to mój gust się tak zmienił, czy Panią dymu dosięgła klątwa drugiego tomu, bo ta Theodosia zupełnie nie przypomina tej, o której pisałam wcześniej. Jaka małolata z niej wychodziła, to głowa mała. Co prawda cały czas grała swoją rolę królowej walczącej o kraj, ale zdecydowanie nie wychodziło jej to dobrze. Zachowywała się jak dziecko niemające o niczym pojęcia, ale niezdolne do przyjęcia rad od innych. Ewentualnie - od innych dzieci. To jest chyba teraz dla mnie największy minus w młodzieżowym fantasy - nikt nie widzi, że niedoświadczone dzieciaki nie budzą się nagle z umiejętnościami i doświadczeniem by zostać przywódcami. Zabrakło mi kolejnego etapu dojrzewania Theo do roli królowej. Może za szybko w nią weszła, może próbowała dążyć do wyidealizowanego obrazu matki królowej? To wszystko byłoby zrozumiałe. Ale reakcja reszty świata na jej "rządy" już nie. 

Laura Sebastian Pani dymu

    Niestety, ale Panią dymu cechuje ogromny brak realizmu. Ogromna szkoda. Bo fabuła jest na równi ciekawa i trzymająca w napięciu jak w pierwszym tomie, i naprawdę jestem bardzo ciekawa jak ta historia się zakończy. Ale czytając tę książkę ciągle miałam wrażenie, że czytam coś nie dla mnie przeznaczonego, jakby ilość przeczytanych książek fantasy i historycznych nie potrafiła pozwolić mi na zignorowanie tak jaskrawych przykładów braku realizmu.

    Akcja w drugim tomie kręci się wokół szukania sojuszników dla Theodosii. W dziwny sposób to robiono, ale właściwie można zaakceptować taką ścieżkę. Gdyby tylko trwało to moment, a nie rozwlekło się w serię pogaduszek, herbatek i idiotycznych przebieranek ciągnących się przez większość książki. To chyba na tle tych wydarzeń postać Theodosii wypadła tak kiepsko, bo pokazała, że w gruncie rzeczy jest nastolatką, która chce się bawić i być adorowana. Jej próby przekonania do siebie sojuszników - również swoich rodaków - były tak słabe, że aż żałosne. W pierwszym tomie intrygi były na zdecydowanie dużo wyższym poziomie. Tu - niedojrzałe jak w bajce.

Laura Sebastian Pani dymu

    Stworzona historia i świat ze swoją magią dalej mi się bardzo podobają. To był naprawdę rewelacyjny pomysł, który przykuwa uwagę i budzi ciekawość. Chce się czytać dalej byle poznać zakończenie. A to było bardzo satysfakcjonujące. Kiedy Theodosia wreszcie skończyła z proszonymi herbatkami, akcja ruszyła z kopyta. Dalej było mocno naiwnie, ale wreszcie pojawiły się zaskoczenia, ciekawe pomysły i kolejne tajemnice.

    Sama nie wiem jak mam ocenić tę książkę. Z jednej strony historia jest rewelacyjna i jako całość, tom pierwszy i drugi, jest wciągająca i zaskakująca. Jednak ten kompletny brak poszanowania dla realizmu, nagłe zdziecinnienie tak świetnie zapowiadającej się bohaterki, i zupełnie nie pasujące do sytuacji wydarzenia spowalniające akcję, psują radość z czytania. Trylogię na pewno dokończę, ale nie mogę jej polecić z tak czystym sercem jak w przypadku tomu pierwszego. Tu się mocno popsuło, jakby średnia wieku czytelnika obniżyła się o 5 lat. Kto by tam zwracał uwagę na to, że Theo dostała pełną szafę sukien wysadzanych klejnotami (rozdawanymi przez nią na prawo i lewo) od skąpca, który tak chciał na niej zarobić, że kazał płacić jej adoratorom za każdy dzień pobytu na swoim zamku? Że w całym zamku nie znalazł się nikt na tyle kompetentny by powstrzymać grupę dzieciaków przed szwendaniem się gdzie im się podoba, a gdzie zdecydowanie nie powinni się znaleźć? Że dorośli władcy, z całego kontynentu, opuścili swoje kraje by starać się o rękę królowej żebraczki, wyjechali na nie wiadomo jak długo, pozostawiając swoje kraje - we właściwie czyich rękach? - na pastwę najeźdźcy, który mógłby skorzystać z okazji. No i przede wszystkim - tyle królewskich głów w jednym miejscu? Gdzie tu jakieś środki ostrożności, skoro, jak już wspomniałam, grupka dzieciaków potrafi wykiwać każdego strażnika?

 

Laura Sebastian Pani dymu

    Jeśli lubicie romans fantasy - czytajcie. Dostaniecie ciekawie poprowadzony wątek romantyczny plus wciągającą fabułę. Trzeba jednak mieć na uwadze, że to książka adresowana do młodszego czytelnika, wiele więc w niej niedociągnięć typowych dla literatury młodzieżowej. 

wtorek, 5 września 2023

[163] Tasha Suri - Jaśminowy tron (Burning Kingdoms, t.1)

 

Tasha Suri Jaśminowy tron Burnig Kingdoms

"Jaśminowy tron" (Burning Kingdoms, t.1) - Tasha Suri

Wydawnictwo Fabryka Słów, 2023

przeczytane: 07/2023

 3/10*

 

    Jaśminowy tron skusił mnie pochlebnymi opiniami. Z ciekawości sięgnęłam po tę fantastykę autorstwa Tashy Suri, spodziewając się tu elementów bogatej, wschodniej kultury, być może czegoś podobnego do trylogii Dewabad. Miałam nadzieję, że dam się porwać i oczarować tej historii. Niestety, moje oczekiwania były chyba zbyt wielkie.

    Prija jest służącą w domu regenta. Należy do ludu podbitej Ahiranji, przez co nigdy nie może liczyć na prawdziwą wolność i swobodę. Dziewczyna skrywa wielki sekret dotyczący jej dzieciństwa i pochodzenia. Musi go ukrywać nawet przed najbliższą przyjaciółką, jeśli nie chce narazić się na niebezpieczeństwo. Kiedyś Prija była wyjątkowa, pełna dumy z tego kim jest, czekała ją wspaniała przyszłość. Spotkała ją jednak wielka tragedia, która zburzyła cały jej świat.

Tasha Suri Jaśminowy tron Burnig Kingdoms

    Drugą bohaterką jest Malini, cesarska siostra. Dziewczyna zostaje ukarana przez brata i uwięziona w dawnej świątyni Hiranie. To tam jej ścieżki spotykają się ze ścieżkami Priji. Dziewczyny z czasem przywiązują się do siebie i zawierają kruchy sojusz. Każda z nich walczy o coś innego i swoją sprawę stawia na pierwszym miejscu. Nawet jeśli miałoby to skrzywdzić nową przyjaciółkę.

    Ciężko było mi się odnaleźć w świecie Jaśminowego tronu. Od pierwszego rozdziału jesteśmy wrzuceni w miejsce, gdzie wszystko jest nowe - polityka, religia, roślinność. Jest też nie do końca jasna magia oraz mnóstwo tajemnic głównych bohaterek, które bardzo powoli są zdradzane. Dużo więc czasu minęło zanim mogłam zacząć delektować się lekturą, nie irytując się, że znowu nie wiem co się dzieje i dlaczego. Bohaterowie ciągle wspominali jakieś wydarzenia czy osoby, ale ja dostawałam tylko szczątkowe informacje. Być może również i to zaważyło na tym, że nie udało mi się w książkę wciągnąć

 

Tasha Suri Jaśminowy tron Burnig Kingdoms

    Jaśminowy tron to dość obszerna pozycja, co w moim przypadku okazało się minusem. Mam wrażenie, że przez większość czasu jednak się z nią męczyłam i już tylko sprawdzałam ile zostało do końca. Nie znalazłam w książce magicznej atmosfery i kultury, która stanowiłaby przyjemne tło akcji. Wręcz przeciwnie, świat stworzony wydał mi się bardzo nieprzyjemnym miejscem. Niebezpiecznym, nudnym, ciasnym i nie dającym nadziei, że w innym zakątku jest lepiej.

    Bohaterowie, mimo że zróżnicowani, poza Priją również nie zdobyli mojej sympatii. Prija była honorową, odważną dziewczyną, co było mocno widoczne w jej działaniu. Była to postać, której mogłam kibicować. Za to Malini to jej całkowite przeciwieństwo. Im lepiej ją poznawałam, tym bardziej jej nie lubiłam. Była fałszywa, pełna ambicji i dumy, w gruncie rzeczy myślała tylko o sobie. I o ile takie egoistyczne postaci właściwie lubię, o tyle ta napisana była w tak odpychający sposób, że w końcu zaczęłam życzyć jej porażki.

    Do końca książki dobrnęłam. Fabuła była skomplikowana, ale dla mnie była ona mdła i pozbawiona uroku prawdziwej fantastyki. Nie polubiłam wizji tego świata i magii, nie zżyłam się z bohaterami. Nie czuję się też zaintrygowana dalszym rozwojem wydarzeń. Może i technicznie książka była dobra, napisana poprawnie, ale zabrakło jej głębi i po prostu uroku. Uważam więc, że była to słaba pozycja i mnie nie przekonała do siebie. Nie mogę więc jej też polecić.

poniedziałek, 4 września 2023

[162] Nicholas Eames - Królowie Wyldu

Nichols Eames Królowie Wyldu

"Królowie Wyldu" - Nicholas Eames

Wydawnictwo Rebis, 2018

przeczytane: 07/2023

 8/10*


    Ta książka, to prawdziwy worek cudowności. Autor tak zaszalał z ilością pobocznych bohaterów i zupełnie nowych magicznych istot, że nie wiem jak sam się w tym nie pogubił. Zastanawiałam się nawet czy ktoś tam przypadkiem nie zginął dwa razy (oprócz jednej postaci, ale to było zamierzone) tylko dlatego, że doszło do pomyłki w tym tłoku.


    Królów Wyldu na tle innych książek fantastycznych wyróżniają bohaterowie. To grupa emerytowanych najemników, którzy dwadzieścia lat wcześniej tworzyli grupę Sagę i byli kimś w rodzaju wiedźminów - dla pieniędzy lub dla sławy zabijali magiczne stwory z przeklętego lasu Wyld. Byli w swoim fachu świetni i stali się legendą. Ale w pewnym momencie stwierdzili, że już dość, i każdy z nich poszedł w swoją stronę.

Nichols Eames Królowie Wyldu

    Jednoczy ich powtórnie ich dawny lider, Złoty Gabriel. Jego córka Rose, która poszła w jego ślady i też  została najemniczką, utknęła w oblężonym przez hordę magicznych potworów mieście po drugiej stronie Wyldu. Zdesperowany ojciec wyrusza po pomoc starych przyjaciół, by wraz z nimi dokonać niemożliwego - nie po raz pierwszy.

    Na początku ciężko było mi się wczytać w historię. Gubiłam się w ilości informacji, dużo tam było wspomnień i wzmianek o osobach i miejscach, które jeszcze nie dały się poznać. Humor też potrafił być bardziej żenujący niż zabawny, i to trochę mnie rozczarowało. Przestałam oczekiwać od książki, że mnie zachwyci. Ale im dłużej czytałam o grupie "staruszków", dokonujących kolejnych niezwykłych osiągnięć w imię przyjaźni, tym bardziej się wciągałam.

Jacy to byli cudowni bohaterowie. Wyraziści, każdy różny, z mocno zaznaczonym charakterem i historią, którą wpływała na ich obecne zachowanie. Strasznie szkoda, że nie będzie drugiej części o ich przygodach - w drugim tomie bohaterowie są inni. 

Nichols Eames Królowie Wyldu

    Co do świata przedstawionego, również nie mam się do czego przyczepić. Może tylko odrobinę do tego chaosu na początku, przez który można się pogubić. Jednak wraz z rozwojem akcji coraz więcej się wyjaśnia, coraz więcej wiadomo a i świat robi się coraz bardziej skomplikowany. Wyld i jego mieszkańcy dodają mu odrobinę baśniowości, ale raczej z tych najstarszych wersji baśni, gdzie krew lała się strumieniami.

    Królowie Wyldu to książka o bohaterach, którym musi się udać. Nie mogło więc zabraknąć nagłych zwrotów akcji, kiedy to następuje jakieś niesamowite wydarzenie, raczej mało prawdopodobne, i bohaterowie zostają ocaleni. Ale tak polubiłam Sagę, że cieszyło mnie każde ich zwycięstwo. Polecam książkę gorąco. To skomplikowana fabuła pełna ciekawostek, niesamowicie wykreowani bohaterowie i humor, który po pierwszych rozdziałach albo się wyrobił, albo do którego po prostu się przywyka i ten staje się bardzo strawny. To był świetnie spędzony czas na lekturze i bez oporów daję książce 8/10 gwiazdek.

czwartek, 31 sierpnia 2023

[161] T. Kingfisher - Pokrzywa i kość

 

T. Kingfisher Pokrzywa i kość

"Pokrzywa i kość" - T. Kingfisher

Wydawnictwo Sine Qua Non, 2023

przeczytane: 07/2023

 3/10*

     Pokrzywa i kość to fantastyka, w której nikt nie jest idealny. I dzięki Bogu, bo na takie bohaterki mam potworną alergię. Właściwie to chyba wszystkim przeszkadzają te chodzące ideały, od których nie można oderwać oczu, które mimo młodziutkiego wieku posiadają mnóstwo umiejętności, szkolenie których normalnie zajmuje wieki, a w loterii genetycznej otrzymały same bonusy. Na szczęście Marra zupełnie taka nie jest.

    Jako trzecia córka pary królewskiej z konieczności zawsze jest w cieniu sióstr. Nie tak ładna jak one, ciągle jeszcze niewiele wiedząca o świecie, po śmierci najstarszej siostry i ślubie starszej, Kali, zostaje odesłana do klasztoru. Przez kaprys szwagra zostaje odsunięta od tronu najdalej jak się da, ale wbrew temu, co czytelnik mógłby oczekiwać, wcale się nie buntuje. 

T. Kingfisher Pokrzywa i kość

    Marry nie obchodzi władza, własne królestwo, zamieszkujący ją ludzie. Jakby dość miała życia w pałacu i nie chciała tam wracać. Jakby to, że za młoda była, by zetknąć się z prawdziwym życiem i zadaniami rodziny królewskiej przed opuszczeniem zamku sprawiło, że nigdy nie poczuła się odpowiedzialna za kraj i poddanych. Dziwna z niej była księżniczka. Chciała nauczyć się haftowania i żyć w spokoju. Dopiero krzywda, która dotknęła jej siostrę, wzruszyła jej spokojnym i poukładanym nowym życiem w klasztorze, i zmotywowała do działania.

    Marra rusza w drogę, na końcu której ma być ratunek dla Kali. Gromadzi sojuszników, wykonuje zadania, dzięki którym może iść dalej. Żyje w trochę baśniowym świecie, gdzie magii jest całe mnóstwo. Wreszcie zaczyna żyć. W książce jest kilka bardzo oryginalnych motywów, takich jak matki chrzestne i ich błogosławieństwa, transakcje na goblinim targowisku czy kościany pies. To sprawia, że historia ma szansę się wyróżnić i dłużej zostać w pamięci.

 

T. Kingfisher Pokrzywa i kość

    Pokrzywę i kość umieściłabym bliżej baśni niż powieści fantastycznej. To bardzo lekka lektura, która w pewnym momencie zaczyna się jednak dłużyć i kiedy w końcu zdajemy sobie sprawę, że bardziej emocjonującą już nie będzie, zaczyna męczyć. Ale mnie tak wiele w niej brakowało. Nie było tam tego, za co uwielbiam fantastykę: porządnie opisanego stworzonego świata, polityki, problemów dziedziczenia, intryg dworskich, zdrad i manipulacji, wyrazistych postaci, zaskoczeń, strachu, niepokoju, nadziei, smutku i radości. Marra w gruncie rzeczy była bardzo nudną bohaterką i niestety, nikt inny mi tej nudy nie wynagrodził. Poza jednym czarnym charakterem reszta postaci była do aż do bólu dobra. I nijaka. W baśni - w porządku. Ale nie w dobrej fantastyce. Niezrozumiałe było dla mnie to, że przez kilkanaście lat królestwo Marry i jej rodzice żyją w zawieszeniu - nie mają absolutnie żadnych planów na wypadek własnej śmierci. Nie wiadomo kto będzie władał królestwem, nie wiadomo co z Marrą. Przez ten czas w Królestwie Portowym nie dzieje się absolutnie nic. Potraficie sobie coś takiego wyobrazić? Żadnych sojuszy, zatargów, o wojnach nie mówiąc? Zero władania, mimo że książka jest o rodzinach królewskich.

    Autorka skupiła się na drodze, którą Marra musi pokonać, by uratować siostrę. Na baśniowych postaciach i zadaniach, które wydają się niemożliwe do wykonania, a jednak bohaterom udaje się pokonać wszystkie trudności. Stworzyła klimat, ale całość wyszła trochę byle jak. Autorka popełniła mnóstwo błędów zapominając o logice i prawdopodobieństwie, które nawet w fantastyce ma swoje miejsce. Po prostu stwarza się nowe zasady, a nie całkiem je pomija. Tutaj bardzo wiele treści brakowało.

    Mimo więc, że w zasadzie książkę czytało się bezproblemowo, drugi raz bym po nią nie sięgnęła. Mam wrażenie, że trochę straciłam na nią czas. Jako bajka, Pokrzywa i kość jest w porządku. Ale jako powieść fantastyczna - leży i kwiczy. Jest niedopracowana, napisana jakby pospiesznie i jedynie szczątkowo przedstawia stworzony świat. Bohaterowie są nijacy i nie wyróżniają się. Ani się ich lubi ani nie lubi. Pewnie zapomnę książkę szybciej niż przeczytałam, bo niestety, po pierwszych kilku rozdziałach, które bardzo mi się podobały przez te oryginalne wstawki, poczułam się rozczarowana jej miałkością.

wtorek, 29 sierpnia 2023

[159] Kevin Hearne - Raz wiedźmie śmierć (Kroniki Żelaznego Druida, t.2)

 

Kevin Hearne Raz wiedźmie śmierc Kroniki Żelaznego Druida

"Raz wiedźmie śmierć" (Kroniki Żelaznego Druida, t.2) - Kevin Hearne

Wydawnictwo Rebis, 2011

przeczytane: 07/2023

 8/10*


    Bardzo lubię drugie tomy. Znam już bohaterów i miejsce akcji, znam wydarzenia z poprzedniego tomu - dzięki temu czuję się wtajemniczona a książka jest bardziej swojska. Czytam o kimś, kogo już wiem - lubić czy nie lubić. Początek serii to też czas, kiedy nie zdążyłam się jeszcze historią znudzić a autorowi nie wyczerpały się jeszcze pomysły. Dokładnie tak było w przypadku Raz wiedźmie śmierć, która jest drugim tomem Kronik żelaznego druida.


    Atticus dopiero co starł się ze swoim starym wrogiem i wiele zapłacił za wygraną, kiedy staje przed nim nowe niebezpieczeństwo. Tylko dzięki swojej ogromnej paranoi na punkcie bezpieczeństwa udaje mu się nie zginąć w wyniku niespodziewanego ataku magicznego. Ale nowy wróg nie podda się po jednej nieudanej próbie. Atticus zawiera więc przymierze ze swoimi starymi znajomymi - polskimi wiedźmami. Zaciąga też kolejne długi wdzięczności, które nie tak łatwo będzie spłacić. 

Kevin Hearne Raz wiedźmie śmierc Kroniki Żelaznego Druida

    Druid Atticus to bohater, który jak magnes działa na problemy. I chyba w ten sam sposób przyciąga sympatię - nie tylko innych bohaterów, ale przede wszystkim czytelnika. Jego nie da się nie lubić. Jest dobry, zabawny i inteligentny. I absolutnie nie ma w nim przesady ani nadmiernej idealizacji. Jego kolejne przygody są w równym stopniu zabawne co ekscytujące. W akcji nie ma ani chwili przerwy, cały czas coś się dzieje. 

Kevin Hearne Raz wiedźmie śmierc Kroniki Żelaznego Druida

    Tempo akcji oraz sama fabuła bardzo mocno przypomina mi serie o Anicie Blake czy Mercedes Thompson. Główny bohater czy bohaterka są obdarzeni jakimś rodzajem magicznych mocy i starają się prowadzić zwyczajne, ludzkie życie, utrzymując jednocześnie przyjacielskie kontakty z różnymi rodzajami istot magicznych. Zazwyczaj przypadek sprawia, że wpadają w tarapaty i potrzebują pomocy innych. Później muszą się im odwdzięczyć w ich problemach, albo też pozbycie się jednego kłopotu automatycznie generuje kolejny. I tak się to kręci, przez kolejne tomy. Serie o Anicie i Mercedes porzuciłam po kilku tomach, bo już miałam przesyt, i podejrzewam, że w przypadku Żelaznego Druida w końcu będzie tak samo.

    Jeśli lubicie długie serie magicznych przygodówek, to jak najbardziej polecam. Przy Kronikach Żelaznego Druida nie będziecie się nudzić, a i niejeden raz się szczerze zaśmiejecie. 


sobota, 19 sierpnia 2023

[155] Amanda Foody, Christine Lynn Herman - Wszyscy jesteśmy łotrami (Villians, t.1)

 

Amanda Foody Christine Lynn Herman Wszyscy jesteśmy łotrami

"Wszyscy jesteśmy łotrami" (Villians, t.1) - Amanda Foody, Christine Lynn Herman

Wydawnictwo Young, 2023

przeczytane: 07/2023

 10/10*

    Drżeliście o Katniss podczas Igrzysk Śmierci? Kibicowaliście Harremu w Turnieju Trójmagicznym? Lubicie czytać o intrygach, zdradach i samotnym mierzeniu się z przeznaczeniem? Jeśli tak, to Wszyscy jesteśmy łotrami jest idealną książką dla was.

    Wysoka magia się skończyła, wszystkie jej źródła zostały dawno temu wyczerpane. Tylko w Ilvernath pozostał jej zapas, przez wieki strzeżony przez siedem rodzin i pradawną klątwę. W świecie, gdzie ze zwyczajnej, niskiej magii tworzy się pomocne w codziennym życiu zaklęcia, od wieków istnieje Turniej. Jest to klątwa rzucona przez siedem rodzin, która zmusza by co 20 lat spośród nich wybierać siedmiu przedstawicieli: mistrzów, mających walczyć między sobą na śmierć i życie o wysoką magię. Tylko jeden mistrz przeżywa. Tylko jedna rodzina dostaje dostęp do wysokiej magii na kolejne dwadzieścia lat.

Amanda Foody Christine Lynn Herman Wszyscy jesteśmy łotrami

    Akcja książki rozpoczyna się na kilka tygodni przed Turniejem. Poznajemy kolejnych mistrzów i obserwujemy ich przygotowania do Turnieju. To jeszcze dzieci, które szykują się na to, że pozabijają swoich przyjaciół, inne dzieci z miasteczka, z którymi dorastali. Ta część może nużyć, bo akcja jest wolniejsza, mnie się jednak podobało to dokładne przedstawienie bohaterów. Jeszcze zanim zaczął się Turniej ja już znałam jego uczestników i wiedziałam, czego się mogę po nich spodziewać. A przynajmniej tak mi się wydawało.

    Od momentu rozpoczęcia Turnieju, akcja pędzi jak szalona. Zawierane są sojusze, podejmowane jest ryzyko i próby dokonania czegoś niezwykłego, pojawiają się kolejne niuanse dotyczące klątwy Turnieju. A później Mistrzowie zaczynają się zdradzać. Nikomu nie jest łatwo ufać, dlatego kiedy tylko do głosu dochodzą wątpliwości, strony są zmieniane i walka rozpoczyna się na nowo. To nie jest zabawa a potworna gra, w której stawką jest życie. To ogromne obciążenie psychiczne dla wszystkich uczestników, i genialnie da się to wyczytać z książki. Mistrzowie byli szykowani do tej roli całe swoje życie. W ich umysły zostało zaszczepione wiele postaw i wartości, z którymi teraz ciężko sobie poradzić. Zwłaszcza, kiedy pojawia się odrobina nadziei, jest to dla nich nie do zaakceptowania. Nie tego ich uczono, nie tego się spodziewali.

Amanda Foody Christine Lynn Herman Wszyscy jesteśmy łotrami

    Bardzo wiele emocji towarzyszyło mi podczas czytania tej książki. Było w niej mnóstwo smutku, niepokoju, rozczarowania ale też nadziei na szczęśliwe zakończenie. W tej książce nie mogło być happy endu, nie po takich wydarzeniach. Każdy kolejny rozdział to było zaskoczenie, bo zagadką było   jak na kolejne wydarzenia zareagują rozchwiani emocjonalnie bohaterowie. Wykończeni fizycznie, ale też psychicznie. Strachem, kolejnymi zdradami i zawiedzionymi nadziejami, obawami, że są oszukiwania i manipulowani. Może nie było tu bezpośredniej ingerencji z zewnątrz w Turniej jak w przypadku Igrzysk Śmierci, ale jednak komuś spoza niego udało się nieźle namieszać. Końcówka bardzo dużo wyjaśnia, ale nie wszystko. Po zakończeniu jest nadal wiele pytań i kwestii nierozwiązanych.

    Wszyscy jesteśmy łotrami to najlepsza książka, jaką przeczytałam w lipcu, i na pewno jedna z najlepszych roku 2023. Bardzo mocno wciągnęła mnie ta historia i pierwsza pędziłabym do kina na jej ekranizację. Gorąco polecam.

środa, 19 lipca 2023

[147] Travis Baldree - Legendy i latte

 

Travis Baldree Legendy i latte

  "Legendy i latte" - Travis Baldree

Wydawnictwo Insignis, 2023

przeczytane: 06/2023

7/10*

 Być może lato nie jest najlepszą porą na Legendy i latte, ale ja jakoś niespecjalnie trzymam się pór roku przy doborze książek. Tej książki wysłuchałam jako audiobooka pracując w palącym słońcu w ogrodzie, a i tak zamarzyła mi się aromatyczna, gorąca kawa i bułeczka cynamonowa.

    Legendy i latte to fantastyka, ale głównie ze względu na miejsce akcji i bohaterów. Ci przedstawiają barwną mieszankę istot magicznych. Ludzi tam jak na lekarstwo. Cała akcja kręci się wokół kawiarni. Główna bohaterka przybywa do miasta, które nie słyszało nigdy o kawie, i otwiera biznes, który od jakiegoś czasu był jej marzeniem. Kawiarnia powoli się rozkręca, zdobywa nowych klientów i wrogów. Cały czas akcja jest wolniutka i dość przewidywalna. Nie ma spektakularnego zakończenia czy nagłych zwrotów akcji. Gdyby chcieć jednym zdaniem podsumować książkę, jest ona po prostu o kawiarni. I tyle.

Travis Baldree Legendy i latte

 

    Klimat książki jest bardzo przyjemny. Jak w kawiarni, jest przytulnie. Sugestywne opisy zapachów i smaków sprawiają, że ślinka zaczyna cieknąć i nabiera się gwałtownej ochoty na pieczenie cynamonowych bułeczek, nawet w upalny dzień (gdyby nie zamknięte sklepy przysięgam, popędziłabym po składniki i zaczęła piec). Przy tej książce można odpocząć. Przez to, że to jednak fantastyka, można poczuć jakby czytało się baśń. Bo tak dobrze idzie bohaterom pokonywanie przeciwności losu i tak dobrze się wszystko kończy.

    Jeśli lubicie sięgnąć czasem po takie książki otulacze, gorąco polecam Legendy i latte. Nie nastawiajcie się jednak na skomplikowaną akcję, a raczej na długie opisy prostych scenek rozgrywających się w kawiarni. Przy tej książce można się uśmiechnąć i odprężyć. Dobrze też się tego słucha jako audiobooka, bo można w tym czasie zająć się czymś innym - na książce nie trzeba się mocno skupiać, żeby śledzić akcję. Podsumowując, polecam. Mnie się książka podobała.

wtorek, 18 lipca 2023

[146] Letycja Gall - Długa letnia noc

 

Letycja Gall Długa letnia noc

"Długa letnia noc" - Letycja Gall

Wydawnictwo Psychoskok, 2023

przeczytane: 04/2023

3/10*

    Długa letnia noc to opowieść o grupie zupełnie różnych osób, którzy wspólnie doświadczyli magicznego ale też traumatycznego przeżycia. To jedno wydarzenie sprzed lat oraz świadomość, że są jedynymi strażnikami tajemnicy i tylko ze sobą mogą o niej rozmawiać, łączy ich na zawsze. Mężowie dwóch bohaterek, będący poza grupą, nie chcą się pogodzić z ciągłymi tajemnicami i wspólnie postanawiają je odkryć.

    W książce są dwie osie czasowe. Mamy teraźniejszość, w której dwaj mężczyźni próbują poznać prawdę co do przeszłości swoich żon i po nitce do kłębka odkrywają coraz więcej szczegółów. Mamy też wątek będący retrospekcją, gdzie czytelnik z "pierwszej ręki" poznaje tajemnicę pewnego spotkania przypadkowej grupy ludzi i ich wspólnych doświadczeń. W książce występuje bardzo wielu bohaterów, trudno też wskazać tych najważniejszych. Być może Greta mogłaby być uznana za oś historii, ponieważ poświęcono jej trochę więcej uwagi, miejsca i czasu. A więc na początek - o Grecie.

Letycja Gall Długa letnia noc

    Gretę poznajemy powoli. Najpierw jest tylko twarzą na zdjęciu, później zyskuje imię i skąpe informacje. W pewnym momencie jednak akcja zaczyna się kręcić wokół niej  i historia jest przedstawiana z jej perspektywy. Ten fragment podobał mi się najbardziej. Mimo że akcja tu była bardzo spokojna, żadnych zwrotów czy wielkich odkryć, to jednak czytając o dziwnej przypadłości miałam dreszcze. Po prostu czułam to gorące, letnie powietrze z zapowiedzią gwałtownej burzy. Niesamowicie klimatyczny był to fragment, który idealnie oddał uczucie zagrożenia, oczekiwania, jakiegoś fatum, które czeka na Gretę i przed którym ta już się nie obroni. Mimo że w późniejszych scenach zagrożenie było realne, to jednak te fragmenty wywarły na mnie największe wrażenie.

    Na początku książki trudno się wciągnąć. Perspektywa dwóch mężczyzn nie podobała mi się, bo tych bohaterów nie dało się polubić. Byli nieprzyjemni i nudni, do końca książki zachowywali się bardzo nieautentycznie. Niestety, ale bohaterowie to chyba najsłabszy punkt tej książki. Może dlatego, że było ich aż tylu? Oprócz Grety wszyscy byli na tyle bezbarwni, że się mieszali, albo też strasznie sztuczni, zwłaszcza Kora - nieprawdziwa jak niebieskie wrzośce. W wielu scenach obecnych było za dużo osób i autorka rozstawiała ich jak pionki po planszy, opisując ich pozycje. To wprowadzało tylko chaos, a ja zaczynałam sobie życzyć, żeby ci zbędni, którzy tylko siedzą i nic nie wnoszą do historii, poszli sobie precz.

    Długa letnia noc to fantastyka luźno sięgająca do słowiańskich wierzeń. Wędrując rozległymi, polskimi lasami z dala od siedzib ludzkich, można zacząć wyobrażać sobie i czuć te same strachy co bohaterowie. Podobał mi się ten klimat i to jak łatwo obrazy pojawiały się w mojej głowie. Ta fantastyka zawierała dużo horroru i to było ogromnym plusem. Była wciągająca, ponieważ najpierw pojawiło się dużo pytań i tajemnic, czytałam więc aby jak najszybciej dowiedzieć się wszystkiego.

Letycja Gall Długa letnia noc

    Kiedy tajemnica letniej nocy zaczęła się wyjaśniać, poczułam rozczarowanie, ponieważ wiele ważnych zagadnień zostało przemilczanych i nie otrzymałam odpowiedzi na ważne pytania. Dlaczego? Jak działała magia w tej wersji świata? Dlaczego bohaterowie potrafili poprosić o ręczniki a o mapę, broń czy ogień już nie? Dlaczego nawet o odpowiedzi prosić nie umieli?  Bohaterowie zachowywali się tak nierealnie, że czekałam na moment, kiedy okaże się, że zostali potraktowani jakimś narkotykiem, który wyłączył w nich naturalne instynkty: uwolnić się, sprawdzić granice, poznać odpowiedzi. Takie zachowanie jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia w jakiejkolwiek książce, to po prostu coś, co zostało bardzo niedopracowane i w tej formie pozostawione. Skoro autorka nie potrafiła wczuć się w sytuację bohaterów w danej chwili, czytelnik tym bardziej tego nie zrobi.

    Na koniec pojawia się kolejny zaskakujący fragment - bajka Grety. Byłaby dobrym zakończeniem gdyby nie wstawki scen z teraźniejszości, w którym znów objawiła się najsłabsza strona książki - bohaterowie i sceny grupowe, w których bohaterowie są przedstawieni, rozlokowani i na tym ich rola się kończy. Podsumowując, historia miała potencjał. Była oryginalna i osadzona w świecie, który mógł wywołać dreszcze u czytelnika. Niestety, przy spisywaniu jej coś poszło nie tak, zwłaszcza w kwestii bohaterów. Byli sztuczni, irytujący i zachowujący się zupełnie nieadekwatnie do historii, przez co po prostu zablokowali jej rozwój. Za mało też było wyjaśnień jak właściwie działa ten świat - bajka Grety niosła nadzieję, że coś się wyjaśni, ale niestety nie. Gratuluję autorce pomysłu i zapału, by go spisać, nie mogę jednak z czystym sumieniem polecić Długiej letniej nocy. Ta historia może zyskać, jeśli zostanie solidnie poprawiona, zwłaszcza w kwestii bohaterów - ich charakterów, zachowań i dialogów. W takiej formie nie mogę jej jednak dobrze ocenić.


Dziękuję autorce za elektroniczną wersję książki do recenzji.