Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2025

[265] Kotomi Li - Wyspa pajęczych lilii

 

Kotomi Li Wyspa pajęczych lilii

"Wyspa pajęczych lilii" - Kotomi Li

Wydawnictwo Bo.wiem, 2024 rok

przeczytane: 12/2024

 7/10*

    Na plaży budzi się dziewczyna. Nie pamięta kim jest ani skąd przyniosło ją morze. Mieszkańcy wyspy boją się dopuścić ją do swojej społeczności, w końcu jest obca. A oni najwyraźniej mają wiele sekretów.

    Ciężko było się wczytać w tę książkę. Na początku zupełnie nie widziałam co jest czym. Co to za wyspa, czy istnieje naprawdę, w jakich czasach. Do tego doszło wiele reguł i rytuałów. Z czasem jednak zbudowały mi one wizję społeczności rządzonej przez grupę kobiet, które z pokolenia na pokolenie przekazują sobie jakieś tajemnice, i zapewniają przeżycie reszcie. Wiele szczegółów zaczęło się łączyć i pozwalało mi zacząć się domyślać jaka jest ukrywana prawda.

Kotomi Li Wyspa pajęczych lilii

    Główna bohaterka jest trochę głosem czytelnika w tej opowieści. Ona też nic nie wie, wszystkiego się uczy, każda kolejna reguła i rytuał są dla niej nowością.  Ma też w sobie sporo dawkę krytycyzmu, którego pozbyli się już mieszkańcy wyspy. Mocno dąży do poznania prawdy kryjącej się za wszystkimi tradycjami a także zaprowadzenia sprawiedliwości i zaprzestania wykluczania mężczyzn z dostępu do informacji. Zakończenie to wyjaśnienie i odkrycie wszystkich kart. To spowiedź z przeszłości i podjętych wtedy decyzji. Prawda pozbawia Umi jej pewności siebie. Jak wiele kobiet przed nią i ona musi się zastanowić, kto ma rację i czy ta jawna niesprawiedliwość nie jest jednak najlepszym wyjściem.

    W książce wielką rolę odgrywa język, i samo przetłumaczenie go było ogromnym wyzwaniem dla tłumacza. Ja niestety nie poczułam tego, i dopiero po przeczytaniu dodatku od tłumacza zwróciłam większą uwagę na te zawiłości. Niestety, tutaj  chyba tylko lektura oryginału byłaby w stanie pozwolić odebrać całą wyjątkowość warstwy językowej.

Kotomi Li Wyspa pajęczych lilii

    Wyspa pajęczych lilii to historia bardzo krótka, bardzo prosta i zostająca raczej bez echa. Ciekawa, zwłaszcza kiedy już zaczynamy orientować się w świecie przedstawionym. Zainteresowanie wzbudza obietnica poznania prawdy skrywanej przez kapłanki, zakończenie jest satysfakcjonujące. Ono zmusza do refleksji nad tym co sami sądzimy o historii i podjętych kiedyś decyzjach, ale cała historia nie wzbudza za wiele emocji. Jest akcja, ale nie da się w nią wczuć.

    Interesujące jest sięganie po literaturę z innych krajów i poznawanie innych stylów, i z tego powodu mogę książkę polecić. Jeśli jednak spojrzeć na poziom zaangażowania w tę opowieść, wypada średnio.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Bo.wiem.

poniedziałek, 28 października 2024

[255] Abi Daré - Dziewczyna o mocnym głosie

 

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie
 
"Dziewczyna o mocnym głosie" - Abi Daré

Wydawnictwo Muza, 2024 rok

przeczytane: 09/2024

 8/10*

    Niektóre książki mocno otwierają mi oczy. Pokazują, że moja "normalność" jest tylko jedną z wielu "normalności", skrajnie od siebie różnych, pochodzących z różnych rejonów świata. Uczę się z nich, że da się żyć inaczej, nawet jeśli mnie wydaje się, że jest tylko jeden sposób, że każdy inny prowadzi do śmierci - że to niebezpieczeństwo, głód, rozpacz, choroba. Europa to taka trochę bańka, w której wszystko jest dużo prostsze niż w krajach poza nią. Tu panuje mniejszy lub większy ład, są możliwości otrzymania pomocy i wsparcia, dzieci od małego wyposażane są w najgroźniejszą broń - wiedzę, która ma je ochronić i pozwolić żyć szczęśliwie.

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie

    Bohaterka książki Dziewczyna o mocnym głosie marzy o tym, by chodzić do szkoły. Ma czternaście lat, mieszka w Nigerii, i szkołę musiała porzucić niedługo po śmierci matki, kiedy skończyły się pieniądze. Jej ojciec to okropnie bezużyteczny leń - zwyczajnie głupi, próżny, zachłanny. Córka jest dla niego drogą do zdobycia pieniędzy na czynsz. Sprzedaje ją więc na żonę innemu staremu capowi, człowiekowi potwornie obrzydliwemu i przekonanemu o swojej wspaniałości, który od Adunni, dziecka przecież, wymaga wdzięczności za uczynienie ją jedną z trzech swoich żon.

    Adunni z jednego piekła trafia do drugiego. A później do trzeciego. Śledząc jej losy widzimy jaką rolę przejmują córki w swoich domach rodzinnych, młode żony w domu męża i służące w mieście. Dziewczyna zostaje porwana przez nurt wydarzeń, nad którymi nie ma jak zapanować. Jej głos się nie liczy dla nikogo. Dlatego chce wrócić do szkoły i zdobyć wykształcenie, mimo że z dnia na dzień staje się to coraz mniej możliwe.

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie

    To historia naprawdę tragiczna. Dziewczyna doświadcza wielu krzywd i upokorzeń, żyje w ciągłym strachu i niepewności. Jest traktowana jak pies przybłęda w domu okrutnego człowieka - pierwsza do kopniaków. Losy fikcyjnej Adunni to losy wielu jej podobnych, prawdziwych dziewczyn. Dzieci niemających poczucia bezpieczeństwa ani bezpiecznego miejsca na świecie. Młodych dziewcząt traktowanych jak maszyny do rodzenia synów, pozbawione podstawowych informacji o własnym ciele i otaczającym ich świecie, wychowywanych wśród zabobonów i przemocy starszych. 

    Na tle tej historii Adunni jest promyczkiem słońca. Często naiwna i głupiutka, zbyt ufna i niepotrafiąca się obronić - choćby i milczeniem w odpowiednim momencie - rozjaśniała nawet najsmutniejsze momenty. Jej uparta wiara w dobro ludzi i nieporzucanie marzenia o nauce podnosiły na duchu. Dla Europejki losy tej Nigeryjki to gehenna, i pewnie dlatego energia i radość Adunni zrobiły na mnie takie wrażenie. Dla kogoś, kto żyje w tym społeczeństwie i dla kogo jest to normalnością, na pewno nie zdziwiłby się tak bardzo, że w tej sytuacji można mieć siłę żyć i marzyć.

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie

    Fabuła jest raczej prosta. Nie ma zaskakujących zwrotów akcji, jest jednak ciekawie. Poznawanie Nigerii oczami czternastolatki na pewno jest ciekawe. Dziewczyna sama dopiero poznaje wiele miejsc i dziwi się wielu nowościom. Narracja jest pierwszoosobowa - z jednej więc strony mamy autentyczne odczucia bohaterki, a z drugiej sporo dziur informacyjnych. Muszę też zaznaczyć, że tłumacz wykonał ogromną robotę, pozwalając Adunni konsekwentnie mówić we własny, niepoprawny sposób, co jeszcze dodawało jej egzotyki - jej błędy językowe nie były takie, jakie popełnia się w Polsce.

    Dziewczyna o mocnym głosie to na pewno angażująca historia. Adunni budzi współczucie i pragnienie lepszego losu dla niej. Na osoby, które ją krzywdzą, czujemy złość i czekamy, kiedy spotka je kara. To mocno wciąga w czytanie. Do tego książkę czyta się naprawdę szybko - nie jest długa i napisana prostym językiem odwzorowującym zasoby słownictwa niewykształconej dziewczyny z wioski. Lektura godna przeczytania - choć ostrzegam, możecie uronić nie jedną łzę w reakcji na niesprawiedliwość. Uczciwie też przyznaję, że momentami bohaterka jest uciążliwa - irytująca i zachowująca się niezrozumiale, jakby pozbawiona instynktu samozachowawczego. Choć to pewnie po prostu jej sposób na radzenie sobie z beznadzieją. To książka może nie wstrząsająca i przełomowa, ale na pewno ciekawa i pokazująca kolejny fragment dalekiego świata.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza.

środa, 25 września 2024

[251] Saša Stanišić - Skąd

 

Saša Stanišić  Skąd

"Skąd" - Saša Stanišić

Wydawnictwo Książkowe Klimaty, 2022 rok

przeczytane: 08/2024

 5/10*

    W styczniu ułożyłam sobie bingo z kilkoma książkami nagrodzonymi w 2023 roku. Były to tytuły po które raczej bym nie sięgnęła, bo jednak wolę porywającą (a czasem po prostu głupiutką) historię niż coś głębszego i wymuszającego refleksję. Żeby więc wyjść trochę z czytelniczej bańki i poznać coś nowego, wybrałam tytuły nagrodzone, a więc przez innych ocenione jako te najlepsze.

Saša Stanišić  Skąd

    Po pierwszą książkę sięgnęłam dopiero w lipcu i było to "Skąd". Saša Stanišić w wieku czternastu lat został uchodźcą z Jugosławii. W swojej książce wraca pamięcią do życia przed i po wojnie na Bałkanach. Opisuje zwyczajne, codzienne historie, w których dużo jest o kwestii pochodzenia i przynależności. Skąd otrzymała Nagrodę Angelusa w 2023 roku.

    Początek był dla mnie mocno chaotyczny, ponieważ akcja ciągle skakała w czasie i miejscu. Przytaczane były historie innych ludzi, członków rodziny. Raz Saša był nastolatkiem w Niemczech, który dopiero uczył się języka, raz dorosłym pisarzem, który odwiedza miejsce pochodzenia swoich dziadków, a innym razem młodym Niemcem, który - w przeciwieństwie do swoich rodziców - wrósł już w nowego miejsce. 

Saša Stanišić  Skąd

    Mnie ta książka nie zachwyciła. Nie odnalazłam głębszego sensu w tych opowieściach. Opowiedziały historię życia autora, ale dla mnie na tym koniec. Nie wciągnęłam się, bo nie było tam akcji, która by się rozwijała. Do tego było tam sporo momentów, kiedy przez nieznajomość realiów życia w opisywanych krajach nie miałam pojęcia o co chodzi, jakbym czytała w obcym języku i rozumiała co trzecie słowo. Ogólny sens wyłapałam, ale nie zrozumiałam szczegółów i pewnie ukrytego znaczenia.

    Pierwsze podejście do książek nagrodzonych było raczej średnie, ale nie zrażam się i na pewno poznam kolejne. Skąd trudno mi polecić, bo książki nie mogę ocenić ani jako dobrej ani jako złej. Chyba tylko z ciekawości, jakie książki są wyróżniane przez znawców, warto po nią sięgnąć.

piątek, 23 sierpnia 2024

[242] Julian Fellowes - Czas przeszły niedoskonały

 

Julian Fellowes Czas przeszły niedoskonały

"Czas przeszły niedoskonały" - Julian Fellowes

Wydawnictwo Marginesy, 2017 rok

przeczytane: 08/2023

 5/10*

    Czas przeszły niedoskonały jest sentymentalną podróżą w przeszłość, w którą za sprawą dawnego przyjaciela udaje się główny bohater. Damian Baxter jest bezdzietnym milionerem, który umiera na raka. Za sprawą pewnego listu podejrzewa jednak, że jako młody chłopak został ojcem, więc teraz prosi swojego dawnego przyjaciela, z którym skonfliktowany jest od prawie czterdziestu lat, o pomoc. Jak można odmówić prośbie umierającego? I pozbawić kogoś tak ogromnego spadku tylko przez swoją starą urazę? Tak zaczyna się podróż do lat 60-tych XX wieku, do czasu Sezonu londyńskiej socjety, bali, przyjęć i skandali.

Julian Fellowes Czas przeszły niedoskonały

    Podmiot odwiedza po kolei wszystkie kobiety z listy Damiana, swoje stare przyjaciółki i koleżanki, z którymi dziś już nic go nie łączy. Opowiada ich historie jako młodych dziewczyn a następnie zestawia je z obrazem kobiet w średnim wieku, doświadczonych przez życie, sprowadzonych na ziemię przez rzeczywistość i oddartych ze starych marzeń.

    To byłaby bardzo ciekawa historia, ponieważ tamten Sezon obfitował w skandaliczne historie i zaskakujące wydarzenia, gdyby nie to, że książka była zdecydowanie zbyt rozwlekła. Dłużyła się niemiłosiernie. To z pewnością nie była lekka, rozrywkowa pozycja, która potrafi wciągnąć czytelnika. To było dzieło, któremu poświęcić trzeba maksimum uwagi i cierpliwości. Styl jak dla mnie okropnie napuszony. Nie rozumiałam tego wyolbrzymiania mentalności klasy wyższej, pokazywanie ich jakby byli największymi wizjonerami swojej epoki i jakby każdy z tych dzieciaków myślał tylko o tym, dokąd zmierza świat. Jakby nie chodziło tylko o zabawę i dużą kasę na zachcianki, wolność od rodziców i zwyczajne próżniactwo. Dopisywanie do tego mało przekonującej filozofii było dla mnie odpychające.

Julian Fellowes Czas przeszły niedoskonały

    Od początku książki wspominane jest jakieś tajemnicze wydarzenie w Portugalii, po którym Damian został definitywnie wykluczony z grona utytułowanych znajomych. Na wyjaśnienia czekałam więc mocno, i równie mocno się rozczarowałam. To nie była żadna wybitna historia, nic spektakularnego. Również zakończenie poszukiwań potomka milionera wypadło słabo. Cieszyłam się tylko z tego, że wreszcie książkę kończę.

    Czas przeszły niedoskonały byłaby dużą lepszą książką, gdyby ją porządnie okrojono i wyrzucono mnóstwo przemyśleń głównego bohatera. Ani to było ciekawe, ani cokolwiek wnoszące do historii. W takiej formie jest jednak mocno niezjadliwe. Przeczytanie jej zajęło mi mnóstwo czasu, i na pewno nie zostanie na długo w pamięci, co może i jest plusem. Zupełnie nie trafił do mnie styl pisania Juliana Fellowesa, autora między innymi scenariusza do serialu Downtown Abbey i już na pewno nie sięgnę po nic jego pióra, mimo że jest to nagradzany autor. Może fani serialu bardziej polubią się z jego książką. Ja jednak miałam z nią pod górkę i dlatego nie polecam.

poniedziałek, 13 maja 2024

[214] Diane Setterfield - Trzynasta opowieść

  

Diane Setterfield Trzynasta opowieść

"Trzynasta opowieść" - Diane Setterfield

Wydawnictwo Albatros, 2021 rok

przeczytane: 01/2024

 9/10*

    Vida Winter stała się legendą. Nawet nie ze względu na swoje powieści, których w ciągu długiego życia napisała mnóstwo, ale za sprawą kłamstw, które opowiadała. Żaden dziennikarz nie dostał od niej prawdziwej historii jej życia. Ale teraz nadchodzi śmierć i kobieta chce wyznać wreszcie prawdę. Wybiera Margaret, córkę antykwariusza, na tę, której opowie największą skrywaną przez siebie tajemnicę.

 

Diane Setterfield Trzynasta opowieść

    Trzynasta opowieść to historia rodziny równie tajemniczej co skrzywionej. Vida cofa się w czasie i przywołuje dawne dzieje i sekrety ukrywane przed wszystkimi w murach starej rezydencji. Jest to historia bardzo mroczna, naprawdę z dreszczykiem. Bardzo lubię czytać powieści o losach rodziny, śledzić drogi życiowe jej członków przez kolejne pokolenia. Tu też mamy ten przekrój zmian, zniszczeń i strat, których doświadcza młoda Vida. Mamy też małe tajemnice, które musimy powoli odkrywać. Oraz jeden, wielki sekret, który czeka do samego końca.

    Opisaną historię poznałam już kilka lat temu oglądając film. Zakończenie więc nie było dla mnie tak wielkim zaskoczeniem, czego bardzo żałowałam. Mogłam jednak bardziej docenić kunszt pisarki w skrywaniu prawdy tuż przed oczami czytelnika, mamieniu go i wodzeniu za nos. To było trochę "jak skłamać, żeby jednak nie skłamać". 

Diane Setterfield Trzynasta opowieść

    Książka ma świetny klimat, który obecny jest w każdej historii rozgrywającej się w starym, pełnym duchu i tajemnic domu. Kolejne przerywniki w historii Vidy, kiedy to Margaret podróżuje i rozwiązuje własne sprawy, tylko zaostrzają apetyt na poznanie końca książki. Podobał mi się styl i fabuła, skomplikowani i wyróżniający się bohaterowie oraz dobre tempo akcji. Gorąco polecam.

środa, 25 października 2023

[184] Jennifer Coburn - Kołyski Rzeszy


Jennifer Coburn Kołyski Rzeszy
 
"Kołyski Rzeszy" - Jennifer Coburn

Wydawnictwo Mova, 2023 rok

przeczytane: 09/2023

 9/10*

    Nie jest tajemnicą, że naziści mordowali również swoich. Że ich dręczyli, przesłuchiwali, przymuszali. Że robili im papkę z mózgów. O tym w dużym skrócie są Kołyski Rzeszy. O indoktrynacji tak daleko posuniętej, że współczesnym włos się jeży na głowie. 


    Losy trzech kobiet splatają się, kiedy te - każda z innego powodu i w innym celu - zamieszkują w domu rozpłodowym programu Lebensborn. Gundi spodziewa się dziecka, którego ojcem jest Żyd. Ona, czystej krwi Niemka o idealnej aryjskiej urodzie, jest idealnym materiałem na niemiecką matkę. Ale ojciec? O nim nikt nie może wiedzieć. Irma przeżywa zawód miłosny i za namową przyjaciółki podejmuję pracę jako pielęgniarka w tajemniczym domu dla przyszłych matek. Prawdziwy obraz rzeczywistości dociera do niej bardzo powoli. Trzecią z kobiet jest Hilde - dziewczyna o moralności spaczonej przez nazistowską propagandę. Ambitna i zachłanna, pozbawiona współczucia. A jednak też ofiara tych, których tak podziwia.

Jennifer Coburn Kołyski Rzeszy

    O programie Lebensborn do tej pory nie słyszałam. Ale to jest dokładnie ten rodzaj działalności, jaka pasuje dla mianujących się Rasą Panów. Potworna manipulacja i wykorzystanie młodych kobiet pozbawionych opieki rodziny, będących w trudnej sytuacji rodzinnej i materialnej. Wmówiono im, że cała sytuacja wyjdzie im na dobre. Że spełniają w ten sposób - zaspokajając seksualnie nazistowskich oficerów i rodząc czystej krwi dzieci, odbierane im zaraz po porodzie i oddawane w nowe, dużo lepiej usytuowane rodziny - patriotyczny obowiązek.


    Czytając książkę cały czas próbowałam wymyślić dla bohaterek szczęśliwe zakończenie, jakąś drogę ucieczki. Ale oprócz trzech głównych postaci było tam mnóstwo innych dziewczyn, krzywdzonych każdego dnia. Dziewczyn reprezentujących prawdziwe, realne uczestniczki programu Lebensborn, które sprowadzone zostały do poziomu obiektów seksualnych i samic rozpłodowych. Ta książka chwyta za serce i wyciska łzy, ale też przeraża. Bo skoro coś takiego już raz się wydarzyło, skoro natura ludzka na to pozwoliła, to jaką mamy gwarancję, że to się nie powtórzy? 

Jennifer Coburn Kołyski Rzeszy

    Gorąco zachęcam was do lektury tej książki. Pokazuje realny dramat tamtych czasów, uczy nie tylko prawdy historycznej ale też współczucia. Poza tym jednak jest to kawał porządnej literatury. Akcja buduje napięcie i wciąga. Zakończenia nie można być pewnym, tym bardziej więc trudno się od książki oderwać. "Kołyski Rzeszy" to bardzo, bardzo dobra książka.



niedziela, 25 czerwca 2023

[141] Danielle Daniel - Córki Klanu Jeleni


Danielle Daniel Córki Klanu Jeleni

    Ta książka była specyficzna. Bardzo niewiele brakowało, żebym ją porzuciła. Oczekiwania miałam duże - może wręcz za duże? Myślałam, że sięgam po historię Marie, rdzennej Amerykanki, i że dostanę opis jej życia wśród własnego ludu, poznam ich wierzenia i spokojny rytm życia. Że nauczę się czegoś nowego. I nauczyłam, oj nauczyłam. Ale czegoś zupełnie innego.

    Okres, jaki Marie spędza w klanie Jeleni, nie zajmuje dużo książki. To tylko wprowadzenie do tego co najważniejsze - poświęcenia kobiety. Ona i inne jej rodaczki muszą poślubić francuskich osadników, by zapewnić ochronę żołnierzy przed napadającymi na nich Irokezami. W zmieniającej się rzeczywistości ważne jest, aby powstawały mieszane małżeństwa i rodziny. Wszyscy wierzą, że w ten sposób zapewnią spokój i wzajemny szacunek. Tylko że Francuzi nie chcą tego. Oni są przecież zdobywcami, tymi lepszymi. Jakże mieliby szanować swoje dzikie żony, poganki? Cóż z tego, że ochrzczone? I tak gorsze.

Danielle Daniel Córki Klanu Jeleni

 

    Małżeństwo Marie nie okazało się dla niej tak wielką karą jak dla jej krewniaczki. Ale i tak życie wśród obcych mocno ją doświadczyło, a w końcu złamało serce. Wielu rzeczy musiało się wyrzec, jednak zyskała nową rodzinę, z której była dumna i która dała jej szczęście.W drugiej części książki to córce Marie oddany jest głos. Córka, śladem matki, też zmuszana jest do porzucenia tego kim jest i dostosowania się do obcych zasad. Jest kobietą i musi żyć według zasad wymyślonych przez króla żyjącego na drugiej półkuli. Ta niesprawiedliwość boli, kiedy się o niej czyta. O wszystkich tych drobnych złośliwościach, o próbach ratowania tych, którzy wcale ratunku nie potrzebowali, o wycieraniu sobie religią fałszywych gęb, o metodycznym, okrutnym niszczeniu innej kultury i zabijaniu ducha w ludziach, którzy nie potrafili i nie mogli się bronić przed Europejczykami. Wiele zła zostało wyrządzone w tych czasach. Pewnie jeszcze nie o wszystkim wiemy, o części pewnie nigdy się nie dowiemy. 

Danielle Daniel Córki Klanu Jeleni

 

    Ta książka to taka mała cegiełka tej potwornej historii. Poprzez opowieść o jednej kobiecie i jej rodzinie możemy wczuć się w historie tysięcy tamtych kobiet, które zostały zmuszone do uległości. Historia o córkach Klanu Jeleni była poruszająca. Jej przekaz najbardziej trafił do mnie po tym, jak przeczytałam zakończenie. Wtedy wszystko mi się domknęło, dotarło do mnie, że nie będzie już nic więcej. Naprawdę, pierwszy raz tak miałam, że zakończenie mnie ogłuszyło. Kilka rozdziałów wcześniej mało mi było emocji, książkę oceniałam jako średnią, a tu nagle zwrot o 180 stopni. 

    Przyłączam się do gorących poleceń innych czytelników, którzy przede mną zachwalali tę książkę. Ona jest tak bardzo warta przeczytania, że zapiszcie sobie ten tytuł i kiedyś po nią sięgnijcie. Może wy też będziecie potrzebowali dać jej czas, może tak jak ja dopiero cała historia wami wstrząśnie. A może już po jej pierwszym fragmencie się wczujecie. Ale koniecznie przeczytajcie do końca.

czwartek, 20 kwietnia 2023

[136] M. L. Stedman - Światło między oceanami


M.L. Stedman Światło między oceanami

    Tom Sherbourne wraca z wojny, ale jakaś jego część na zawsze zostaje w okopach. Aby wreszcie doświadczyć ciszy i skupienia, przyjmuje posadę latarnika na wyspie Janus Rock. Z czasem towarzyszką tego swoistego wygnania zostaje Isabel, młoda żona Toma. Nie przeszkadza im to, że stały ląd odwiedzają co kilka miesięcy, a przez pozostały czas muszą liczyć tylko na dostawy łodzią. Są sami, ale nie skarżą się na to. Choć ta izolacja na pewno wpływa na nich, zwłaszcza na Isabel.

    Mija kilka lat a los coraz mocniej doświadcza małżeństwo. Isabel traci kolejne trzy ciąże, popada w coraz większą depresję, a w końcu w obsesję posiadania dziecka. Kiedy więc do brzegów wyspy dopływa łódka z martwym mężczyzną i płaczącym niemowlakiem, kobieta uznaje to za dar losu. I nic nie jest w stanie jej przekonać, że zatrzymanie dziecka jest złe. Tom ulega Isabel, ukrywa prawdę przed wszystkimi i wspólnie z żoną przez wiele lat żyją szczęśliwie - ale na kredyt, bo budowanie swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu, nigdy nie może skończyć się dobrze i w końcu przychodzi czas zapłaty.

M.L. Stedman Światło między oceanami

    Tom od razu wzbudził moją sympatię. Był obowiązkowy, szczery i oddany. Kochał żonę, swoją pracę - i dziecko, które los im zesłał. Potrafił jednak poświęcić własne pragnienia i uczucia, by sprawiedliwości stało się zadość. Współczułam mu, bo został ofiarą własnej dobroci. Chciał pomóc cierpiącej żonie, a został wmanewrowany w coś, co go przerosło. I czego jego sumienie nie potrafiło znieść. Isabel to dla mnie zupełnie inna historia. W przeciwieństwie do Toma, ona od początku mnie irytowała. Oczywiście, tłumaczyła ją choroba i tragedie, których doświadczyła. Ale w moim odczuciu nie usprawiedliwia to zła, które wyrządziła. Nie samo zatrzymanie dziecka, uratowanego w ostatnim momencie przed śmiercią w oceanie, ale to, co zrobiła po poznaniu najważniejszych faktów świadczy o tym, jak w gruncie rzeczy nieczułą i egoistyczną osobą była.

    Nie chcę zdradzać absolutnie nic poza to, co i tak zdradzone jest w opisie książki, bo ta historia pełna jest szczegółów i zaskoczeń, których nie chciałabym nikogo pozbawić. Fabuła jest zawiła. Wybory z przeszłości mają ogromny wpływ na teraźniejszość i bohaterów. Najmocniejszą stroną książki są emocje, wzbudza smutek, żal i złość. Czytelnik stawia się w sytuacji bohaterów i zadaje sobie pytanie: a co ja bym zrobiła? Ja nie wiem. Oczywiście, jestem pewna co należało zrobić. Ale do podjęcia właściwych wyborów zawsze potrzeba siły. Isabel nawet nie próbowała w sobie tej siły znaleźć. Nie było w niej ani odrobiny pokory czy żalu, nie potrafiła przyznać się do winy, przeprosić i odpokutować. Tylko siebie widziała w roli ofiary. Mocno zdziwiła mnie też reakcja społeczności, według mnie potwornie niesprawiedliwa i rozczarowująca.

M.L. Stedman Światło między oceanami

    Światło między oceanami to historia, która gwarantuję, że nie spłynie po was jak woda po kaczce. Wzbudzi wiele emocji i sprawi, że zaczniecie sobie zadawać pytania. To historia nieoczywista. Z jednej strony jest oczywiście tajemnica i napięcie, bo zakończenia nie można być pewnym. Z drugiej za to jest dylemat natury moralnej, który czytelnik czuje się w obowiązku rozwiązać. Ta historia pokazuje, że życie nie jest czarno-białe i nie zawsze da się postępować tak, by nikogo nie skrzywdzić - bo czasami naprawdę trzeba wybrać mniejsze zło, a nie jego brak. Cieszę się, że po nią sięgnęłam. Zaufałam rekomendacjom i dałam się pozytywnie zaskoczyć. Gorąco polecam.

wtorek, 12 lipca 2022

[112] Anna Purowska - Szepty ze snów


Szepty ze snów Anna Purowska


    Szepty ze snów to książka, która poruszy nawet najtwardsze serca. Tak, są w niej skrzywdzeni bohaterowie, ofiary najbliższych, niekochane dzieci i samotni ludzie, którzy boją się miłości. Ale przede wszystkim, w tej książce, każdy znajdzie coś z siebie. Tę przerażoną część osobowości, która woli znane zło niż niepewne dobro. Która woli trwać w nieszczęściu, braku sensu i znudzeniu, niż zdecydować się na wielkie zmiany. 


Szepty ze snów Anna Purowska


    Zmiany są przerażające i każdy się ich boi. Ida nie dopuszcza nawet o nich myśli. Żyje swoim-nieswoim życiem, zbudowanym przez kogoś innego, według jego marzeń i ambicji. Ona miała w życiu jedno marzenie, i kiedy to zawiodło, poddała się. Każąc się za swój błąd odrzuciła wszystko to co swoje - pasje, marzenia, drobne przyjemności. Wpasowała się w życie uszyte na miarę przez kogoś, kto zupełnie zignorował jej osobowość i karał ją za każde odstępstwo od własnego planu. Wydaje się przerażające? No to gwarantuję wam, że kiedy zaczniecie czytać tę książkę odnajdziecie w niej siebie i nagle z całą mocą dostrzeżecie, że i wam zdarzało się ustępować i oddawać kontrolę w jakimś aspekcie życia innym, byle tylko nie narazić się na niezadowolenie przełożonego, partnera, rodziców czy ostracyzm społeczny.


    Ida powoli budzi się z letargu, w którym tkwiła kilkanaście ostatnich lat. Nie robi tego jednak sama. Pomaga jej wyjazd w specyficzne miejsce, odcięcie się od tego co znane i niekoniecznie kochane, nawiązanie kontaktu z naturą. Te opisy przyrody tchną takim spokojem, że można się przy nich bardzo przyjemnie odprężyć i poczuć promienie słońca, wiatr i zapachy lasu, łąk i jeziora. Zresztą cała książka to tekst, w którym się zanurza podczas czytania. Nie da się jej przeczytać stojąc z boku, tylko słuchając czyjejś historii. Nią się przez jakiś czas oddycha. Już od pierwszej strony po prostu w nią wpadłam na łeb na szyję. A ja zdecydowanie nie jestem czytelniczką, która przeżywa mocno lektury inne niż fantastyka. Annie Purowskiej udało się do mnie przemówić i zgrać mój umysł z umysłem bohaterki.

Szepty ze snów Anna Purowska


    Książka pisana jest w narracji pierwszoosobowej, i to ma ogromny wpływ na odbiór. Ida to bohaterka cicha, nienarzucająca się innym, nauczona przez lata kryć się z własnym zdaniem. Dlatego więcej jest tam jej przemyśleń i wewnętrznych dialogów z samą sobą niż z innymi bohaterami. W niektórych momentach, przyznaję, denerwowało mnie to, ponieważ zachowywała się jakby głos straciła. A wcale nie były to sytuacje mocno stresowe lub niecodzienne, Ida jednak traciła głowę i słowa nie mogła wydusić. Ta ograniczona ilość dialogów mocno spowalniała fabułę i koniec końców nie było jej tam bardzo dużo. Samą akcję można by streścić w kilku zdaniach. Ale czytając książkę szybko można się zorientować, że to nie akcja gra tu pierwsze skrzypce. Ja się czułam usatysfakcjonowana przemianą Idy i takie treści w zupełności mi wystarczyły.


    Czy wczułam się tak mocno w książkę, ponieważ identyfikowałam się z Idą? Absolutnie nie. To nie była kobieta podobna do mnie, jej życie też zupełnie inaczej wyglądało. Ja nie zachowywałam i nie zachowuję się tak jak ona, dużo bardziej panuję nad swoim losem. Ale tkwią we mnie te same odruchy, by w trudnych sytuacjach odpuścić i pozwolić komuś innemu zadecydować. Zrobić to co łatwiejsze a nie to co bliższe mojemu sercu. Nie sądzę, by takie myśli siedziały tylko w mojej głowie, dlatego uważam, że wiele osób świetnie zrozumie Idę i jej trudności w zapanowaniu nad swoim życiem. To jakby czytać o alternatywnej wersji siebie, która zbyt wiele razy podjęła łatwiejszą decyzję i sama zapędziła się w kozi róg, w końcu jednak odnajduje siłę, by zmierzyć się z prawdą. 

Szepty ze snów Anna Purowska


    Książka towarzyszyła mi na urlopie i to był świetny wybór, by ją zabrać. Ją trzeba czytać na spokojnie. Dać sobie czas na doczytanie każdego zdania, na przerwanie w niektórych miejscach i zasłuchanie się w muzykę albo odgłosy natury, może nawet na uronienie kilku łez nad Idy i swoim losem. Autorka to bardzo wrażliwa osoba, która idealnie przedstawiła chaos panujący w głowie Idy. Książka trafia w samo serce bo jest o wolności i decydowaniu o swoim życiu, a to przecież dotyczy każdego z nas. I wiele osób ma mniejsze lub większe problemy na tym polu. Gorąco polecam, to książka naprawdę niezwykła. 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło


 

czwartek, 16 września 2021

[90] Dominika van Eijkelenborg - Kiedy będziemy deszczem

dominika van eijkelenborg kiedy będziemy deszczem

     Kiedy będziemy deszczem to nie jest thriller ani kryminał, mimo że początek na to wskazuje. Nastawiłam się na emocjonującą opowieść o zbrodni i poszukiwaniach, i przez to trochę się rozczarowałam, bo przez 1/3 książki czekałam na tę grozę i zagadkę, a otrzymałam zupełnie inną paletę emocji. I sama sobie trochę popsułam te pierwsze rozdziały, bo książka była naprawdę dobra, tylko po prostu nie taka, jaką zasugerował mi początek.

    Inga wychodzi na spacer z psem i znika. Jej mąż jest w szoku, nie radzi sobie z opieką nad domem i dziećmi. A do tego na jaw zaczynają wychodzić tajemnice kobiety, powstają kolejne scenariusze dotyczące jej zniknięcia. Morderstwo? Porwanie? Ucieczka? Ucieczka z kochankiem? Uparta policjantka nie chce odpuścić tropu maili Ingi i pozwala się prowadzić swojemu instynktowi. Korespondencja zaginionej opowiada jej historię i powoli prowadzi do rozwiązania zagadki.

dominika van eijkelenborg kiedy będziemy deszczem

    Inga jest na etapie życia, kiedy orientuje się, że po jej młodzieńczych marzeniach pozostało tylko wspomnienie, a ona sama utknęła w życiu, które jest dla niej więzieniem. Ciągle zmęczona, pozostawiona sama z domowymi troskami, bez wsparcia męża, widzi jak bardzo różni się od siebie sprzed lat. Dawna Inga miała marzenia. Potrafiła się zakochać i dla miłości wyjechać do obcego kraju. Teraz nie ma już na nic sił, jej całą uwagę pożera opieka nad dziećmi. Z historii jej szarych, podobnych do siebie dni oraz maili wysyłanych do tajemniczej Magdy wyłania się obraz kobiety bezbrzeżnie smutnej. Ofiary własnego losu, męża, dzieci. Opuszczonej i samotnej w obcym miejscu, gdzie nie czuje się u siebie. Powtarzającej wciąż i wciąż te same czynności, pozbawionej radości. Pewnego dnia nadchodzi przełom. Nie mogąc wytrzymać w domu Inga wychodzi i przypadkowo trafia w miejsce, gdzie odnajduje spokój. Krótka chwila radości przeradza się w nowy zwyczaj i nowe źródło szczęścia. Życie Ingi powoli nabiera barw, a ona sama budzi się ze snu. Przechodzi przemianę i odnajduje trochę z dawnej siebie.

dominika van eijkelenborg kiedy będziemy deszczem

    Fabułę Kiedy będziemy deszczem można by streścić w trzech zdaniach, tak bardzo jest nieskomplikowana. Ale to jedna z niewielu książek, gdzie zupełnie mi to nie przeszkadza. Czytając tę książkę można tak wiele poczuć, że bardziej skomplikowana akcja byłaby tutaj nie na miejscu. Niesamowity jest ten klimat małego, sennego miasteczka na tle zmieniających się pór roku. Idealnie współgra z historią Ingi i jej wewnętrzną przemianą. W książkę bardzo łatwo jest się wczuć. Nie jest pisana skomplikowanym językiem - a jednak te proste zdania wywołują cały huragan uczuć. Ja czułam współczucie dla Ingi, żal, kiedy uświadomiłam sobie, że jej podobnych kobiet jest mnóstwo. Później nadzieję, że coś się zmienia na lepsze i złość, kiedy zmiany szły nie w tę stronę, w którą bym sobie życzyła. 

dominika van eijkelenborg kiedy będziemy deszczem
 

    Kiedy będziemy deszczem to piękna książka. Nie trzeba się utożsamiać z Ingą, żeby móc ją poczuć. Historię kobiety przeżywa się aż do ostatniej strony. We mnie pozostawiła jakąś melancholię. To nie jest baśniowa historia, gdzie mamy zły początek i szczęśliwe zakończenie. To książka o życiu, i nic w niej nie jest jednoznaczne. Nie ma całkiem dobrych i całkiem złych. Każdy jest jednocześnie winnym i pokrzywdzonym - przez bliskich, przez los, okoliczności. Lubię takie smutne historie, które dają do myślenia i pozwalają docenić to co nas teraz uszczęśliwia - bo nie wiadomo jak nasze życie będzie wyglądało za kilka lat.

     Zagadka zaginięcia Ingi oczywiście zostaje rozwiązana. Jak dla mnie, nie była ona mocno skomplikowana i zaskakująca. Samo rozwiązanie nastąpiło dość szybko i bez większych fajerwerków. Ale ponieważ to nie kryminał i nie o to w książkę chodziło, podoba mi się takie zakończenie historii. Książkę mogę śmiało polecić. To dobra lektura zwłaszcza na jesienne wieczory.


wtorek, 13 kwietnia 2021

[71] Michaela Carter - Surrealistka

michaela carter surrealistka

     Słyszeliście, że to podobno cierpienie jest największym źródłem weny twórczej? Złamane serce, odrzucona miłość, niespełnione marzenia, przekreślona wspólna przyszłość, zdrada i odejście. Jakby sztuka była jedynym kanałem na pozbycie się tego całego bólu. Z historii Leonory Carrington można wyciągnąć natomiast inny wniosek - to prawdziwa, wielka miłość obudziła w niej artystkę i pobudziła do stworzenia wielkich dzieł, podziwianych do dziś. Bo w "Surrealistce" obok tematu sztuki to miłość gra pierwsze skrzypce.

    Leonora Carrington urodziła się po to, by zostać malarką. Wychowana przez Nianię opowiadającą jej irlandzkie baśnie i legendy, była małą buntowniczką nie dającą się zamknąć w sztywnych ramach. Chciała żyć po swojemu, mówić to co czuje a nie to co wypada, bawić się i poświęcić sztuce. Wyrzucana z kolejnych szkół z internatem w końcu zawarła umowę z apodyktycznym ojcem i zaczęła studiować malarstwo w Londynie. Tam Leonora rozpoczęła swoją drogą do zostania wielką artystką. Tu też spotkała pierwszych surrealistów, którzy wywarli na nią ogromny wpływ. Największy - Max Ernst. Leonora zakochała się w nim miłością wielką, która wywróciła jej życie do góry nogami. Otworzyła oczy na ogrom świata, wskazała własną drogę i wyprowadziła z Londynu, gdzie nigdy nie mogłaby całkiem wyzwolić się spod wpływu Ojca. 

michaela carter surrealistka

    Leonora i Max wyjechali do Paryża, gdzie wśród paryskiej bohemy dziewczyna poznawała jak to jest żyć sztuką i dla sztuki. Spotykała artystów, zawierała przyjaźnie, czerpała od nich inspiracje. Tego fragmentu książki obawiałam się najbardziej. Bałam się, że będzie dla mnie niezrozumiały, że rozmowy grupy artystów będą na tyle oderwane od rzeczywistości, że przekartkuję książkę szybko dalej. Nic bardziej mylnego. Ani przez moment nie czułam się zagubiona, a jednocześnie wiedziałam, że to nie są rozmowy, które mogłabym sama kiedykolwiek prowadzić ze swoimi znajomymi.  Nie mająca w sobie za grosz poetyckości ja czytałam opisy obrazów i widziałam je przed swoimi oczami, czułam ich znaczenie i miałam poczucie, że są idealne - żaden element nie wydawał się zbędny, żaden nie był nieistotny. Pobyt Leonory we Francji to nie tylko piękny opis obrazów, ale też przyrody, relacji międzyludzkich i zrozumienia samego siebie. Dla bohaterów książki, Maksa i Leonory, był to bardzo ważny rok, który do końca życia pozostał w ich pamięci i wpływał na nich. 

    A dla czytelnika? To cisza przed burzą. Bo czas romansu Leonory i Maksa przypada na lata tuż przed drugą wojną światową. I kiedy akcja książki wkroczyła w ten moment, przepadłam całkowicie. Jeśli miłość Leonory i ponad dwukrotnie starszego od niej żonatego Maksa, była związkiem trudnym, to w czasie wojny stała się prawie że niemożliwa. Przeplatane ze sobą rozdziały z czasów wojny i z czasów przed wojną jeszcze podsycają uczucie niepewności i pewnego zniecierpliwienia - co też się stanie i kiedy wreszcie się stanie. Czytając tę opowieść wręcz czułam, jakby to mnie grunt palił się pod stopami, jakby każdy nerw w moim ciele krzyczał "uciekaj". 

 

michaela carter surrealistka

     Wtedy też odezwała się moja irytacja na zachowanie bohaterów. Na Maksa, że ignorował wszystkie znaki, że nie kochał Leonory tak jak ona jego, że nie zależało mu na jej bezpieczeństwie. I na Leonorę, że nie postawiła postawić siebie na pierwszym miejscu, że zawsze musiał to być Max. Wojna jednak zmieniła ich relację. Zarówno Leonora jak i Max dojrzali (o ile można mówić o dojrzewaniu pięćdziesięciolatka). Obydwoje odkryli siebie na nowo, przewartościowali swoje życie i podjęli wielkie decyzje. Jednak stracili też coś bezpowrotnie, i to im i czytelnikowi łamie serca. 

    Surrealistka to opowieść o prawdziwych ludziach, o wybitnych artystach, którzy tworzyli nurt surrealistyczny w czasach, kiedy za bycie artystą groziła śmierć. To historia wielkiej miłości, z której narodziła się wielka sztuka. O życiu na przekór innym, według własnych zasad, o szukaniu dla siebie miejsca dla barwnych motyli w poukładanym, szarym świecie. Ale to też opowieść o egoizmie, wykorzystywaniu innych, ucieczce od odpowiedzialności za siebie samego. I o szaleństwie, które zrodził strach. 

michaela carter surrealistka

    Konstrukcja tej książki mnie zachwyciła. Początek, tak barwny i pełen symboli, spokojny i marzycielski. Jak wiosna, kiedy razem z Leonorą można było obudzić w sobie drzemiącą cząstkę artysty i spojrzeć inaczej na otaczający świat. Kiedy kwitła miłość pomiędzy dziewczyną i jej ukochanym. Później nagły wybuch lata - duszny, niecierpliwy, pełen zagrożeń. Gdzie napięcie rosło jak temperatury w lipcu. Jak coś, co trzeba przetrwać, ale na co nie ma się już sił. I na koniec chłodna jesień. Ze swoją nostalgią, wspomnieniami i pożegnaniami. Z końcem tego, co narodziło się wiosną. Z chęcią cofnięcia się do tego, co było, przywrócenia dawnego porządku. Zakończenie mnie uspokoiło, ale też pozostawiło we mnie jakąś melancholię. Bo chociaż wiem, że dla Leonory był to początek nowej drogi i że jej życie i proces tworzenia trwały dalej, to skończyło się coś pięknego i niepowtarzalnego. Przywiązałam się do tych bohaterów, nawet do samolubnego Maksa, i z pewnym smutkiem kończyłam książkę. Czy czegoś mi w książce zabrakło? Perspektywy Maksa z czasów przed wojną. Jego postać przeszła wielką przemianę, ale widać to było tylko przez porównanie jego zachowania obserwowanego przez innych. Max z początków znajomości i z czasów beztroski jest tajemniczą postacią, niezbyt sympatyczną i nie wzbudzającą mojego zaufania, ale też niemą. Nie mamy również spojrzenia na sztukę jego oczami. 

michaela carter surrealistka


    Surrealistka opisuje prawdziwe wydarzenia, ale ja cały czas czułam, jakbym czytała najpiękniej wymyśloną powieść, tak barwne i pełne tragizmu były te wydarzenia. Oczywiście pobudziło to moją ciekawość i zainteresowanie postacią malarki. Wiem, że jej myśli spisane w książce są tworem autorki, ale czytając niektóre z nich czułam, jakby to w mojej głowie powstały, nawet te najbardziej oderwane od rzeczywistości. Przez to też wzrósł mój sentyment do Leonory i choć już zapoznałam się z jej twórczością, mam ochotę sięgnąć po jej pełną biografię, opisującą całe jej życie, również to po zakończeniu Surrealistki.

     Surrealistka ma dziś swoją premierę. Dzięki portalowi lubimyczytac.pl i uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis miałam możliwość przeczytać ją przed tą datą. Gorąco polecam. Nawet jeśli nie interesujecie się sztuką i postać Leonory Carrington jest wam obca, gwarantuję, że dacie się porwać historii tej wielkiej miłości w potwornie burzliwych czasach.

 


poniedziałek, 22 marca 2021

[67] Delia Owens - Gdzie śpiewają raki

    

delia owens gdzie śpiewają raki

 "Gdzie śpiewają raki" to książka z gatunku "książki o biednej sierotce", coś na wzór baśni o Brzydkim Kaczątku czy Kopciuszku. Główną bohaterkę, Kyę, poznajemy jako kilkuletnią dziewczynkę w momencie, kiedy opuszcza ją matka. Nie mogąc znieść ciężkiego życia na bagnach z mężem pijakiem, kobieta pakuje walizkę i po prostu odchodzi. W biednej chacie zostaje Kya, jej ojciec, i rodzeństwo - a później, wraz z upływem lat, odchodzą kolejni członkowie rodziny. Aż w końcu Kya nie ma już żadnej rodziny i zostaje na bagnach sama.

    Kyai nie można nie współczuć, nie można się nad nią nie litować. Czytając o małej dziewczynce żyjącej samotnie w rozpadającej się chacie na bagnach nie można ciągle nie zastanawiać się gdzie są dorośli? Gdzie są mieszkańcy miasteczka wiedzący o jej istnieniu i ich pomoc? Dlaczego wszyscy mają dla niej jedynie pogardę, dlaczego jej wygląd budzi w nich tylko odrazę a nie świadomość, że temu dziecku trzeba pomóc? Akcja książki nie toczy się w czasach współczesnych, kiedy każdy musi być przypisany do jakiegoś numeru, adresu, nazwiska. Kyai udaje się nie uczestniczyć w życiu miasteczka, unikać szkoły i lekarzy. Ale czy można całe życie spędzić tylko w towarzystwie owadów i ptaków?

recenzja kiążki gdzie śpiewają raki

    Czytelnik towarzyszy Kyai przez cały jej okres dojrzewania, jej budowania sobie życia po swojemu i cieszeniu się nim. Niektóre momenty to prawdziwe wyciskacze łez. Kya to silna dziewczyna, ale jednocześnie o kruchej i bezbronnej duszy. To bohaterka, z którą można się zżyć i prawdziwie wczuć w jej historię. Tym bardziej, że w książce występuje mało postaci i wątków, które mogłyby rozpraszać. Treść książki jest bardzo wyważona. Autorka zachowała idealną równowagę pomiędzy akcją, opisami przyrody i przemyśleniami Kyi. Ani przez chwilę nie czułam się znudzona i nie chciałam biegnąć do przodu.

    Głównym wątkiem książki jest morderstwo jednego z mężczyzn z miasteczka i proces Kyi, oskarżonej o jego zamordowanie. Początek wydaje się zwyczajny, czytając go czułam, że oto biednej skrzywdzonej dziewczynie znowu dzieje się krzywda i z całego serca jej współczułam. Spodziewałam się jednego z dwóch zakończeń - albo dziewczyna zostanie uniewinniona i będzie sprawiedliwość, albo skazana i niesprawiedliwość. Jednak zakończenie wątku wywołało we mnie bardzo mieszane uczucia, i wyjątkowo mi się to spodobało. Z czytelniczego poczucia obowiązku chciałam ocenić postępowanie postaci, wydać werdykt i zadecydować, czy sprawiedliwość zatriumfowała. Ale nie mogłam. Cała książka pokazywała jak bardzo skomplikowane może być życie jednej osoby, i zakończenie napisane zostało w tym samym stylu. 

recenzja książki

    "Gdzie śpiewają raki" to nie jest książka o zawiłej fabule, pełna zagadek i zaskakujących zwrotów akcji (choć te też się zdarzają). Tę książkę się czyta i się ją czuje. To mocne odczuwanie i przywiązanie do głównej bohaterki przez całą akcję książki jest idealnym zabiegiem wzmacniającym zakończenie. Bo zakończenie, to jak zderzenie się z murem - moment oszołomienia. Czy polecam? Zdecydowanie tak. To nie jest lekka rozrywkowa lektura, ale z drugiej strony pisana jest prostym językiem a historia nie jest zawiła, nie potrzeba więc skupienia i wytężonej uwagi, by się w nią wczytać. Polecam każdemu.

piątek, 22 grudnia 2017

[6] Cecelia Ahern - Zakochać się

Historie pisane przez Cecelię Ahern są niezwykle oryginalne i tak naładowane emocjami, że można się w nich zatracić. Co najlepsze, zawsze jest to cały wachlarz uczuć i emocji, a także grono niezwykle żywych i barwnych bohaterów. W książkach tej autorki mało kto jest „normalny”. Zazwyczaj są to postacie o skomplikowanej osobowości, barwnej przeszłości i nietuzinkowych zainteresowaniach.






Cecelia Ahern nie zawiodła mnie i tym razem. W „Zakochać się” mamy fankę wszelkich poradników, która lubi pomagać ludziom i dla każdego ma dobre słowo. Nie waha się zawiesić swojego życia (które, nawiasem mówiąc, właśnie się rozpada), by pomóc obcemu mężczyźnie. Mamy dążącego do samozniszczenia miliardera ze złamanym sercem, nie potrafiącym znaleźć w swoim życiu żadnego pozytywu. I na koniec mamy zwariowaną rodzinkę: ojca i dwie córki, którzy zachowują się jak widzowie w teatrze, obserwując życie Christine, komentując je w zabawny sposób, ale w żadnym razie w nie nie ingerując.




Sama historia również jest bardzo oryginalna, pełna humoru i intrygujących tajemnic. Christine poznaje Adama na moście, z którego ten chce skoczyć. Kobieta powstrzymuje go przed skokiem i obiecuje, że jeśli da jej szansę, ona pomoże mu na nowo zakochać się w życiu. Christine jest zdesperowana i w tamtym momencie gotowa obiecać wszystko. Nie ma jednak pojęcia jak trudne okaże się to zadanie. Bazując na wskazówkach zawartych w poradnikach oraz własnej intuicji i kreatywności rozpoczyna wyścig z czasem. Momentami jest smutno, momentami zabawnie. Zarówno Christine jak i Adam tryskają humorem, by już za chwilę wpaść w czarną rozpacz. Obydwoje przechodzą ciężki okres w życiu, różnią się jednak swoim podejściem do sytuacji. Adam jest impulsywny, targany niezwykle silnymi emocjami, wpadający z jednej skrajności w drugą. Nie zastanawia się nad kolejnym małym kroczkiem, nie myśli o konsekwencjach. W drastyczny sposób próbuje rozwiązać swoje problemy tu i teraz. Christine jest jego zupełnym przeciwieństwem. Jest spokojna i pełna empatii. Roztrząsa każdą możliwość, zanim podejmie decyzję. Dba o samopoczucie innych i bardzo cierpi, kiedy jej zachowanie sprawia komuś przykrość. Uważa, że odpowiedzi na wszystkie problemy może znaleźć w poradnikach, wierzy w to naiwnie i beztrosko, dopóki przypadek Adama nie udowadnia jej, jak bardzo się myli.






„Zakochać się” to książka o ciężkiej tematyce, w końcu załamanie psychiczne i próba samobójcza to nie są błahe tematy. A jednak czyta się ją lekko i głównie z uśmiechem na ustach. To taka lekcja, że dramaty wielkie w naszych oczach, tak naprawdę nie znaczą aż tak dużo, i wystarczy mieć obok siebie wspierającą osobę, która pomoże nam pokonać nasze demony, by znów być szczęśliwym. To nie jest historia o silnych ludziach, którzy w obliczu tragedii zachowują pogodę ducha. Wręcz przeciwnie. Christine, a zwłaszcza Adam, to ludzie zwyczajni, tacy jak my, których czasem przygniatają smutki, którzy dramatyzują i przesadzają, swoje własne cierpienie uznając za największe. Kto z nas tak nie robi? Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jeśli jeszcze nie wybraliście lektury na zbliżające się wolne dni, polecam nastrojową "Zakochać się".