Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura afrykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura afrykańska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 października 2024

[255] Abi Daré - Dziewczyna o mocnym głosie

 

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie
 
"Dziewczyna o mocnym głosie" - Abi Daré

Wydawnictwo Muza, 2024 rok

przeczytane: 09/2024

 8/10*

    Niektóre książki mocno otwierają mi oczy. Pokazują, że moja "normalność" jest tylko jedną z wielu "normalności", skrajnie od siebie różnych, pochodzących z różnych rejonów świata. Uczę się z nich, że da się żyć inaczej, nawet jeśli mnie wydaje się, że jest tylko jeden sposób, że każdy inny prowadzi do śmierci - że to niebezpieczeństwo, głód, rozpacz, choroba. Europa to taka trochę bańka, w której wszystko jest dużo prostsze niż w krajach poza nią. Tu panuje mniejszy lub większy ład, są możliwości otrzymania pomocy i wsparcia, dzieci od małego wyposażane są w najgroźniejszą broń - wiedzę, która ma je ochronić i pozwolić żyć szczęśliwie.

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie

    Bohaterka książki Dziewczyna o mocnym głosie marzy o tym, by chodzić do szkoły. Ma czternaście lat, mieszka w Nigerii, i szkołę musiała porzucić niedługo po śmierci matki, kiedy skończyły się pieniądze. Jej ojciec to okropnie bezużyteczny leń - zwyczajnie głupi, próżny, zachłanny. Córka jest dla niego drogą do zdobycia pieniędzy na czynsz. Sprzedaje ją więc na żonę innemu staremu capowi, człowiekowi potwornie obrzydliwemu i przekonanemu o swojej wspaniałości, który od Adunni, dziecka przecież, wymaga wdzięczności za uczynienie ją jedną z trzech swoich żon.

    Adunni z jednego piekła trafia do drugiego. A później do trzeciego. Śledząc jej losy widzimy jaką rolę przejmują córki w swoich domach rodzinnych, młode żony w domu męża i służące w mieście. Dziewczyna zostaje porwana przez nurt wydarzeń, nad którymi nie ma jak zapanować. Jej głos się nie liczy dla nikogo. Dlatego chce wrócić do szkoły i zdobyć wykształcenie, mimo że z dnia na dzień staje się to coraz mniej możliwe.

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie

    To historia naprawdę tragiczna. Dziewczyna doświadcza wielu krzywd i upokorzeń, żyje w ciągłym strachu i niepewności. Jest traktowana jak pies przybłęda w domu okrutnego człowieka - pierwsza do kopniaków. Losy fikcyjnej Adunni to losy wielu jej podobnych, prawdziwych dziewczyn. Dzieci niemających poczucia bezpieczeństwa ani bezpiecznego miejsca na świecie. Młodych dziewcząt traktowanych jak maszyny do rodzenia synów, pozbawione podstawowych informacji o własnym ciele i otaczającym ich świecie, wychowywanych wśród zabobonów i przemocy starszych. 

    Na tle tej historii Adunni jest promyczkiem słońca. Często naiwna i głupiutka, zbyt ufna i niepotrafiąca się obronić - choćby i milczeniem w odpowiednim momencie - rozjaśniała nawet najsmutniejsze momenty. Jej uparta wiara w dobro ludzi i nieporzucanie marzenia o nauce podnosiły na duchu. Dla Europejki losy tej Nigeryjki to gehenna, i pewnie dlatego energia i radość Adunni zrobiły na mnie takie wrażenie. Dla kogoś, kto żyje w tym społeczeństwie i dla kogo jest to normalnością, na pewno nie zdziwiłby się tak bardzo, że w tej sytuacji można mieć siłę żyć i marzyć.

Abi Daré  Dziewczyna o mocnym głosie

    Fabuła jest raczej prosta. Nie ma zaskakujących zwrotów akcji, jest jednak ciekawie. Poznawanie Nigerii oczami czternastolatki na pewno jest ciekawe. Dziewczyna sama dopiero poznaje wiele miejsc i dziwi się wielu nowościom. Narracja jest pierwszoosobowa - z jednej więc strony mamy autentyczne odczucia bohaterki, a z drugiej sporo dziur informacyjnych. Muszę też zaznaczyć, że tłumacz wykonał ogromną robotę, pozwalając Adunni konsekwentnie mówić we własny, niepoprawny sposób, co jeszcze dodawało jej egzotyki - jej błędy językowe nie były takie, jakie popełnia się w Polsce.

    Dziewczyna o mocnym głosie to na pewno angażująca historia. Adunni budzi współczucie i pragnienie lepszego losu dla niej. Na osoby, które ją krzywdzą, czujemy złość i czekamy, kiedy spotka je kara. To mocno wciąga w czytanie. Do tego książkę czyta się naprawdę szybko - nie jest długa i napisana prostym językiem odwzorowującym zasoby słownictwa niewykształconej dziewczyny z wioski. Lektura godna przeczytania - choć ostrzegam, możecie uronić nie jedną łzę w reakcji na niesprawiedliwość. Uczciwie też przyznaję, że momentami bohaterka jest uciążliwa - irytująca i zachowująca się niezrozumiale, jakby pozbawiona instynktu samozachowawczego. Choć to pewnie po prostu jej sposób na radzenie sobie z beznadzieją. To książka może nie wstrząsająca i przełomowa, ale na pewno ciekawa i pokazująca kolejny fragment dalekiego świata.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza.

piątek, 8 marca 2019

[41] Czarna kobieta, biały kraj

Czarna kobieta, biały kraj to nie jest typowa powieść. To historia życia i walki ze złem silnej kobiety, która potrafiła wziąć swoje życie we własne ręce i ukształtować je w taki sposób, by móc powiedzieć, że czuje się szczęśliwa i bezpieczna.



Waris Dirrie opowiada o sobie i swojej walce z obrzezaniem nie tylko w krajach afrykańskich, ale również europejskich. Akcja książki rozgrywa się w czasie kręcenia filmu Kwiat pustyni, opowiadającego o dzieciństwie Waris i jej początkach życia poza Afryką. Teraz kobieta jest już dorosła i prowadzi fundację walczącą z praktykami okaleczania kobiecych genitaliów. W swoich podróżach do Afryki, spotkaniach z tamtejszymi ludźmi, nie tylko swoimi rodakami, powoli odkrywa co tak naprawdę dolega Czarnemu Kontynentowi i jak bardzo jego problemy są złożone. Dochodzi do wniosku, że tradycja obrzezania nie zniknie, jeśli nie zawalczy się w krajach afrykańskich o prawa kobiet, o ich poczucie własnej wartości, ich wykształcenie i samodzielność. Waris postanawia więc pomóc swojej ukochanej Afryce w inny sposób – pomóc jej mieszkankom zrozumieć, że same mogą o sobie decydować i umożliwić im to, pomagając im zdobyć wykształcenie, założyć własny biznes.



Waris opuściła Afrykę jako dziecko. Znała pustynię i życie nomadów, nie miała pojęcia o tym, jak bardzo źle jest w pozostałych częściach kontynentu. Jej dorosła podróż do Afryki pełna jest dla niej zaskoczeń. Dowiaduje się na przykład, jak bardzo zagrożone jest środowisko naturalne Afryki. Jak bardzo jej potencjał pozostaje niewykorzystany. Że najbardziej Afrykę wykorzystują jej elity, rabujące pieniądze płynące z Europy na poprawę sytuacji na kontynencie. Waris pisze o tym wszystkich i o wielu innych sprawach, naświetlając nam, białym, jak wygląda naprawdę sytuacja w Afryce i jakie działania mogłyby jej najbardziej pomóc. Nie tylko pieniądze – te bowiem i tak trafiają do kieszenie rządzących bogaczy. Afryka potrzebuje wsparcia w tworzeniu małych przedsiębiorstw, dzięki czemu będzie mogła przestać być uzależniona tylko od rolnictwa a także przetwarzać swoje bogactwa naturalne i sprzedawać je innym krajom za cenę ich rzeczywistej wartości, a nie jak dotąd zaledwie za ułamek wartości dlatego tylko, że jej mieszkańcy nie posiadają umiejętności ani właściwej infrastruktury, by te bogactwa naturalne przetworzyć. Przykładem może być kawa. Niepalone ziarna sprzedawane są do krajów europejskich za bardzo niską cenę. Tam następnie są palone i ich wartość wzrasta kilkukrotnie. Gdyby znalazł się ktoś, kto zainwestowałby w palarnie w Afryce i zatrudnił w nich miejscową ludność, problem skrajnego ubóstwa w tym regionie zostałby wyeliminowany, ponieważ ludzie dostaliby wreszcie pracę. Afryce trzeba więc dać wędkę, nie rybę.



Przemyślenia Waris nie są wielkim odkryciem. Każdy, kto choć trochę interesuje się sytuacją w Afryce wie w czym problem. Korupcja, brak wykształconej klasy średniej, wojny domowe – to nie pozwala wielu Afrykanom wyrwać się z biedy. Czarna kobieta, biały kraj nie wywrócą nagle naszego świata do góry nogami. Na pewno jednak poruszą gorące przemowy Waris, jej pełne zapału słowa i plany o ratunku dla Afryki. I może też sprawią, że inaczej spojrzymy na sytuację w naszym kraju. Waris dużo pisze o związku człowieka z naturą. W prosty, ale jednak trafiający do serca sposób. O tym, jakie ważne jest by żyć w zgodzie z nią, by ją ratować. 

 

niedziela, 13 sierpnia 2017

[1] Scholastique Mukasonga - Maria Panna Nilu


Nie chcę dłużej żyć w tym kraju. Rwanda to kraj śmierci. Pamiętasz, co opowiadali nam na lekcjach religii, cały dzień Bóg przemierza świat, ale co wieczór wraca do siebie, do Rwandy. No i podczas gdy Bóg podróżował, Śmierć zajęła jego miejsce. Kiedy wrócił, zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Śmierć wprowadziła swoje rządy w naszej biednej Rwandzie. Ma plan i postanowiła zrealizować go do końca. Powrócę, kiedy nad naszą Rwandą znowu zaświeci słońce życia. Mam nadzieję, że cię tu zobaczę.



W głębokiej dżungli, tam gdzie potężny Nil wąskim strumieniem wypływa spomiędzy skał, jest kapliczka, a w niej figura Marii Panny Nilu – opiekunki Rwandy. Co roku w pielgrzymkę do małej kapliczki wyruszają uczennice pobliskiego liceum, sama rwandyjska elita. Córki generałów, ministrów, przywódców politycznych, dziedziczki najbogatszych i najpotężniejszych mężczyzn w kraju. Córki zwycięskich Hutu – tych, którzy dokonali przewrotu, wymordowali Tutsi, i przejęli władzę. Jednak Europa nie patrzyła przychylnie na to, w jaki sposób traktowani byli przegrani i będący w mniejszości Tutsi. Dlatego Rwanda musiała pójść na kompromis, bo od Europy, a już zwłaszcza Belgii, nie mogła się odciąć. Pozwoliła kilku dziewczynom Tutsi uczyć się w elitarnym liceum, zdobyć wykształcenie i dyplom, który w przyszłości miał otworzyć przed nimi drzwi do lepszego życia. Książka niestety nie ma happy endu – nie ma lepszego życia, nie ma sukcesu.

Maria Panna Nilu napisana jest w specyficzny sposób. Nie ma jasno określonej fabuły, wątku, który prowadzi nas od początku do końca. Każdy rozdział to inna historia. Bohaterki są te same – uczennice liceum, zarówno Tutsi jak i Hutu. Są to ich wspomnienia z początków nauki, relacje pomiędzy koleżankami, odkrywanie świata przez dorastające dziewczyny. Całkiem zwyczajne historie zwyczajnych dziewczyn, żyjących jednak w tak różnym świecie od naszego. Na zakończenie nic nie jest w stanie przygotować. Bo to co straszne i zaskakujące przychodzi zaraz po tym co normalne, lekkie i zabawne. W jednej chwili mamy opowieść o szkolnych psikusach, a w następnej obraz totalnej masakry, dzikości drzemiącej w człowieku. Chciałoby się nie wierzyć, że człowiek może zrobić coś takiego drugiemu człowiekowi, wpaść w takie szaleństwo, dać się omamić. Przestać być jednostką, a stać się elementem tłumu, nie myślącym, nie żałującym, pędzącym ślepo za innymi. Ale niestety trzeba uwierzyć, bo historia Rwandy jasno pokazuje, że to nie ma takiej potworności, której człowiek by się nie dopuścił.

Książka wzbudza bardzo silne emocje. Po jej przeczytaniu milion myśli kłębiło mi się w głowie i nie tak łatwo było mi się przerzucić na następną lekturę. Maria Panna Nilu to ten rodzaj książek, za które dostaje się nagrody, ale które mają małą szansę na zostanie bestsellerem. Polecam wam jednak sięgnięcie po nią, tym bardziej, że jest ona dość krótka, i zdecydowanie się nie dłuży. A jeśli już wciągnięcie się w temat i zechcecie się jeszcze trochę bardziej podręczyć, obejrzyjcie film Hotel Rwanda. Tylko koniecznie zaopatrzcie się w zapas chusteczek.