Z twórczością Luca de Fulvio miałam już kiedyś styczność. Wtedy też do listy "do przeczytania" dopisałam sobie "Chłopca, który znalazł słońce nocą". Kiedy przyniosłam książkę z biblioteki miałam nadzieję, że okaże się dobra, bo inaczej czekały by mnie długie godziny zmuszania się do czytania - książka jest prawdziwą. cegłą. Na szczęście, czyta się ją bardzo szybko i bez bólu.
Książka opowiada losy księcia Markusa II z Saxii, którego rodzinę zamordował na jego oczach z rozkazu innego możnego, chcącego przejąć dobra sąsiada. Markus zostaje uratowany przez akuszerkę i jej córkę. Ukrywa się w ich chacie, dostaje nowe imię - Mikael - i zostaje chłopem pańszczyźnianym, skrzętnie ukrywającym swoje prawdziwe pochodzenie. Mikael nie myśli o zemście. Nie uczy się walczyć, nie zbiera informacji, nie pielęgnuje w sobie wspomnień dawnego życia. Twardo stąpająca po ziemi Agnete wybija mu z głowy każdą taką ryzykowną myśl. Nie wolno mu mówić o przeszłości, o rodzinie, pytać o buntowników. Chłopiec godzi się na to, bo jest tylko zagubionym dzieckiem, które potrzebuje przewodnika. Kogoś, kto pokaże mu jak żyć. Agnete, jej córka Eloisa, i starzec pustelnik Raphael zostają jego jedynymi przyjaciółmi, znającymi prawdę ale przede wszystkim uczącymi go nowego życia.
Chłopiec dorasta. Z rozpieszczonego książątka staje się silnym młodzieńcem zaprawionym ciężką pracą. Powoli zdobywa szacunek innych mieszkańców osady i miłość Eloisy. Jego życie wydaje się bardzo proste i nudne, ale świetnie pokazuje jak wyglądała sytuacja chłopów pańszczyźnianych. Rutynę przerywa również nowy pan Saxii, który zapałał ogromną nienawiścią do chłopaka i ciągle stara się go upokorzyć i złamać. Ale nie tylko jego. Historii Mikaela towarzyszą historie innych ludzi, który cierpieli przez panujący wtedy system. Poczucie niesprawiedliwości i wściekłości na to, jaki los jeden człowiek potrafi zgotować drugiemu, towarzyszyło mi przez całą książkę.
Bohaterowie książki są bardzo prawdziwi. Popełniają błędy i głupstwa. Płaczą, śmieją się, żałują i marzą. Codziennie mierzą się z trudami życia, i nie zawsze z nimi wygrywają. W książce znaleźć jednak można bardzo wiele momentów, kiedy to dobro triumfuje, i wtedy można odczuć satysfakcję, że ci źli nie zawsze mają łatwo i lekko. Historia Mikaela jest historią chłopca, który padł ofiarą okrucieństwa możnego pana, i który zrównując się ze stojącymi najniżej w hierarchii nauczył się jak być dobry księciem. Większość książki trzymała poziom, ale końcówka książki była dla mnie trochę zbyt idealna i od pewnego momentu bardzo przewidywalna. Chciałam się martwić o bohaterów i powodzenie ich działań, a zamiast tego dostałam pewność, że happy end na pewno będzie. Zbyt idealnie w porównaniu do początku książki.
Czy polecam książkę? I tak i nie. Czytało się ją dobrze, wzbudziła silne emocje przez obecność okrutnych bohaterów i ich ofiar. Nie zapadnie mi jednak raczej w pamięć i nie uważam, żeby była to lektura obowiązkowa. Nie odradzam czytania książki, bo nie znalazłam w niej żadnych minusów poza zakończeniem, które nie do końca pasowało mi do reszty książki. Gdybym jednak z półki miała wybrać jedną książkę i polecić komuś do przeczytani już teraz, nie sięgnęłabym akurat po "Chłopca, który odnalazł słońce nocą".



