Jeśli jesteście fanami słodkich historii miłosnych z happy endem, z bohaterami, których nazwać można po prostu uroczymi i z fabułą niezbyt skomplikowaną, ale dającą nadzieję na to, że los w sumie dla każdego jest przychylny, czasami potrzebuje po prostu trochę czasu - to Romans pod choinkę jest książką dla was. Teoretycznie jest to historia świąteczna. Ale praktycznie, czytać ją można o każdej porze roku, bo przez większość akcji nie ma motywu świątecznego.
Ray i Everly poznają się w Boże Narodzenie. Everly zostaje napadnięta na ulicach Nowego Jorku, a obcy mężczyzna staje w jej obronie. Od tego momentu zaczyna się ich historia. Ray jest zafascynowany dziewczyną i pragnie kontynuować z nią znajomość. Jest typem lekkoducha, który nie potrafi poważnie podchodzić do związków i nie planuje trwałej i długotrwałej relacji. Everly za to wiele w życiu przeszła i ostrożnie podchodzi teraz do każdej nowości. W wypadku straciła wzrok, a chwilę później porzucił ją narzeczony, ze względu na jej ślepotę. Everly to dziewczyna pogodna, i dzięki tej pogodzie ducha nie załamała się ale nauczyła żyć na nowo. Ma pasję, rodzinę i wielką chęć by żyć i doświadczać. Kiedy zaczyna ufać Rayowi, zawierają między sobą umowę. Mają nawiązać niezobowiązujący romans na czas pobytu dziewczyny w Nowym Jorku, a później bez żalu pójść każde w swoją stronę.
Mimo że w książce występuje motyw ślepoty, nie jest to książka trudna czy ciężka w odbiorze. Wręcz przeciwnie. To lekka, zabawna historia miłosna, w której coś, co dla wielu oznacza koniec świata, jest tylko drobną przeszkodzą, na dodatek powodującą zabawne sytuacje. Nie ma tutaj głębszych przemyśleń bohaterów i wchodzenia do ich głów. Uwaga skupia się na wydarzeniach i na akcji, a nie na rozterkach i podejściu do życia Everly i Ray'a. Bohaterowie są rozczulający, zarówno we wzajemnej relacji jak i podczas kontaktów z innymi osobami z ich otoczenia. Naprawdę aż chce się dla nich happy endu.
Romans pod choinkę to przemyślany pomysł na historię, napisany tak, aby umilić nam wieczór, wywołać uśmiech na twarzy i dać odrobinę pokrzepienia - przecież tak działa każda historia z happy endem. Nie znalazłam w niej przerysowanych bohaterów czy scen. W taką historię naprawdę mogłabym uwierzyć. Minus, który mogłabym znaleźć - tak trochę na siłę - to totalny brak zaskoczeń. Tu od początku wiadomo jak książka się skończy i nic nas w niej nie zaskakuje. Przez to akcja nie trzyma w napięciu, a książkę bardzo łatwo odłożyć na później. Ale czytanie jej jest po prostu bardzo przyjemne, wybaczam więc brak silniejszych emocji.
Bardzo miło spędziłam czas z tą książką. Polecam do przeczytania - nie tylko w grudniu.


