Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2024

[223] C. G. Drews - Chłopak, który okradał domy. I dziewczyna, która skradła jego serce.



"Chłopak, który okradał domy. I dziewczyna, która skradła jego serce" - C.G.Drews

Wydawnictwo Books4YA, 2024 rok

przeczytane: 05/2024

 9/10*

    Pamiętacie czym się kłopotaliście, kiedy mieliście 15 lat? Co zaprzątało wasze myśli przed snem, co wydawało się wtedy ogromną tragedią? Część z tych naszych problemów na pewno była już poważna, być może wpłynęły na nasze przyszłe, dorosłe życie. Z pokonaniem części z nich na zapewne musieliśmy się sporo natrudzić, być może poprosić o pomoc. Ale czy musieliśmy się martwić o zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb? Sam jest na pewno tylko jednym z tysięcy dzieci pozbawionych ochrony dorosłych, ale skupienie się na jego przypadku i dokładne pokazanie jak może wyglądać rzeczywistość takich dzieci, pewnie nie jednej osobie otworzy oczy. 

 


    Piętnastoletni Sam jest bezdomny, od wielu, wielu lat nie widział swoich rodziców, a jego ostatnia opiekunka, ciotka Karen, tylko czeka na jego pojawienie się, aby oddać go w ręce policji. Bo Sam ma problem z agresją i narobił sobie przez to okropnych problemów. Od roku włamuje się więc do starannie wybranych, pustych domów, i kradnie wszystko, czego potrzebuje. Każdą nadwyżkę gotówki odkłada na dom dla siebie i swojego starszego autystycznego brata, którym się opiekuje. Aż pewnego dnia wybiera dom zamieszkany przez nietuzinkową rodzinę, i już nie chce ukraść im jedzenia czy pieniędzy - on chce ukraść całą rodzinę.


    Oczami Sama oglądamy życie zwyczajnej, nieidealnej rodziny, która ma problemy ale jednak się wspiera i pracuje razem, mimo trudów jest szczęśliwa. Dla chłopaka to jak cud - on nigdy takiego życia nie doświadczył. I czytelnik wtedy od razu zaczyna doceniać to, co sam miał i ma, patrzy na to jak na coś wcale nie tak oczywistego, jak na dar, za który trzeba być wdzięcznym. Czytanie o tym, jak kolejne osoby zawodziły bohatera i jak bardzo plątał się on w próbach naprostowania swojego życia, łamie serce. Niektóre sceny są zabawne, w innych czuć złość (również na głównego bohatera, bo ideałem to on nie jest), ale jednak w książce przeważa smutek. Bo jaka miałabym być historia bezdomnego piętnastolatka?

 

     Moment, kiedy Sam poznaje Moxie, jest dla niego przełomowy. Przede wszystkim zaczynają się w nim budzić ciepłe uczucia, których wcześniej tam nie było. Nie zwinięcie jak największej ilości gotówki jest ważne, ale bycie z ludźmi, którzy są dla niego mili, którzy go widzą, a nie ignorują, jak wszyscy do tej pory. W Samie zaczynają się też budzić wyrzuty sumienia i z pełnego złości i rozczarowania dzieciaka powoli staje się bardziej ciepły, współpracujący z innymi, wyczulony na uczucia na innych. I przede wszystkim, zaczyna się w nim budzić nadzieja. A my, czytając o tym, pokonujemy tę drogę razem z nim. Książka wzbudza niezwykle silne emocje, przez co jesteśmy w historię bardzo zaangażowani. Już od pierwszych stron chcemy wiedzieć, czy Sama ktoś uratuje, czy będzie on miał swój dom czy może jednak brutalny świat go pokona. Akcja jest nieprzewidywalna i co i rusz zaskakuje, więc absolutnie nie można mieć pewności co do przyszłych losów Sama i Averego.




    W historii pojawia się wątek romantyczny, ale chociaż jest on jednym z głównych motywatorów Sama, nie jest mocno rozwinięty. Schodzi na drugi plan, ponieważ najważniejsza staje się przyjaźń chłopaka i Moxie. Jak ona się pięknie rozwijała. Tam nic nie nie było łatwe. Sam po raz pierwszy w życiu musiał pomyśleć o kimś innym niż on sam i jego brat, i po raz pierwszy na kimś zaczęło mu tak zależeć.

    Rzadko sięgam po młodzieżówki, ale muszę przyznać, że jak już jakąś przeczytam, to jestem zachwycona. Jak ich autorzy potrafią pięknie pisać o emocjach, jak bardzo grają na uczuciach czytelnika. Chłopak, który okradał domy. I dziewczyna, która skradła jego serce to historia, którą się czuje od pierwszego rozdziału i od której trudno się oderwać. To nie jest lekka opowieść, ale oprócz smutku ma tyle kojących momentów, że czytanie jej to najprawdziwsza przyjemność. Zdecydowanie polecam. 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Books4YA





poniedziałek, 3 lipca 2023

[142] Rebecca Ross - Rzeka zaklęta


Rebecca Ross Rzeka zaklęta

"Rzeka zaklęta" - Rebecca Ross

Wydawnictwo Muza, 2023 rok

przeczytane: 04/2023

9/10*

    Cadence to wyspa, na której rządzą duchy żywiołów, a magia obecna jest w życiu jej mieszkańców. Na Wschodzie mieszka klan Tamerlaine, na Zachodzie Breccanie, a przestąpienie granicy pomiędzy dwoma skrajnie różnymi krainami jest niedozwolone. Jack Tamerlain wraca po dziesięciu latach nauki na kontynencie na tajemnicze wezwanie swojego lairda. Chce szybko wypełnić obowiązek wypełnienia rozkazu przywódcy klanu i wrócić do swojego spokojnego, bezpiecznego życia jako wykładowca. Nie wie, że to, co planował jako krótką wizytę w domu, przerodzi się w pełną niebezpieczeństw przygodę i zaowocuje tyloma zmianami, że Jack z ostatnich rozdziałów zupełnie nie będzie przypominał Jacka z rozdziału pierwszego.

Rebecca Ross Rzeka zaklęta


    Rzeka zaklęta ma niesamowity, baśniowy klimat. Bohaterowie żyją w krainie, gdzie duchy wody, ziemi i powietrza mogą komuś sprzyjać i pomagać, albo wręcz przeciwnie - zwodzić, mylić drogę, kusić i w końcu zabijać. Mają silne poczucie przynależności do własnego klanu, ogromną nienawiść do wrogów i zdolność cieszenia się z prostych spraw. Ta historia mogłaby być idylliczna, gdyby nie cień rzucony na wszystkich Tamerlainów - porwania bezbronnych dziewczynek. Początek akcji to błądzenie we mgle, powolne poznawanie wyspy, jej zwyczajów i mieszkańców, legend i magii. Czytelnik ma mnóstwo okazji by domyślić się, kto stoi za porwaniami, zanim dojdzie do tego którykolwiek z bohaterów. 

Rebecca Ross Rzeka zaklęta

    Historia zaczyna się bardzo prosto i wtedy wydaje się, że w książce dominować będzie niezwykła atmosfera wyspy, i że to na jej dziwy będzie kładziony największy nacisk, z lekkim pominięciem fabuły. Ale im dalej w las, tym drzew jest więcej. I tak z pozoru jednowątkowa historia staje się dużo bardziej skomplikowana, niż zapowiadał to początek. Jest oczywiście kwestia porwań dziewczynek, ale też tajemnice matki Jacka, jego poplątana relacja z Adairą, traktat pokojowy z Zachodem, związek Torina i Sidry, i wielka tajemnica sprzed lat, która została wpleciona i precyzyjnie połączona z innymi wątkami. 

    Fabuła książki jest wielowątkowa, ale poziom jej skomplikowania nie jest najwyższy i z łatwością można śledzić akcję, nie gubiąc się ani na moment. To raczej lekka lektura, nie wymagająca dużego wysiłku. Pewnie można by niektóre wątki rozwinąć i lepiej rozpisać, dodać więcej postaci i mocniej zagłębić się w ich psychikę. Byłoby pewnie lepiej, ale już teraz jest dobrze. Rzeka zaklęta to fantastyka, ale w moim odczuciu - fantastyka młodzieżowa. Ale ja porównują ją do takich serii jak Skrytobójca, Syn zdrajcy czy Trylogia Kruczy Cień.

Rebecca Ross Rzeka zaklęta

    Podsumowując, Rzeka zaklęta bardzo mi się podobała. Przeczytałam ją z przyjemnością. Wciągnęłam się, dałam zaskoczyć i nie znalazłam niedociągnięć, które by mi przeszkadzały. Spodobał mi się szkocko-baśniowy klimat, pomysł na relację Jacka z duchami i wykorzystanie magii przez mieszkańców Wschodu. Czuję się też zaintrygowana zakończeniem i na pewno wrócę do części drugiej, w której możemy spodziewać się kolejnej świetnej historii. Polecam zarówno fanom fantastyki oraz romansu rycerskiego.


czwartek, 1 lipca 2021

[84] S.A. Chakraborty - Miasto mosiądzu


S.A. Chakraborty miasto mosiądzu

    Moja dobra passa czytelnicza dalej trwa, i kolejna książka, którą przeczytałam, okazała się hitem. Miasto mosiądzu to debiutancka powieść S. A. Chakraborty napisana w klimacie Baśni tysiąca i jednej nocy. To fantastyka, która spodoba się nie tylko fanom gatunku, ale każdemu kto lubi dać się porwać ekscytującej i oryginalnej historii. 

S.A. Chakraborty miasto mosiądzu

    Nahri jest oszustką i uzdrowicielką mieszkającą w XVII-wiecznym Kairze. Marzy o nauce prawdziwej medycyny, i z myślą o tym celu decyduje się na kolejne oszustwo. Wtedy też niechcący sprowadza potężnego wojownika władającego magią, który okazuje się dżinnem. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Dara, bo tak nazywa się wojownik, obraża się, kiedy Nahri nazywa go dżinnem,  wypytuje o rodzinę dziewczyny jakby to byli jego dobrzy znajomi, opowiada bajki, jakby w nie wierzył, a na koniec porywa dziewczynę do magicznego miasta. Z tyloma informacjami Nahri wyruszyła do Dewabadu, więc i wam tyle powinno wystarczyć przed przeczytaniem książki. Bardzo nie chciałabym zepsuć wam którejś z wielu niespodzianek czekających na was podczas czytania.

S.A. Chakraborty miasto mosiądzu

    Rozdziały pisane są naprzemiennie z punktu widzenia Nahri oraz Alego, który jest w książce równie ważny co dziewczyna i odegra w niej ogromną rolę - podejrzewam też, że w kolejnej części to on może być ważniejszy od Nahri. To postać napisana po prostu cudownie. Raz się go lubi, raz krzywi na jego zachowanie. Dla mnie jednak jest to postać bardzo pozytywna. Trochę zagubiona w życiu, pozbawiona wsparcia rodziny i mająca w sercu mnóstwo wrażliwości. Ali ma wielkie ambicje, choć dąży nie do tego o co większość go posądza. Robi to w sposób, który już na początku książki przysparza mu kłopotów. A później jest tylko gorzej. 

S.A. Chakraborty miasto mosiądzu

    Nahri jest prostą dziewczyną wychowaną na ulicach Kairu, przywykłą do trudnego życia. Po przywołaniu Dara traci nagle całe swoje dotychczasowe życie i musi szybko przystosować się do nowego, inaczej czeka ją straszna śmierć. Podobało mi się, że była w tym bardzo autentyczna. Przestraszona, nieufna, dalej knująca i z premedytacją wykorzystująca swoje umiejętności oszustki. Bezbronna a jednocześnie silna. Nahri wiedziała, kiedy się ugiąć, żeby nie dać się złamać. Bardzo ją polubiłam. Ona i Ali to ulubieńcy, pomiędzy którymi nie da się wybrać. Co innego Dara... Do niego niestety nie zapałałam sympatią. Być może na początku, ale jego późniejsze zachowanie wszystko wymazało. Dara to również postać bardzo dobrze napisana. Charakterystyczna, można powiedzieć, i z pewnością zyska wielu sympatyków. Ja do nich nie należę i czasami wolałam, żeby zniknął z danej sceny i pozwolił innym bohaterom działać, bez swojej irytującej obecności.

S.A. Chakraborty miasto mosiądzu

    Świat orientu hipnotyzuje. Historia dżinów, ich życie współcześnie, intrygi, magia. I tajemnice, których do samego końca nie poznajemy w całości. Ja zakończyłam książkę rozmyślając o ciągu dalszym i snując domysły, co jeszcze może się wydarzyć. Jest to książka młodzieżowa i trochę w języku można to odczuć - bohaterowie często żartują i nie potrafią prowadzić tak poważnych rozmów jak w książkach fantasy dla dorosłych. Historia jednak nie jest zupełnie uproszczona czy skrócona, żeby się ją szybciej i łatwiej przyswajało. Trzeba się wysilić, żeby się nie pogubić. Ja dość późno odkryłam słowniczek, więc podpowiadam - szukajcie na końcu książki, to wam pomoże. 

S.A. Chakraborty miasto mosiądzu

    Miasto mosiądzu mnie oczarowało. Naprawdę przepadłam w tej magicznej atmosferze orientu, i przywiązałam się do bohaterów. Historia była zaskakująca na każdym kroku, ani jeden moment nie był nudny. Wielkim plusem jest też konstrukcja i rozdziały pisane naprzemiennie z punktu widzenia Nahri i Alego. Zwłaszcza, kiedy bohaterowie się spotykają i można przeczytać ich wrażenia względem siebie samych. Cieszę się, że ciągle jeszcze pisana jest fantastyka młodzieżowa, która mi się podoba - po przeczytaniu takiej ilości fantastyki jaką ja przeczytałam, mam już mocno wyrobiony gust. "Miasto mosiądzu" polecam zarówno młodszym jak i starszym czytelnikom.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu We need YA.



wtorek, 16 lutego 2021

[62] Laura Sebastian - Księżniczka popiołu


recenzja ksiażki dla młodzieży

Z historii o księżniczkach nigdy nie wyrosnę. Kiedy byłam dzieckiem, mama czytała mi bajki o pięknych i dobrych księżniczkach czekających na swojego księcia i siłą swojego czystego serca pokonujących wszystkie przeciwności losu. Jako nastolatka wolałam historię walecznych księżniczek, księżniczek-czarodziejek i bohaterek. Teraz coraz częściej skłaniam się ku opowieściom o prawdziwych kobietach - jak choćby książki Philippy Gregory, dla mnie najcudowniejsze powieści historyczne.

 
Dziś jednak mam do powiedzenia kilka słów o książce "Księżniczka Popiołu" - młodzieżowej fantastyce. Główna bohaterka sama jest nastolatką, jednak w mojej ocenie bardzo dojrzałą, zarówno w czynach jak i myślach. Bardzo mi się to podobało, ponieważ nie lubię czytać rozterek dziecinnej małolaty, przez autora/autorkę na siłę przedstawianą jako niebezpieczną, groźną, potężną dorosłą kobietę. Theodosia to świetna dziewczyna, która bardzo wiele wycierpiała w swoim życiu. Jako kilkuletnie dziecko musiała patrzeć na śmierć ukochanej matki, upadek własnego kraju, zniewolenie rodaków. Później sama została niewolnicą i zabawką w rękach okrutnego króla. Hańbiące miano księżniczki popiołu miało jej i wszystkim jej rodakom przypominać, że z ich dawnego królestwa zostały tylko popioły. Jak to jednak często bywa, w popiele żarzą się pojedyncze węgielki. Tak jest i w tym przypadku. Zaskoczona Theodosia odkrywa, że część jej rodaków dalej walczy z okupantem i planuje bunt. Przyłącza się do niego i wykorzystując to, że wszyscy uważają ją za słabą i złamaną, planuje pokonanie króla Kaisera.

 

recenzja ksiażki dla młodzieży

Sam pomysł na przyłączenie się księżniczki, której odebrano koronę, do walki za wolność swojego kraju, nie jest nowością. To temat dość oklepany i wymagający sporo umiejętności oraz kreatywności, by czytelnik nie zapomniał książki szybciej niż ją przeczytał. W książce znajduje się kilka wątków naprawdę wartych uwagi, których jednak nie chcę tu przytaczać, żeby nie zepsuć wam lektury. Wspomnę tylko, że jednym z najlepszych fragmentów - moim zdaniem - jest relacja Theodosii i Cress. Mocno zaskakująca, nieoklepana i rewelacyjnie poprowadzona. Dużo słabiej wypadł wątek romantyczny. Mocno oklepany i przewidywalny, w pewnym momencie coś zaczęło się dziać i nabrałam nadziei, że jednak zrobi się ciekawie. Niestety, moment minął i znów zrobiło się nudno. Jeśli ktoś ma już po dziurki w uszach nastoletnich romansów i tragedii z nimi związanych, pocieszę go, że mimo iż wątek romantyczny jest tu dość istotny, nie poświęcono mu najwięcej miejsca. Autorce udało się zachować równowagę a postać Theodosii niesamowicie na tym zyskała. Jej wszystkie myśli i zachowania nie kręciły się wokół ukochanego. Potrafiła zachować trzeźwy umysł, kiedy była taka potrzeba. Potrafiła planować, myśleć o innych i wspominać przeszłość, pielęgnując w sobie nienawiść do wrogów. 

 

recenzja ksiażki dla młodzieży

W Theodosii zaszła duża zmiana - duża, ale nie gwałtowna. To ogromny plus i chyba największa zaleta tej książki. Przebudzenie dziewczyny z letargu, w jakim trwała żyjąc w pałacu jako księżniczka popiołu, jej pokonywanie strachu, podejmowanie trudnych decyzji, wyszło tak naturalnie, że lektura była czystą przyjemnością a głównej bohaterki nie dało się nie polubić. Wyszła z tego całkiem mądra książka dla młodzieży ucząca, że nastoletni świat nie zawsze kończy się na pierwszej wielkiej miłości. W "Księżniczce popiołu" znalazło się wiele wątków i dwie bardzo dobrze napisane bohaterki. Reszta na ich tle wypada blado, ale nie jest najgorzej. Na pewno sięgnę po kontynuację.



niedziela, 1 grudnia 2019

[57] Louisa Reid - Miłość za wszelką cenę

Miłości matki powinno się ufać. Powinno się jej być pewnym jak niczego innego na świecie. Czerpać z niej siłę, inspirację i pociechę. Być pewnym, że kiedy wszystko inne się wali, zawodzi i smuci, miłość matki zawsze będzie, choćby tylko już w naszych wspomnieniach. Audrey, bohaterka książki "Miłość za wszelką cenę" nigdy nie zwątpiła w to, że jej matka ją kocha. Wiele rzeczy tłumaczyła i usprawiedliwiała tym uczuciem. Polegała na nim i wierzyła, że może mu ufać. 

książka młodzieżowa

Audrey przeprowadza się razem z mamą i młodszym bratem do nowego miasta. Musi zacząć wszystko od początku w nowym miejscu, w nowej szkole, zupełnie bez przyjaciół. Nie pomaga jej w tym fakt, że dziewczyna choruje na depresję i okalecza się, przez co wśród rówieśników zostaje przyjęta jako dziwaczka i ktoś niebezpieczny. Leo jednak wydaje się zupełnie nie zwracać uwagi na problemy Audrey. Widzi tylko to jak niesamowitą i radosną dziewczyną jest ona przy nim. Tylko on zdaje się zauważać, jak bardzo Audrey zmienia się w obecności swojej matki i jak dziwne są ich relacje.

książka młodzieżowa

Na czym polega dziwność relacji matki z córką i na co tak naprawdę choruje Audrey, nie zdradzę wam, ponieważ popsułabym całą radość z czytania. Niestety, nie mogę wam obiecać, że będziecie zaskoczeni, kiedy największa tajemnica zostanie ujawniona. Pomysł na fabułę mi się podobał, ale rozczarowało mnie trochę wykonanie. Bardzo wcześnie dostrzec można wiele znaków, że coś jest nie tak. Podczas rozmów Audrey z matką, jej wspomnień, jej wizyt w szpitalu. Bardzo irytowało mnie, że bohaterowie nie widzieli jak bardzo absurdalne są to sytuacje. Zakończenie też oceniam jako średnie. Nie było mocno wstrząsające - a tego się spodziewałam, ponieważ reszta książki była trochę mdła, więc myślałam, że może chociaż zakończenie będzie mocne. 

książka młodzieżowa

Koniec końców książkę oceniam jako średnią. Na wielki plus oryginalny pomysł na fabułę, nie spotkałam się z czymś takim ani w innych książkach, ani w filmach czy serialach. Niestety, to nie wystarczyło, żeby książka była mocno wciągająca. Trochę ciężko mi się ją czytało, były strasznie długie momenty, kiedy najzwyczajniej się nudziłam. Zakończenie mnie rozczarowało, więc ucieszyłam się, że to już koniec książki. Niestety, nie polecam jej.

książka młodzieżowa

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

[45] Sabaa Tahir - Imperium ognia

Piękna okładka i interesujący opis fabuły skusiły mnie do przeczytania kolejnej książki fantasy dla młodzieży, mimo że już jakiś czas temu przekonałam się, że coraz mniej podobają mi się historie pisane dla młodszych czytelników. Jak było tym razem?


"Imperium ognia" jest pierwszym tomem serii "An Ember in the Ashes" (swoją drogą nie mam pojęcia dlaczego wydawnictwo przetłumaczyło tytuł książki, a serii nie). Poznajemy w nim dwójkę głównych bohaterów. Laia należy do podbitego ludu, który żyje pod stałą kontrolą okupujących. Jej brat zostaje oskarżony o szpiegowanie dla buntowników i uwięziony, a reszta rodziny zamordowana. Dziewczynie zostaje darowane życie. Ucieka i pomocy szuka u buntowników. Ci jednak nie chcą zrobić niczego za darmo. W zamian za pomoc w uwolnieniu brata, Laia zgadza się zostać szpiegiem i niewolnicą Komendantki - kobiety dowodzącej szkołą walki Masek, zawodowych zabójców. Niedoświadczona wcześniej przez cierpienie, zostaje zabawką w rękach okrutnej kobiety. Wszystkie siły poświęca na to, by przeżyć. A buntownicy ciągle domagają się informacji.

Drugim bohaterem jest Elias, uczeń w szkole dla Masek, a także syn Komendantki. Tuż po narodzinach został porzucony przez matkę i wychowany przez Plemieńców, co wpłynęło na jego charakter. Różni się od swoich rówieśników, nie czuje dumy z powodu tego, kim kiedyś będzie. Jest zdecydowany porzucić wszystko i uciec, mimo wszelkich niebezpieczeństw. Na przeszkodzie stają mu jednak augurowie. Nieśmiertelni magowie, znający przyszłość i potrafiący czytać w myślach, ogłaszają rozpoczęcie Prób, podczas których wybrany ma zostać nowy władca imperium. Elias zostaje jednym z kandydatów.


Ogromnym plusem "Imperium ognia" jest stworzony przez autorkę świat. Pustynny, pełen legend i potworów takich jak ghule czy dżiny. Bardzo obiecująca jest też sama fabuła. Próby, buntownicy, ożywające legendy, przyjaźnie wystawione na próbę. To naprawdę świetnie stworzona historia, ale... niestety, jest ale. Wszystko to jest bardzo niedopracowane i nieprzemyślane. Bohaterowie zachowują się czasami tak głupio, że to aż boli. Autorka wymyśliła sobie trasę, którą ma podążać akcja, i bezwzględnie się jej trzymała, nawet jeśli zachowanie postaci było w tym momencie kompletnie nierealne. 

Nie polubiłam Lai, wręcz ją znielubiłam. Była nudna i irytująca. Autorka stworzyła ją jako słabą i płaczliwą, i kazała robić rzeczy, które nijak nie pasowały do jej charakteru. To był wielki zgrzyt. Elias był ciekawszą postacią. Był dużo bardziej skomplikowany. Z jednej strony był Maską, brał udział w Próbach i dostosowywał się do zasad. A z drugiej... z wielką przyjemnością je łamał. Szukał własnej drogi, nie był pewny kim tak właściwie jest. Wnukiem swojego dziadka czy synem przybranych rodziców? Ta postać byłaby bardzo dobra, gdyby autorka nie uparła się, że dwoje głównych bohaterów musi się w sobie zakochać. Po co? W moim odczuciu tą zagrywką zepsuła całą historię.



Laia wśród buntowników poznaje chłopaka, do którego zaczyna coś czuć. Ona jemu też nie jest obojętna. Ich losy zostały połączone i z tego mogłaby być naprawdę piękna historia miłosna. Wielka, pełna przeciwieństw losu, dająca nadzieję i wzbudzająca wielkie emocje. Ale przede wszystkim realna. Tymczasem uczucie pomiędzy Laią i Eliasem jest tak sztucznie zbudowane, tak wymuszone i nie na miejscu, że mogłabym podejrzewać, że ktoś tu kogoś robi w balona i ktoś kimś manipuluje. Mogłabym, ale nie podejrzewam, ponieważ żadne z kochanków nie wykazało wcześniej zdolności do takich intryg.

Laia jest irytującą dziewczyną, która nie radzi sobie z zadaniem, którego się podjęła, jest przerażona i ciągle atakowana. Ona mogła się zakochać w kimś, kto w najgorszych momentach wyciągał do niej pomocną dłoń. Mogła zapomnieć o niebezpieczeństwie i nienawiści do wszystkich Masek (kto by tam pamiętał, że jedna z nich darowała jej życie, chociaż nie musiała). Zachowanie Eliasa było jednak zupełnie głupie i nie do zaakceptowania. Był bohaterem honorowym i odważnym, postawił granicę, której sam nie chciał przekroczyć, by nie popełnić zbrodni, przez które straci duszę. Czego nie chciał zrobić? Oczywiście zabić ukochanej niewolnicy. Jasne, byłoby to w porządku i dawałoby mu ogromnego plusa gdyby... dzień wcześniej nie zamordował przyjaciół, nie próbował zabić najbliższej przyjaciółki i nie skazał jej na tortury odmawiając zabicia Lai. To nie był honor i dobro. To było zwykłe zauroczenie? Pożądanie? Odrzucił prawdziwe i mocne więzi przyjaźni, które łączyły go z towarzyszami ciężkich lat nauki, a postanowił się poświęcić dla dziewczyny, którą znał kilka tygodni, z którą może trzy razy rozmawiał, która i tak miała umrzeć. Jej śmierć przyniosłaby więcej pożytku niż darowanie jej życia. W tym momencie autorka zawiodła straszliwie. Napisała akcję zupełnie bez sensu. Chciała wykreować Eliasa na dobrego bohatera, a wyszedł z niego głupi egoista, któremu nie można ufać. 

"Imperium ognia" to historia nieprzemyślana i niedopracowana. Autorka za punkt honoru postawiła sobie połączenie Lai i Eliasa, i zupełnie nie przejęła się, że reszta do tego nie pasuje. To tak jakby układać puzzle i nie zwracać uwagi, że przez łączenie na siłę dwóch elementów reszta układanki zupełnie się rozjeżdża. Nie mam zamiaru czytać drugiej części, i zdecydowanie nie polecam tej książki. Mimo że początek i rozwinięcie akcji czytało się przyjemnie i mogłam przymknąć na niektóre momenty oko, to zakończenie mnie wręcz dobiło.




czwartek, 14 lutego 2019

[38] Lauren Oliver - Panika


Tytułowa "Panika" to gra, w którą grają od kilku lat absolwenci ostatniej klasy liceum małego amerykańskiego miasteczka. "Panika" jest grą niebezpieczną. Stawia przed uczestnikami wyzwania bardzo trudne i zagrażające życiu. Heather zawsze pogardzała ludźmi, którzy dla wygranej skłonni są ryzykować własne życie. Kiedy sama kończy liceum, pod wpływem emocji zostaje jedną z uczestniczek. Musi rywalizować z przyjaciółką i rozczarować najlepszego przyjaciela, który ciągle namawia ją, by zrezygnowała. Dziewczyna zaczyna się wahać i już chce ustąpić, kiedy nagle jej życie wywraca się do góry nogami. Heather rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy z wygranej - ogromnej wygranej. Potrzebuje ich dla siebie i swojej młodszej siostry, i nie może się wycofać. Próbuje zawiązać sojusz z innymi uczestnikami, ale Panika to gra, która wyzwala w ludziach najgorsze emocje i prowokuje do zachowań, które mogą wszystko zniszczyć.



Znacie "Harrego Pottera i Czarę Ognia"? Panika to coś podobnego do Turnieju Trójmagicznego. Tylko że tutaj zadań jest więcej bo i uczestników jest więcej. Kolejne wyzwania mają ich po kolei eliminować, aż do finałowego zadania - co roku tego samego - kiedy to mierzy się ze sobą pozostała dwójka. Akcja książki toczy się od jednego zadania do drugiego, ale to nie znaczy, że pomiędzy nimi nie dzieje się nic. Oj, dzieje się. Mamy trudne relacje rodzinne, zawody miłosne i stracone przyjaźnie. Życie Heather nigdy nie było usłane różami, ale lato, w które zagrała w Panikę, jest wyjątkowo kiepskie. Konkurencje są naprawdę przerażające i wiem, że absolutnie nie zrobiłabym żadnej z tej rzeczy, nawet gdybym miała za to dostać milion. Bo czasem żadne pieniądze świata nie wystarczą, żeby uratować zdrowie, a stracić je jest tak łatwo. Bohaterowie książki są jednak zdeterminowani i mają powody, dla których robią to co robią. Dla nich są to powody bardzo dobre i wydaje im się, że innej drogi do rozwiązania ich problemów nie ma.



"Panika" to książka młodzieżowa o poważnych, życiowych kłopotach. O czymś, co może spotkać każdego młodego człowieka. Bohaterowie są realistyczni, zachowują się jak prawdziwi ludzie. Nie zawsze robią dobrze, mądrze. Czasem reagują impulsywnie, nie potrafią powstrzymać emocji. Da się ich zrozumieć, polubić i znielubić. Największym atutem książki jest jednak sam pomysł gry. Pomysł przerażający, trzymający w napięciu. Trudno jest odłożyć książkę i pogodzić się z tym, że następne zadanie pozna się dopiero za kilka godzin. To była kolejna książka autorki, która naprawdę mocno mi się spodobała.