Filia, 2022 rok
przeczytane: 12/2024
Życie Bożydara i jego córki Marcysi wywraca się do góry nogami. Ich rodzina się rozpada a oni, oszukani i skrzywdzeni przez najbliższą osobę, muszą na nowo poukładać sobie w głowach i sercach to co dla nich najważniejsze.
W tej książce dużo jest zwykłego życia. Bohaterowie nie są idealni, mają swoje problemy i słabości. Jak w życiu każdego człowieka momentami czegoś im brakuje, za czymś tęsknią i coś im bardzo, bardzo nie pasuje. Na początku dużo tu smutku i niezrozumienia, a także różnych wersji samotności. Zdrada pokazana jest od strony niewinnych ofiar, bez mydlenia oczu wielką miłością, gromem z jasnego nieba i synergią dusz. Bożydar i Marcysia tracą całe swoje dotychczasowe życie, poczucie bezpieczeństwa, spokój. Mają problemy z zaufaniem ale też ich wzajemna relacja się psuje, bo skupieni na własnym bólu nie widzą bólu tego drugiego.
Kiedy w ich życiu pojawia się Klara, coś zaczyna się zmieniać. Ale zmiany idą powoli i naturalnie. Akcja książki ma bardzo dobre tempo, nie widać tutaj sztucznego przyspieszenia. Relacje budują się stopniowo i na podstawie wspólnych przeżyć.
Świątecznej atmosfery nie ma tutaj dużo, właściwie dopiero na koniec. Ale historia zawiera w sobie potężną dawkę nadziei i lekcję, że po burzy zawsze wychodzi słońce, więc idealnie pasuje do okresu bożonarodzeniowego. Polecam.
Cenią sobie życiowe książki, więc zapisuję tytuł do przeczytania.
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś o tej książce
OdpowiedzUsuńChętnie bym przeczytała.
OdpowiedzUsuń