Wydawnictwo Rebis, 2021 rok
przeczytane: 01/2025
Wiele romansów i powieści świątecznych zaczyna się od tego, że główna bohaterka przyjeżdża do swojego domu rodzinnego. Za sobą zostawia zazwyczaj jakieś problemy i braki, a w następnych tygodniach przeżywa płomienny romans i przewartościowuje swoje życie, na nowo odkrywając uroki życia rodzinnego w małej mieścinie.
Kochany Święty Mikołaju zaczyna się podobnie. I nie, wcale mnie to od razu nie odrzuciło, wręcz przeciwnie. W powieściach świątecznych lubię te wszystkie powtarzalne schematy i to, że z góry wiem czego mogę się spodziewać. Tyle tylko, że zawsze jest tam coś jeszcze, co mnie zaskakuje. Tutaj tego zabrakło.
Lindy wraca do rodzinnego miasta i spotyka dawną (bardzo, bardzo dawną, bo aż z czasów podstawówki) przyjaciółkę, które nie widziała przez większość życia, a mimo to od razu zostają prawie siostrami. Są do siebie wręcz przyklejone. I to był pierwszy zgrzyt. bo to naprawdę wyszło okropnie nierealnie, nawet jak na romans świąteczny. Później oczywiście nastąpiło kolejne spotkanie i wielka miłość - tu już było dużo, dużo lepiej. Naprawdę, bardzo spodobało mi się jak rozwijało się uczucie pomiędzy główną parą, jakie było naturalne i pozbawione śmiesznych dram o nic.
Ten romans byłby świetnym tłem lub dodatkiem do głównej akcji, ale niestety - poza nim nie wydarzyło się nic. Nawet jakiejś szytej grubymi nićmi awantury, czarnego charakteru chcącego poróżnić gołąbki. Nic, zupełnie nic. Ta książka jest o niczym. Autorka ma w swoim dorobku prawie 100 książek, więc absolutnie nie mogę wybaczyć jej tego braku fabuły. Rozumiem, że książki świąteczne to osobny gatunek i tu bardziej chodzi o klimat niż faktycznie ekscytującą akcję, ale Kochany Święty Mikołaju to bubel jakich mało. Odradzam.
Raczej nie będę czytała tej książki. Nie mam czasu na czytanie o niczym.
OdpowiedzUsuńUff - jak dobrze, że się nie skusiłam :)
OdpowiedzUsuńDzięki za ostrzeżenie. Raczej nie sięgnę po tą książkę
OdpowiedzUsuńNie lubię takich monoschematycznych książek 🫣
OdpowiedzUsuń